Żył sobie pies

Dzisiejszy wpis jest dla mnie bardzo trudny i długo zastanawiałem się czy go napisać. Niektórzy mogą powiedzieć, że o takich rzeczach nie powinno się pisać, że to zbyt prywatne i po prostu nie wypada. Mimo wszystko postanowiłem, że to zrobię. Każdy inaczej radzi sobie z emocjami i problemami, a wyrzucenie tego z siebie w formie pisemnej wydaje się dobrą dla mnie.

Wczoraj uśpiliśmy Sarę. Z jednej strony ten wpis pomoże mi sobie to jakoś ułożyć – jak do tego doszło, ponieważ nadal nie dociera do mnie, że ze zdrowego psa w ledwie 3 miesiące Sara tak podupadła na zdrowiu, że jedynym rozwiązaniem była eutanazja. Z drugiej mam nadzieję, że może ten wpis pomoże komuś, kto przechodzi coś podobnego. Umierający pies to chyba najcięższa sytuacja dla przewodnika i praktycznie nie jest możliwe, aby kogoś to nie ruszyło.

Sam szukałem w internecie jakiejś pomocy, rady lub czegokolwiek, ale niestety nic podobnego nie znalazłem. Człowiek w trudnej sytuacji poszukuje zrozumienia – może nawet nie konkretnej pomocy, ale chociaż świadomości, że nie jesteśmy w tym sami.

Jeszcze jeden powód dla tego wpisu jest taki, że osobiście nie wierzę w żadne życie po śmierci, reinkarnację i tego typu sprawy. Wierzę natomiast, że liczy się pamięć i mam nadzieję, że dzięki napisaniu o życiu Sary spowoduję, że po prostu więcej osób będzie o niej wiedziało. Nie tylko tych kilku sąsiadów, którzy ją widzieli, ale tysiące ludzi, którzy to przeczytają. Sara była wspaniałym psem i może ktoś kiedyś, w jakiś mroźny wieczór pomyśli, że żył kiedyś taki pies. Byliśmy z nią bardzo krótko i nie chcę, aby umarła zapomniana i nieznana przez nikogo.

Choroba Sary zawsze pozostanie dla mnie czymś absurdalnym. Jak tylko ją dostaliśmy to zrobiliśmy jej pełne badania. Wszystkie wyniki miała w normie. Zrobiliśmy również USG, z którego wynikły tylko niewielkie cysty na jajniku. Weterynarz nie zalecał nic z nimi w tym momencie robić i za 3 miesiące mieliśmy ponownie zrobić USG, żeby to skontrolować. Teraz myślę, że może jeśli wbrew zaleceniom lekarza postanowili wyciąć te cysty to może Sara by jeszcze żyła? Jednak z drugiej strony, jeśli umarłaby wtedy podczas operacji to pewnie nigdy bym sobie tego nie wybaczył.

Po pewnym czasie od pierwszych badań Sara zaczęła mieć biegunki i robiła sobie sama głodówki. Głodówki tłumaczyliśmy upałami – w końcu wiele psów tak robi jak jest zbyt ciepło. Biegunki mogły być spowodowane zmianą diety, bo przecież przez dawnego właściciela była karmiona jakimś syfem, a my chcieliśmy dla niej lepiej. Kolejne tygodnie i zaczęły pojawiać się plamy krwi – pojechałem wtedy z nią, żeby dostała jakieś antybiotyki.

Na wizycie weterynarz postanowił przy okazji zrobić USG. Niestety po badaniu okazało się, że Sara prawdopodobnie ma zmiany nowotworowe z przerzutami. Na początku myślałem, że to jakiś żart. Minęły 2 miesiące od ostatnich badań i wszystko było ok, a teraz nagle nowotwór? Więcej – nowotwór rozwinął się bardzo szybko i jest z przerzutami, więc zalecana jest eutanazja. Poprosiłem jednak o jakieś przeciwzapalne i antybiotyk, bo nie chciałem podejmować takiej decyzji pochopnie.

