psi behawiorysta

Zły psi behawiorysta – jak nim zostać? Problemy ze szkoleniowcami

Zły psi behawiorysta – no właśnie, jak nim zostać? Dzisiaj skupimy się na ogólnej tematyce psiego szkolnictwa. Niestety ciągle powstają nowe ”szkółki”, które często robią więcej złego niż dobrego. Normalnie nie interesuje mnie to, co robią inni – problemem jest to, że takie osoby szkodzą psom, a to już nie jest fajne. Temat ciężki i trudny, więc na osłodę zdjęcia psiaków w śniegu :)

Właściciele psów są coraz bardziej świadomi – spora grupa ludzi rzeczywiście pracuje ze swoimi pupilami. Interesuje nas aktywność z psem, sport, różne zabawy (frisbee, agility), dbamy o wygląd (psi groomerzy) oraz generalnie robimy z naszymi psami coraz więcej. Niestety również coraz częściej (tak mi się wydaje) mamy problemy z psiakami. Kiedyś ludzie mieli psy i nie bardzo się nimi interesowali – burek latał po polu, gonił kury i generalnie zajmował się sam sobą. Kilkanaście lat temu nikt nie myślał, aby biegać z pieszczochem do psiego behawiorysty na szkolenie.

Obecnie trening z psem to podstawa dla większości właścicieli – zaczynamy od psiego przedszkola, potem jakieś posłuszeństwo, a w razie problemów – mamy szkoleniowca/trenera/behawiorystę. Do czego dążę? Na szkolenie psów jest duży popyt – z tego powodu nowi szkoleniowcy i behawioryści powstają jak grzyby po deszczu. Niestety obecny wygląd prawa i generalna świadomość ludzi prowadzi do tego, że bardzo łatwo wyjść z takiej ”szkoły” z psem jeszcze bardziej problemowym.

Od razu zaznaczę, że dla mnie psi behawiorysta i szkoleniowiec to w praktyce to samo – szczególnie w realiach naszego kraju. Szkoleniowcy pomagają z problemami, a behawioryści najczęściej zajmują się również szkoleniem psów. Wielu stosuje bardzo podobne metody i mają niemal identyczny zakres wiedzy.

Problemy z psimi szkoleniowcami

Psi behawiorysta powinien być człowiekiem, który psie problemy zna bardzo dobrze, a co więcej – potrafi sobie z nimi radzić. Ciągle się szkoli i powiększa swoją wiedzę. Absolutnie nie stoi w miejscu, a cały czas poznaje nowe techniki i nowinki z branży. Nie może mieć zamkniętego umysłu, a powinien z zainteresowaniem podchodzić do nowych metod, a nie zamykać się tylko i wyłącznie na dobrze sobie znane rozwiązania.

psi behawiorysta jak wybrać

”Śnieg zimny, ale taki pyszny!”

Problem jest jednak taki, że psi behawiorysta to często osoba całkowicie przypadkowa, która rozpoczyna swoją ”karierę” od pewnego widzimisię. Ktoś ma psa, a nawet kilka – zrobił z nimi podstawowe posłuszeństwo i już uważa, że ma prawo szkolić cudze psy. Mnie osobiście przeraża fakt, że nie ma jakichkolwiek regulacji na ten temat i praktycznie każdy może z psami pracować.

Niestety w obecnych czasach dyplom pt. ”psi behawiorysta” to nie jest żaden problem – odpowiednie kursy można zrobić już od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Taki kurs obejmuje trochę praktyki, ale również ćwiczenia praktyczne z własnym psem, a często i ten element się pomija (przecież wszystkiego można nauczyć się z książek, nie?).

Naturalnie można spotkać świetnych specjalistów i doskonałych fachowców – niestety są w mniejszości, ponieważ dostęp do tego zawodu jest bardzo łatwy.

Psi behaworysta – odpowiedzialność?

Bardzo niewielu szkoleniowców lub behawiorystów chce brać odpowiedzialność za swoje działania – często argumentują to faktem, że nie mogą wiedzieć, jak pracujemy z psem po zajęciach. Pierwsze spotkanie ”konsultacyjne” to często koszt ponad 100 zł, a wypełniamy na nim tylko bzdurną ankietę, gdzie podajemy mnóstwo informacji na temat psa i ogólnie przedstawiamy pupila. Na podstawie tego dostajemy plan treningowy oraz praktyczną pracę ze szkoleniowcem – tyle. Żadnych gwarancji nikt nie udziela.

psi behawiorysta jak wybrać behawioryste

”Om nom nom – prawie jak kurczak”

Niestety realia są takie, że przychodząc do ”pseudotrenera” z niewielkim problemem może okazać się, że po kilkunastu sesjach nasz kłopot się pogłębił. Bardzo łatwo wzmocnić niepożądane zachowanie u psa, ale potem już nikt nie będzie chciał z takim psem pracować. Im większy pies oraz im większy problem tym mniej chętnie podejdzie do tego zły psi behawiorysta. Zdarzają się przypadki, że ktoś chodzi na szkolenie z psem z powodu ciągnięcia na smyczy do psów, a po zakończeniu ma pupila całkowicie agresywnego, a to już wyższa szkoła jazdy.

Każdy chce pracować z małymi psiakami, których problemem jest tylko skakanie przy witaniu lub lekka ekscytacja połączona ze szczekaniem. Łatwa kasa i tyle. Niestety wielu ”pseudo” nawet z takimi zachowaniami nie potrafi sobie poradzić i tylko ściemniają polecając jakieś metody, które poznali z youtube.

