Ostatnio udało nam się ”wkręcić” w okoliczną grupę miłośników psów. Sprawa wygląda tak, że podczas naszych spacerów czasami widywaliśmy właścicielkę ze swoim beaglem. Szału nie było, ale psiaki się zawsze witały i było ok.
Pewnego dnia, podczas kolejnego spotkania przekazano nam informacje o tej mistycznej grupie. Prawdopodobnie po kilku spotkaniach okazaliśmy się godnymi wstępu do tego klubu.
Całość wygląda tak, że miłośnicy psów spotykają się w okolicznym parku, nawet niedaleko nas. Nigdy tam nie chodziliśmy bo jest blisko drogi i nie brałem go nigdy nawet pod uwagę, a tu taka niespodzianka.
Spotkania są dość wcześnie rano (8 rano), więc w głębi serca umieram odrobinę przy każdym spotkaniu. Jednak czego się nie robi dla swojego psa, prawda?
W ostatni weekend napadało sporo śniegu (a już miałem nadzieję, że będzie ciepło i wiosna zawita wcześniej), więc była okazja porobić zdjęcia. Psiaków było kilka i wszystkie są bardzo sympatyczne – nie ma gryzienia czy innych aktów agresji. Sama miejscówka też jest ok – duży teren, mało ludzi postronnych. Czasami wpadają właściciele ze swoimi psami, którzy raczej nie lubią się socjalizować i dreptają gdzieś w oddali – trudno.
Legion spotkania bardzo polubiła i ostatnio funduje mi codzienną pobudkę, po której po prostu ciągnie w kierunku miejsca zbiórki. Robi to nawet, kiedy nie mam najmniejszej ochoty tam iść.
Z innych spraw – Legion dojrzewa i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęła być małym, niegrzecznym buldożerem.
Absolutnie nie słucha, ciągnie jak pociąg, szczeka na wszystko i wszystkich – w szczególności małe dzieci i psy. Szczeka z miłością, ale znaną tylko sobie. Inni się boją i uciekają z przerażeniem.
Aktualnie walczymy – ludzka cierpliwość vs. psi temperament. Aktualnie jest 3:0 dla szczeniaka.




