Niestety po lekach było jeszcze gorzej. Sara nie mogła wstać i nie chciała nic jeść. Zadzwoniłem do weterynarza, który niestety powiedział, że leki mogą nie pomóc, bo jej stan jest naprawdę zły. Pojechałem do innego weterynarza, aby upewnić się, że diagnoza jest trafna. Niestety również tu potwierdzono, że to prawdopodobnie nowotwór macicy z przerzutami do wątroby. Na 100% nikt nie powie, bo to można sprawdzić przede wszystkim operacyjnie, ale przy jej stanie i wieku nie jest to zalecane. Diagnoza – pies się męczy i zaleca się eutanazję.

Pojechałem jeszcze raz do poprzedniego weterynarza, czy na pewno nie da się nic zrobić. Chociaż kilka dni, ulżyć w bólu. Tak naprawdę łudziliśmy się, że jakoś jej przejdzie. Nie ukrywam też, że byliśmy zszokowani tak dynamicznym rozwojem. Mieliśmy ją bardzo krótko i mieliśmy duże plany – chcieliśmy chodzić z nią na spacery, bawić się. Nawet chcieliśmy zrobić jej terapię komórkami macierzystymi, żeby pomóc w jej problemie z łapami. Tyle pomysłów na psa, a tu nagle widmo uśpienia.

Weterynarz podał mocny steryd i powiedział, że może to pomoże na jakiś czas. Po leku rzeczywiście Sara czuła się lepiej – zaczęła normalnie jeść i chodzić. Poszła na swój pierwszy spacer. Nie za długi, bo jednak nie chcieliśmy jej forsować, ale w końcu wyszła poza teren, który zna. Niestety pomimo lepszego samopoczucia w innych sferach było coraz gorzej. Najpierw było coraz więcej krwi w odchodach, a potem wydalała już prawie samą krew. W zeszłą niedzielę już myśleliśmy, że za bardzo się męczy i pierwsza decyzja była, żeby pojechać z nią w poniedziałek. Jest to naprawdę bardzo trudna decyzja i nikomu takiej nie życzę. Finalnie zdecydowaliśmy się dopiero wczoraj i po południu z nią pojechałem. Potem już tylko pustka i smutek.

Sara była wspaniałym psem. Wszystko co o niej wiemy sugeruje, że powinna być psem nieufnym, zdziczałym i nieprzyjemnym. Rozłam rodziny, z którą mieszkała. Zaniedbanie, brak kontaktu z człowiekiem, mieszkanie w małym kojcu, a finalnie wyprowadzka właściciela i oddanie pod opiekę obcych ludzi. Jak taki pies mógłby być normalny? Jednak Sara była psem bardzo ciepłym, kochającym i potrzebującym kontaktu z innymi. Szybko zaakceptowała nas i nasze psiaki.

Chętnie przychodziła do łóżka, lubiła się głaskać, wygrzewać na słonku, szczekać na koty, jeść kabanosy i obserwować okolicę. Naprawdę była dobrym psem i każdemu życzę takiego przyjaciela. Nie była z nami długo, ale w ten krótki czas bardzo się do nie przyzwyczailiśmy i eutanazja była chyba najtrudniejszą decyzją w naszym życiu.

Wydaje mi się, że o wiele łatwiej jest jak pies odejdzie ”naturalnie” – w spokoju, w domowym zaciszu. Łatwiej też jest, jeśli umrze podczas operacji – w końcu nic nie można na to poradzić. Jednak wydaje mi się również, że liczenie na to i przeciąganie cierpienia, bo może samo się rozwiąże jest egoizmem. Uśpienie Sary to najgorsze doświadczenie w moim życiu. Podróż do weterynarza, ostatnie pożegnanie, podpisanie tego idiotycznego papierka (wiem po co on jest, ale nic bardziej nie uderza w psychikę niż samodzielne podpisanie wyrokun na psa) – naprawdę nic przyjemnego.

Jednak miłość do psów to również szacunek do nich w ostatnich chwilach życia i mam nadzieję, że nasza decyzja była dobra. Myślę, że zrobiliśmy wszystko, aby spróbować jej pomóc, ale jednocześnie nie przedłużaliśmy niepotrzebnie jej choroby. Śmierć psa bardzo pokazuje pewną niesprawiedliwość tej relacji. Życie psa to tylko ułamek naszego – człowiek może mieć wiele psów. Natomiast dla psa człowiek jest całym życiem.