Ważne jest jednak jedno – psi trener nie bierze za nic odpowiedzialności. Wybierając szkoleniowca i niejako powierzając mu swojego psa jesteśmy pełni zaufania – w końcu to specjalista. Co zrobimy, jeżeli po miesiącu pracy okaże się, że z psem jest gorzej? Nie spotkałem się jeszcze ze szkoleniowcem, który podpisywałby ze swoim klientem umowy, więc na jakiej podstawie moglibyśmy dochodzić swoich praw?

Psi behawiorysta – trudna sprawa

Obecnie w naszym kraju (ale i w większości innych) do zwierząt podchodzi się bardzo przedmiotowo. To słowo bardzo tu pasuje, ponieważ zgodnie z prawem zwierzęta domowe traktowane są w taki sam sposób jak przedmioty – można je sprzedawać, nabywać, otrzymywać w spadku – nawet zastawiać.

psi behawiorysta psi szkoleniowiec

Ćwiczenia z Legion w parku – Levi tylko się przygląda ze zdziwieniem :)

Nie ma żadnych regulacji (poza jawnym znęcaniem się nad zwierzętami), które w jakikolwiek sposób broniłyby psy przed nieodpowiedzialnym szkoleniowcem. W praktyce z psem można zrobić wszystko tak długo, jak nie sprawia się mu sporego, fizycznego bólu. Co jednak stosuje się na niektórych szkoleniach? Szarpanie psa, zmuszanie, prowokowanie, podduszanie i wiele innych technik siłowych. Nawet szkoleniowcy pozytywni często doprowadzają psy do ogromnej frustracji poprzez narażanie psa na działanie czynnika pobudzającego (celowe pokazanie obiektu oraz niedopuszczenie psa do niego przez zbyt duży okres czasu).

Przerażające jest to, że każdy może zrobić głupi kurs, kupić tanią stronę www, dostać kilka referencji od znajomych i rozpocząć karierę psiego behawiorysty. Nie ma żadnych regulacji – dosłownie każdy może pracować z psami. Bez względu na doświadczenie, wiedzę oraz realne umiejętności. Jednocześnie nie podpisują umów, nie biorą za psa żadnej odpowiedzialności – wszystko jest na Twojej głowie.

Szkolenie psów jest trudne

Wiele osób myśli, że jak potrafi ”ustawić” swojego kajtka to ma talent do pracy z psami. Ktoś ma 2-3 owczarki niemieckie, zrobi z nimi kurs PT1, PTT oraz IPO i od razu biegnie ogłaszać się, że jest ”psim szkoleniowcem”.

psi behawiorysta jak się zdecydować

Owczarki Niemieckie są super do treningu, ale żeby zaraz zostawać szkoleniowcem?

Osobiście mam wiele zarzutów do ZKwP jako stowarzyszenia kynologicznego, ale trzeba im przyznać jedno – dobrze organizują sobie szkoleniowców. W celu zostania trenerem w tym związku trzeba spełnić wiele wymagań – wszystkie informacje dostępne są na ich stronie. Główne wymaganie to 2 lata potwierdzonego stażu przy pracy z psami. Oznacza to, że najpierw taka osoba musi spędzić 2 lata na stażu u oficjalnego szkoleniowca, a dopiero potem może zdawać egzamin, który określi czy zostanie szkoleniowcem ZKwP.

Tutaj cytat z regulaminu ZKwP odnośnie predyspozycji i wymagań oczekiwanych od psiego szkoleniowca:

”Ma nieposzlakowaną opinię, zdał egzamin i odbył staż określony niniejszym regulaminem, a następnie uzyskał pozytywne oceny na teoretycznym i praktycznym egzaminie. Kandydat musi posiadać odpowiednią wiedzę, predyspozycje dydaktyczne, kulturę osobistą. Powinien być odpowiedzialny i zaradny. Cechować go powinna spostrzegawczość, odwaga, cierpliwość i umiejętność wyciągania wniosków z zachowań zarówno psów, jak i przewodników. ”

Jak widać nie ma łatwo – trzeba to kochać i się temu poświęcić przez długi czas, ale również mieć odpowiednie cechy charakteru. Po co jednak to robić skoro można odwalić gotowy kurs w miesiąc? Nie trzeba tracić czasu na głupoty!

Chciałbym zauważyć, że szkolenie psów jest po prostu trudne. Nie wystarczy mieć swojego psa i go dobrze wychować. Psi behawiorysta powinien mieć doświadczenie w efektywnej pracy z różnymi rasami, płciami oraz osobnikami. Każdy pies jest inny – ma inne cechy charakteru oraz temperament. Szkoleniowiec powinien potrafić dostosować się do każdego przypadku, aby nie popełnić błędu, który pogłębi problemu psa.

Jeżeli ktoś chce wykonywać jakiś trudny, specjalistyczny zawód (a za taki uważam szkolenie psów) to musi się do niego przygotować. Nikt nie zostaje elektrykiem z kursów online – większość osób kończy szkołę kierunkową, a do podjęcia pracy musi zdać egzamin Państwowy. Nawet potem trzeba zaczynać od samego początku i najprostszych rzeczy, a dopiero wraz ze zdobywaniem doświadczenia można podejmować się coraz trudniejszych i bardziej skomplikowanych zajęć. Jeżeli ktoś nie ma doświadczenia to może podjąć praktyki lub staże, które pozwolą takie zdobyć.

psi behawiorysta czego unikać

Przerwa na trochę frisbee – Legion biega za dyskiem, a Levi za nią :)

Dlaczego często z psimi behawiorystami jest całkowicie odwrotnie? Bez żadnego wykształcenia, umiejętności oraz doświadczenia od razu zakładają swoje szkoły i ”udają”, że wiedzą co robią? Przecież możliwości są – jest dostęp do studiów kierunkowych, można zgłosić się na wolontariat do schroniska i tam powoli stawiać swoje pierwsze kroki szkoleniowe pod okiem kogoś zdolniejszego. Można zgłosić się na praktyki/staż do innego szkoleniowca lub chociażby poprosić o możliwość obserwowania go przy pracy. Jednak wiele osób woli iść na skróty.

Psi behawiorysta – jak wybrać?

Nie możemy ukrywać, że obecnie w naszym kraju jest spory problem z psimi szkoleniowcami. Naprawdę jestem zdziwiony jak czytam na jakimś blogu/forum/stronie, że ktoś zaczyna szkolić psy – bez większego doświadczenia, bez umiejętności – po jednym lub dwóch kursach. Jeszcze te emocjonalne wstawki ”zawsze o tym marzyłem/am, żeby pracować z psami”. Pieprzę takie spełnianie marzeń kosztem cudzych psów. Bo kto, jak nie cudze psy będą obiektami eksperymentalnymi takiego szkoleniowca? Na jakim ”materiale” zbuduje swoje doświadczenie? Oczywiście, że na pupilach swoich klientów.

psi behawiorysta szkolenie psa

Dobre szkolenie musi być przede wszystkim przyjemnością dla psa

Rozumiem jednak każdego kto szuka pomocy u psiego behawiorysty. Sami mamy problemy z Legion (głównie ekscytacja innymi psami, nadmierne szczekanie i takie tam) i próbowaliśmy pracy z różnymi osobami. Wiemy jak to wygląda z każdej strony, czytamy sporo na forach i generalnie czujemy jak trudno znaleźć dobrego szkoleniowca.

Co mogę od siebie poradzić? Niestety niewiele. Wszędzie można kłamać – na stronie można publikować podrobione referencje, a wszelkie dane można zmyślić. Jedyne co mogę poradzić to podejść do sprawy z otwartym umysłem. Nie dajmy sobie wmówić nieprawdy i po prostu nie ufajmy bezgranicznie w każde słowo. Najlepiej byłoby pójść i zobaczyć jak szkoleniowiec pracuje z innymi psami. Dobrym pomysłem jest poprosić o numer do kilku kursantów i zapytać ich bezpośrednio o wrażenia.

Jeżeli już się zdecydujemy to warto zapytać o kwestię umowy oraz gwarancji. Jestem pewien, że to nie przejdzie, ale warto zobaczyć reakcję szkoleniowca jak się poci ze stresu (większość działa nielegalnie – bez żadnej firmy, więc takie dokumenty nie są dla nich komfortowe). Jak już się wstępnie decydujemy to nie płaćmy całej kwoty – umówmy się na jakieś raty lub częściowe wpłaty, aby w razie rezygnacji nie stracić wszystkich pieniędzy.

Koniecznie jednak obserwujmy jak zachowuje się nasz pies podczas szkolenia. Jeżeli pupil jest bardzo zestresowany, nerwowy, chce uciekać to znaczy, że szkolenie prowadzone jest w zły sposób. Co nam da praca z psem, która sprawia mu spory dyskomfort? Nic.

psi behawiorysta trening

Decydując się na odpowiedniego psiego szkoleniowca na pewno można uniknąć wielu problemów

Czym więc kierować się wybierając psiego behawiorystę lub szkoleniowca? Przede wszystkim zajęcia powinny być przyjemne dla psa, ale również dla nas. Nie może być tak, że szkolenie jest niekomfortowe dla właściciela, ponieważ pies dobrze wyczuje negatywne emocje.

Zły psi behawiorysta – jak nim zostać?

Teraz dla rozluźnienia opiszemy typowego psiego behawiorystę, który do swojej pracy się nie nadaje. To lista cech, które posiada (nie zawsze wszystkie, ale często) zły szkoleniowiec. Polecam obserwować szkoleniowca i zadać sobie pytanie – jakim jest człowiekiem? Niestety nie każdy ma talent do pracy z psem.

  • Nienawidź ludzi

Zły psi behawiorysta przede wszystkim nienawidzi innych ludzi. Psy może kochać, uwielbiać, a praca z nimi sprawia mu rzeczywistą przyjemność, ale po prostu nie może znieść obecności innego człowieka. Taki szkoleniowiec często jest opryskliwy, odpowiada zdawkowo na pytania lub wręcz ignoruje właściciela, aby zaraz słodkim głosikiem przemawiać do naszego pupila.

Pamiętajmy, że szkolenie psa to tak naprawdę szkolenie właściciela. Jeżeli Ty nie będziesz wiedział co robić, to tym bardziej nie będziesz potrafił tego wyegzekwować od swojego psa. Jeżeli rozmawiając z behawiorystą masz wrażenie, że jest odpychający to lepiej zrezygnować ze współpracy.