Najbardziej żałuję, że mieliśmy ją tak krótko. Ściska mnie w sercu, kiedy pomyślę jak wiele nieszczęścia może mieć jeden, mały pies. Jaką tragedią jest sytuacja, gdzie pies w końcu trafia do ludzi, którzy się nim zajmą tylko po to, żeby po 3 miesiącach umrzeć. W końcu wyszła z kojca, dostała dobre jedzenie, opiekę medyczną, suplementy, zabawki i przede wszystkim – uwagę człowieka. Jaką tragedią jest to, że poprzedni wpis na tym blogu nosi tytuł ”Witaj Sara”, a kolejny jest już o jej śmierci. Na pewno zasłużyła na więcej i jedynym pozytywnym aspektem jest fakt, że chociaż na koniec mogła żyć bardziej komfortowo.

Na sam koniec warto wspomnieć, że choroby nowotworowe są realne – szczególnie u psów. Z wielu badan wynika, że 9 na 10 psów umiera właśnie w ten sposób. Powody mogą być różne: warunki środowiskowe, zła dieta, genetyka i tego typu sprawy. Nigdy nie będziemy pewni dlaczego spotkało to Sarę, ale można mieć pewne przypuszczenia. Przede wszystkim nie była sterylizowana, a ten zabieg wyeliminowałby możliwość nowotworu macicy. Nie mówię, że sterylizacja jest przymusowa, bo każdy musi sam zdecydować, ale naprawdę warto o tym pomyśleć. Nie sugerować się mitami typu ”suka musi mieć młode” – warto poczytać,  dużo poczytać i samemu wyciągnąć wnioski.

Druga kwestia to dieta. Wiele materiałów sugeruje, że przyczyną wielu chorób nowotworowych jest zła dieta, w szczególności sztuczne, chemiczne dodatki. Tutaj znowu nie przekonuję nikogo do BARF lub tego typu diet, ale warto poczytać. Z naszych informacji wynika, że Sara była karmiona resztkami ze stołu, makaronem i tanią karmą z marketu. Nie twierdzę, że to był na pewno powód choroby, ale istnieje taka szansa. Naprawdę warto zatroszczyć się o dobre zdrowie psa przez całe jego życie, a nie dopiero jak zachoruje. Zamiast ładnej zabawki może warto dorzucić na lepsze jedzenie?

No i oczywiście badania. Wiem, że badania to nic przyjemnego, ale naprawdę warto je robić. Badania krwi, jakieś usg, czasami prześwietlenie – warto, naprawdę warto. Oczywiście u Sary choroba rozwinęła się w tempie bardzo szybkim i nawet nie było czasu, żeby zareagować. Jednak jakby ktoś zauważył wcześniej te cysty, może jakby ktoś ją za młody wysterylizował – może jeszcze by żyła. Nie ma pewności, ale byłaby taka szansa.

Co mogę jeszcze napisać? Mi na pewno jest trochę lżej, ale fakt jest taki, że Sary już z nami nie ma. Jeszcze przez długi czas wychodząc z domu będę spodziewał się, że zobaczę ją leżącą na trawie. Za każdym razem jak przychodzi do nas Legion lub Levi to czekam jeszcze chwilę, bo może za nimi jeszcze człapie Sara – w końcu pora karmienia. Psy odchodzą i takie są realia. Myślę, że człowiekowi pozostają wspomnienia i takie myślenie o psie jest dowodem, że taki pies istniał.

I jeszcze jeden taki szczegół – proszę nie mówcie, że pies ”zdechł”. Zdychanie oznacza, że pies tylko dychał, a nie żył, że tylko egzystował. Zapewniam, że życie psa jest warte o wiele więcej.

Już naprawdę na koniec grafika, która do mnie trafia.”Jesteś najlepszym psem” to własnie słowa, które powiedziałem do Sary na sam koniec.

Życie z Psem
Życie z Psem
Główny autor bloga, psi fotograf-amator, poszukiwacz internetowego bullshitu, niekwestionowany autorytet w dziedzinie niczego :D