  • Zawsze zachowuj status eksperta

Zły psi behawiorysta reaguje bardzo agresywnie na wszelkie kwestie, które mogłyby zagrozić jego autorytetowi. Wystarczy zapytać o nową metodę lub jego zdanie na temat konkretnego ćwiczenia, a możemy spodziewać się uruchomienia funkcji obronnych.

Bardzo często widać to w komentarzach, gdzie tacy ”pseudotrenerzy” tuszują swój brak wiedzy poprzez odbijanie piłeczki, agresywne zachowanie, zmianę tematu lub głupie docinki. Moim zdaniem szkoleniowiec musi znać jak najwięcej metod – nie musi z nich korzystać, ale powinien je znać, aby móc wytłumaczyć ewentualne problemy klientowi. Nie wystarczy odpowiedzieć ”bo nie, bo to złe!” na pytanie odnośnie obroży elektrycznej. Nie każdy się na tym zna, a dobry behawiorysta powinien potrafić wytłumaczyć metodę stosowania, zalety oraz wady danego rozwiązania.

Jeżeli Twój szkoleniowiec nie potrafi przyznać się do błędu, a ciągle próbuje budować swój autorytet to lepiej uciekać.

  • Pracuj z jedną rasą psów

Zły psi behawiorysta uważa, że osiągnął pełną wiedzę na temat zachowań psów po pracy z jedną rasą, którą najczęściej są owczarki niemieckie. ON są dość popularne ze względu na stosunkowe łatwe prowadzenie i ogromną chęć do nauki. Wielu szkoleniowców zaczynało z tą rasą – zrobili podstawowe kursy posłuszeństwa oraz obronne, a potem uważają, że są gotowi przekazywać wiedzę innym.

Problem w tym, że owczarki niemieckie nie są najtrudniejszą rasą w wychowaniu. Ograniczając się do pracy z niewielką ilością ras skutecznie zmniejszamy swoje możliwości pracy jako szkoleniowiec. Niestety bardzo często to widać, kiedy na sesję przyjdzie jakaś bardziej niszowa rasa – nagle okazuje się, że szkoleniowiec absolutnie nie potrafi sobie poradzić z psem. Wtedy uruchamia ”zachowaj status eksperta” wraz z ”nienawidź ludzi” – szkolenie przestaje być przyjemne i widać, że najbardziej nerwowy jest właśnie szkoleniowiec.

  • Łatwo się denerwuj

To prowadzi do kolejnej cechy – łatwego denerwowania się. Jak wcześniej wspomniałem nie każdy nadaje się do pracy z psami. Potrzeba do tego po prostu pewnych cech charakteru – zaangażowania, silnej woli oraz stalowych nerwów. Jeżeli widzisz, że Twój psi behawiorysta szybko zaczyna wyżywać się na psie to jest to znak, że współpraca powinna się zakończyć.

Bardzo często reakcją na opornego psa jest zmuszanie fizyczne – ciągnięcie go smyczą, przyciskanie do ziemi, a czasami nawet krzyki. Nie tędy droga.

  • Pisz bloga

Osobiście podchodziłbym z rezerwą do każdego psiego szkoleniowca, który swoją karierę zaczynał jako bloger. Schemat często wygląda tak, że dany ”bloger” posiada psa (lub dwa), z którymi coś robi (szkolenie/psie sporty/wystawy). Po pewnym czasie zdobywa wirtualny fejm – ma trochę lajków na facebooku, sporo obserwujących na instagramie oraz kilku regularnych czytelników.

Dojdź do wniosku, że skoro Twój blog jest czytany, a Ty widocznie masz talent do pracy z psami to przecież musisz powiązać swoją przyszłość z psami, prawda? Niektórzy blogerzy zakładają własne marki, sklepy lub w inny sposób starają się powiązać swoje życie zawodowe z psami, natomiast najgorszym wyborem (i niestety nie takim rzadkim) jest szkolenie psów.

W odróżnieniu od sklepu, gdzie trzeba mieć umiejętności, psychikę i wkład własny – szkolić psy można praktycznie za darmo (w sensie, że bez wkładu własnego). Wystarczy się rozreklamować w sieci przy użyciu swojej strony, znaleźć spokojny park/pole i już można zaczynać szkolenie. Po pewnym czasie można wynająć jakiś kawałek terenu i wtedy dopiero zabawa się zaczyna.

Z drugiej strony – jeżeli jesteś szkoleniowcem, ale prowadzisz również bloga na ten temat to koniecznie pamiętaj, aby w swoich wpisach omijać ważne szczegóły w taki sposób, aby czytelnik w praktyce niczego się nie dowiedział. Na pewno popędzi na Twoje szkolenie, aby otrzymać ”brakującą” treść.

Problemy ze szkoleniem psów

Wyszedł dzisiaj ostry ból dupy, ale niestety tak musiało być. Wiele osób dwa razy zastanawia się nad zakupem nowej pary skarpetek, ale szkoleniowca wybierają na podstawie ”profesjonalnego wyglądu” strony internetowej.

psi behawiorysta trening z psem

Z cyklu: Gdzie jest Samoyed?!

Straszne jest to, że psim szkoleniowcem można zostać bardzo łatwo – praktycznie bez żadnej realnej wiedzy, doświadczenia, a nawet wkładu finansowego. Bardziej ambitni ”pseudotrenerzy” inwestują w jakieś kursy, które dają im ładny papierek.

Jednocześnie bardzo łatwo jest psa zepsuć lub pogłębić jego problem. Nieumiejętna praca z psem naprawdę może powodować kłopoty. Sam wiem o tym dobrze, ponieważ widzę ile błędów popełniliśmy podczas wychowania Legion. Jednak to mój pies i moja odpowiedzialność, a dodatkowo nie jestem psim szkoleniowcem. Tym bardziej nie mogę uwierzyć, że niektórzy potrafią bez doświadczenia zajmować się cudzym psem.

Jaki jest ogólnie wniosek z tego długiego wpisu? Naprawdę uważnie wybierajcie osobę, która będzie pracowała z Waszym psem. Rozumiem, że czasami na drodze stoją kwestie finansowe, odległość lub nasze możliwości. Wiadomo, że mało kto będzie jechał na drugi koniec kraju, ponieważ tam jest dostępny uznany specjalista. Jednak nawet jeżeli mamy mniejsze pole manewru to zawsze warto dobrze sprawdzić człowieka, któremu powierzymy częściowe wychowanie naszego psa.

Wpis nie ma na celu oczerniania dobrych, doświadczonych i utalentowanych osób, które zajmują się szkoleniem psów – wręcz przeciwnie. Takich pasjonatów trzeba doceniać, ponieważ raczej są w mniejszości niestety.

Czy mieliście kiedyś jakieś negatywne doświadczenia związane z nieodpowiednim psim szkoleniowcem?

  • moni.l

    W związku z tym, że zaczynamy szkolenie 21-do stycznia, temat mnie zastanowił. Mam nadzieję, że trafiliśmy dobrze. Szukałam szkoleniowca w Internecie, ale ostatecznie postawiłam na polecenie przez osobę z psem problemowym, który problemów ma teraz znacznie mniej. Do tego, co napisałeś dodałabym, żeby jednak na te polecenia znajomych też uważać. Wiele razy, gdy wspominałam, że chcę gdzieś psa zapisać, pojawiały się osoby, które pewnie w dobrej wierze polecały szkoły, w których same z psami były. Problem polega na tym, że większość tych psów umiała co najwyżej to, co moja psina już umie, na przywołanie reagowały nawet gorzej, a na smyczy nie ciągnęły, dopóki były luzem.
    A jakie Wy mieliście doświadczenia z behawiorystami, którzy coś „popsuli”, albo nie dali razy sobie poradzić?
    Czy to było na zasadzie „nie poradzenia sobie”, czyli wyrzucenie pieniędzy w błoto?

    • Też mam nadzieję, że trafiliście dobrze. Naturalnie nie ma się co obawiać szkoleniowca – dość łatwo rozpoznać kogoś kto nie powinien się tym zajmować. Ty z psem pracujesz, więc na pewno wiesz jak powinien trening wyglądać, a czego nie powinno się stosować.

      Gorzej jak ktoś z psem nie pracuje, ktoś mu poleci szkoleniowca i taka osoba może wtedy wszystko wcisnąć takiemu laikowi.

      My dość sporo jeździliśmy po różnych szkoleniach, sporo również dzwoniłem po behawiorystach. Nie mieliśmy jakichś nieprzyjemnych sytuacji – obecnie współpracujemy z dwoma osobami i z każdej jestem zadowolony. Tak jak ludzie – też mają swoje gorsze dni i nie wszystko mi się podoba, ale raczej idealnych szkoleniowców nie ma :)

      Odnośnie psucia psa to raczej psujemy je sami :D Nie potrzeba nam do tego pomocy akurat. Głównie mam złe doświadczenia z dzwonienia po behawiorystach. Jedna Pani powiedziała, że ”ja się takimi dużymi nie zajmuje, ale mogę polecić kolegę, który jest znanym specjalistą od obroży elektrycznej” – nie wiedziałem, że są od tego specjaliści nawet :)

      • agata kochańska

        „Ja nie jestem zwolennikiem takiego 1000% pozytywnego podejścia, gdzie pies jest najważniejszy i jego humory. Od psa też powinniśmy czegoś wymagać.”

        Dlaczego powielasz stereotypy? Szkolenie pozytywne nie polega na tym, że „pies jest najważniejszy i jego humory”. Szkolenie pozytywne polega na tym, że nie stosuje się w nim awersji. Tylko tyle. Natomiast to zupełnie nie oznacza, że nie stawia się psu wymagań – stawia się je i przez konsekwentny management jak również stosowanie zasady „nic za darmo” (niezwykle potężne narzędzie szkoleniowe) te wymagania się egzekwuje. Nie przeczę, że jest sporo słabych szkoleniowców pozytywnych, którzy tak naprawdę smakołykami próbują psa przekupić. Ale nie jest to programowa zasada szkolenia pozytywnego. Warto też pamiętać, żeby stawiać psu wymagania, ale takie, jakie na danym etapie jest w stanie spełnić – do niektórych umiejętności trzeba dochodzić stopniowo i może to zająć trochę czasu.

        Radzenie sobie z zachowaniami problemowymi psiaka poprzez metody awersyjne jest bardzo ryzykowne – czasem to problem rozwiąże (albo rozwiąże pozornie), ale czasem może go radykalnie i szybko pogłębić. Pół biedy, jeśli do szkoleniowca z zachowaniem problemowym trafiają opiekunowie, którzy mają psa od szczeniaka i mają z nim dobrą więź. Gorzej, gdy psiak jest np. z adopcji, a opiekun dopiero uczy się sobie z nim radzić. Jeśli nastąpi radykalne pogorszenie problemu, to sytuacja może – z dnia na dzień – takiego opiekuna przerosnąć.

        Mój kolega znalazł się właśnie w takiej sytuacji – z problemowym psem, który rzucał się do innych psów, trafił do renomowanej szkoły, takiej z tradycjami szkolenia obronnego. Zalecono mu zdecydowane korekty na kolczatce – w rezultacie pies zaczął startować z zębami do trenerki i do niego. Pies przeszedł w taj szkole pełne szkolenie i problemu nie udało się w żadnej mierze opanować. Zwłaszcza w przypadku problemu z agresją myślenie kategoriami „psa trzeba ustawić i pokazać mu, kto tu rządzi” jest bardzo ryzykowne i może przynieść wiele złego, bo najczęściej problem jest bardziej złożony.

        • Teoria jedno, a praktyka drugie. Oczywiście rozumiem czym z definicji jest szkolenie pozytywne, ale jak to wygląda naprawdę? Poza tym nawet trudno doszukać się jednej definicji. Większość szkoleniowców pozytywnych albo działa wyłącznie na podstawie wzmacniania pozytywnego (nagroda za zachowanie), albo potajemnie wprowadza metody awersyjne.
          Skądś się jednak te stereotypy biorą i takie mają ludzie zdanie na temat tych metod. Nie będę na siłę nikogo ”oduczał” takiego myślenia, ponieważ szkoleniowcy pozytywni sami sobie zgotowali ten los, a ja nie będę za nich obalał mitów.

          ”Radzenie sobie z zachowaniami problemowymi psiaka poprzez metody awersyjne jest bardzo ryzykowne”

          Jednak przez wiele lat ludzie radzili sobie z takimi zachowaniami, nawet jak o metodach pozytywnych nikt nie słyszał. Osobiście uważam, że metodę trzeba zawsze dopasować do psa i jego problemu. Nie wykluczałbym żadnej techniki. Nie zrozum mnie źle – nie jestem zwolennikiem kolczatek. Po prostu dopuszczam takie rozwiązanie i nikogo za to gnębić nie zamierzam.

          ”Mój kolega znalazł się właśnie w takiej sytuacji – z problemowym psem, który rzucał się do innych psów, trafił do renomowanej szkoły, takiej z tradycjami szkolenia obronnego. Zalecono mu zdecydowane korekty na kolczatce – w rezultacie pies zaczął startować z zębami do trenerki i do niego. ”

          No ok – to Twój przykład. Jednak w jednym z komentarzy ktoś inny informuje, że jego pies znacząco się poprawił na takim szkoleniu obronnym. Co to oznacza? Że na każdego psa jest metoda.
          Metodami pozytywnymi można tak samo ”zepsuć” psa, jak metodami tradycyjnymi. Wystarczy nagrodzić w złym momencie za nieodpowiednie zachowanie i teoretycznie już wzmacniamy coś, czego nie chcemy.

          • agata kochańska

            Nie mówię, żebyś obalał jakieś mity, tylko żebyś nie powielał stereotypów. Jest wielu złych szkoleniowców – ale nie tylko pozytywnych. Nie mam tu żadnych twardych danych, ale na własny użytek przypuszczam, że złych szkoleniowców awersyjnych – takich, którzy tylko potrafią szarpać psy na kolcach czy dławikach – jest zdecydowanie więcej. Wielu szkoleniowców awersyjnych jak mantrę powtarza, że metodę trzeba dopasować do psa – tylko, że bardzo niewielu z nich potrafi to zrobić. Bo o ile w przypadku zwykłego uczenia psa komend czy treningu sportowego z dobrze zsocjalizowanym psem z dobrej hodowli być może wystarczy samo doświadczenie praktyczne, o tyle w przypadku terapii zachowań problemowych potrzebna jest – oprócz doświadczenia ogromna wiedza. Wiedza na temat psiej komunikacji, tego, jak psy się uczą, wiedza dotycząca psich emocji (np. fizjologii owych emocji). Śmiem twierdzić, że zdecydowana większość działających na rynku szkoleniowców, czy to pozytywnych czy awersyjnych, takiej wiedzy nie ma. A mimo to oferują usługi z zakresu terapii zachowań problemowych. I to nieprawda, że pozytywnymi metodami można tak samo zepsuć psa, jak awersją. Bo awersja łatwiej i szybciej się generalizuje. Dlatego wielu szkoleniowców tak ją lubi: bo wydaje się, że dzięki niej szybciej można psa wielu rzeczy nauczyć. Tyle, że koszty mogą być zbyt wysokie. No i właśnie z tego samego względu awersja jest dużo bardziej ryzykowna – bo zdecydowanie łatwiej i szybciej można poprzez awersję wzmocnić u psa zachowania niepożądane, jeśli coś pójdzie nie tak. Przykład, o którym wspomniałam jest oczywiście przykładem jednostkowym. Chciałam jednak poprzez ten przykład pokazać, że nawet doświadczony szkoleniowiec w bardzo renomowanej szkole (bo o taką szkołę chodziło), „dobierając metodę do psa”, tak naprawdę wcale nie wie, czy mu to zadziała, to „wychodzi w praniu”. Tyle, że jak już wyjdzie i okaże się, że na tego akurat psa awersja nie zadziałała tak, jak chciał szkoleniowiec, to może już być pozamiatane. I może się to skończyć tak, że pies wyląduje w schronie, bo opiekun nie będzie sobie już w stanie z nim poradzić. A szkoleniowiec przeliczy kasę i zacznie się rozglądać za następnym klientem.

          • agata kochańska

            ” Prąd tam wykorzystywany chyba jest bardzo delikatny i ma raczej zadanie ”sygnalizacyjne” niż sprawianie psu bólu?”

            Prąd w OE nie ma zadanie sygnalizacyjnego – jeśli by tak było, to zamiast OE spokojnie można by stosować sygnał głosowy (np. sygnał braku nagrody) – i przyjemniej, i taniej. Impuls prądowy w OE to bodziec awersyjny, który ma skłonić psa do zaprzestania jakiegoś zachowania albo do zaprezentowania jakiegoś zachowania. Jeśli tak, to musi być dla psa wystarczająco nieprzyjemny, żeby zadziałał.

          • Nigdy nie stosowałem takiej obroży i jakoś nie mam ochoty próbować. Jeżeli częstotliwość i natężenie prądu rzeczywiście ma na celu sprawienie psu bólu to nie brzmi to zbyt dobrze.

          • agata kochańska

            „Każde szkolenie z niewykwalifikowanym trenerem może przynieść złe skutki – bez względu na metodę.”

            To prawda, ale nie ma tu symetrii. Ze względu na samą naturę uczenia poprzez awersję błędy popełnione przez szkoleniowca mogą zaowocować radykalnym i szybkim pogorszeniem zachowania. Taki efekt nie powstaje przy słabym szkoleniu pozytywnym – co najwyżej, brak jakichkolwiek postępów. Nie słyszałam o przypadku, by w wyniku karmienia psa parówkami zwiększyła się jego agresja do ludzi czy psów. Natomiast przypadki takie, jak ten opisany przeze mnie powyżej nie należą do rzadkości. A to była psia szkoła, która np. wśród właścicieli ON-ów jest legendarna, nie tylko lokalnie, ale w całej Polsce. Co gorsza, gdy pies zaczął wyskakiwać z zębami do niej i do swojego opiekuna, trenerka bynajmniej nie wycofała się z przyjętej strategii, tylko zaleciła opiekunowi jeszcze ostrzejsze korekty. Zalecanie niedoświadczonemu opiekunowi otwartej konfrontacji z dużym psem to już, moim zdaniem, kryminał.

            Mamy trochę różną perspektywę, bo Ty jesteś opiekunem dwóch psiaków z dobrych hodowli, które wychowujesz od szczeniaka. Ja natomiast mam dwa adopciaki, duże psy, które trafiły do mnie jako dorosłe osobniki, każdy z nich po pewnych przejściach. Jeden jest psem zdecydowanie problemowym, stąd o terapii zachowań problemowych trochę wiem. I powiem tak: wydaje mi się, że jednym z problemów dotyczących szkoleniowców w Polsce jest to, że każdy, kto szkoli, czy też niemal każdy oferuje też usługę pod nazwą „terapia zachowań problemowych”. Problem polega na tym, że o ile do zwykłego uczenia psa komend czy też do treningu sportowego wystarczy praktyczne doświadczenie, o tyle do terapii zachowań problemowych potrzebna jest też znaczna specjalistyczna wiedza. Zdecydowana większość szkoleniowców takiej wiedzy nie ma i nawet nie wie, że powinna ją mieć, jeśli chce pracować z psami problemowymi. Szkoleniowcy tradycyjni jak mantrę powtarzają „Metodę trzeba dobrać do psa”. Ale praktyka jest na ogół taka, że nagradzanie stosują w pracy z psami bezproblemowymi, które chcą pracować z człowiekiem, do nauki sztuczek. Natomiast jedynym narzędziem, jakie mają do pracy z psem przejawiającym jakiekolwiek zachowanie problemowe jest awersyjna korekta. A to może mieć, i czasem faktycznie ma, niebezpieczne skutki – bo zachowanie psa radykalnie się pogarsza, opiekun przestaje sobie z nim radzić, pies ląduje w schronie, a szkoleniowiec dalej robi swoje.

            Daleka jestem od entuzjazmu w stosunku do szkoleniowców ZKwP, bo sama przeszłam z psem szkolenie prowadzone przez takich szkoleniowców. Doświadczona trenerka z tej szkoły była u mnie na indywidualnej konsultacji i nie dała mi ani jednej do czegokolwiek użytecznej porady, jak pracować z moim psem. Jedyne, co mi mieli do zaproponowania, to łańcuszek i kolczatka. Ja to początkowo przyjęłam, bo wtedy nic jeszcze o szkoleniu nie wiedziałam. Tyle, że mój pies pod wpływem stresu związanego z korektami kolczatką całkowicie wyłączał się ze współpracy ze mną. Później, po kilku miesiącach grzebania w internecie wiedziałam już więcej o technikach modyfikacji niepożądanych zachowań niż owa trenerka. Czy stażyści szkolący się do pracy pod okiem takich fachowców zdobędą konieczną wiedzę. Wątpię – nawet po roku czy dwóch stażu będą jedynie wiedzieli, że jak pies sprawia problemy, to trzeba go „ustawić” korektami. Tyle, że rzeczywistość jest na ogół bardziej skomplikowana.

            Co do OE, zapewne w przypadku słabszych impulsów można powiedzieć, że nie sprawiają one psu bólu, a jedynie powodują dyskomfort. Niemniej jednak zasada zawsze jest taka, że jest to narzędzie działające na zasadzie bodźca awersyjnego, który ma skłonić psa albo do przerwania zachowania niepożądanego albo do zaprezentowania zachowania pożądanego, żeby uniknąć działania bodźca. Nie jest to narzędzie do komunikacji z psem, jakiegokolwiek sygnalizowania – do tego służą komendy słowne lub wykonywane gestem.

          • ”Nie słyszałam o przypadku, by w wyniku karmienia psa parówkami zwiększyła się jego agresja do ludzi czy psów. ” – a ja słyszałem i nawet znam takie przypadki. Jeżeli ktoś stosuje wzmocnienie pozytywne (podawanie nagrody) w złym momencie to tylko wzmacnia złe zachowanie. Pies wyrywa się do innych psów – usadzamy go, ale nagradzamy w momencie napięcia (pies siedzi, ale nadal nie jest spokojny) – w wyniku tego nagradzamy ten stan.

            Nie stawiam żadnej metody ponad inną – każda ma swoje zastosowanie, a wykonywana błędnie może prowadzić do problemów.

          • agata kochańska

            Częścią wykształconego na drodze ewolucji przystosowania zapewniającego nam przetrwanie jest to, że to, czego uczymy się poprzez awersję, dużo szybciej i łatwiej się generalizuje. Jeśli dotkniesz gorącego palnika kuchenki i się sparzysz, to następnym razem już będziesz świadom ryzyka i dwa razy się zastanowisz, nim spróbujesz dotknąć. Wystarczy jeden raz, żebyś się tego nauczył. Psy też tak mają. Dlatego metody awersyjne z jednej strony mogą dawać szybszy efekt (albo pozornie szybszy efekt), ale z drugiej strony w zdecydowanie mniejszym stopniu wybaczają błędy. Nagradzanie w złym momencie oczywiście może spowodować problemy, ale to zdecydowanie dłużej trwa. Poza tym, nagradzanie ze swej natury uruchamia w psie pozytywne emocje i może doprowadzić do zmiany emocji psa związanych z bodźcem, który początkowo wywoływał u niego stres – to tak zwane przeciwwarunkowanie. Właściwie przeprowadzone przeciwwarunkowanie działa także wtedy, gdy podajesz psu smakołyk nawet w momencie jego negatywnego zachowania – bo zmieniasz emocje psa, a zachowanie agresywne bardzo często jest strategią radzenia sobie ze stresem, a nie zachowaniem wyuczonym w oczekiwaniu na nagrodę. Być może w sytuacjach, o których piszesz, problem pogorszył się nie dlatego, że pies był nagradzany w niewłaściwym momencie, tylko dlatego, że zbyt często był przez opiekuna wprowadzany w sytuację, z którą na danym etapie nie był sobie w stanie poradzić – innymi słowy, był usadzany i wymagano od niego spokoju w sytuacji, w której odległość od stresującego bodźca była zbyt mała i poziom stresu dla psa zbyt wysoki.
            Natomiast awersja ze swej natury działa tak, że wywołuje u psa stres (mniejszy lub większy), który powoduje wydzielanie kortyzolu. Poziom kortyzolu we krwi opada długo. Wysoki poziom kortyzolu w dłuższej perspektywie jest dla organizmu psa szkodliwy (tak jak i dla naszego organizmu). Stałe czy częste stosowanie awersji niesie za sobą negatywne konsekwencje dla psa na poziomie fizjologii. Natomiast w naszym społeczeństwie jest wciąż bardzo duże przyzwolenie na stosowanie siłowych metod wychowawczych – nie tylko wobec psów, ale także wobec dzieci. Chłopak, o którym pisałam powyżej, bardzo długo był przekonany, że psa nauczyć można tylko „silną ręką” .

            Najpewniej nigdy nie znajdziesz się w takiej sytuacji, w której niedouczony szkoleniowiec będzie w stanie zepsuć Ci psa – bo masz fajne, wychowywane przez Ciebie od szczeniaka psiaki pochodzące z dobrych hodowli. Ja byłam dość niedaleko od takiej sytuacji – mogło być tak, że przestałabym sobie z nim radzić. Uratowało mnie to, że natrafiłam na mądrych ludzi – najpierw w necie, potem w realu – od których sporo się nauczyłam. Dlatego staram się przestrzegać ludzi przed udawaniem się z psem problemowym do „fachowców”, których cała wiedza o psiej psychice sprowadza się do tego, że jak pies sprawia problemy, to trzeba go „silną ręką ustawić” – to się czasem udaje, ale czasem może się też bardzo źle skończyć.

          • Zboczyliśmy mocno z tematu. Nigdzie nie stwierdzam, które metody są lepsze. W rękach profesjonalisty oba rozwiązania mają swoje zastosowanie. Słabych szkoleniowców lepiej w ogóle unikać – nie ze względu na ewentualne konsekwencje nawet, ale po prostu, aby nie nabijać kasy ”pseudotrenerom” i tyle.

          • agata kochańska

            Nie stwierdzasz. Ale przykładasz różne miary do dwóch typów szkolenia. Powielasz stereotyp, że szkolenie pozytywne to pozwalanie psu na wszystko i przekupowanie go parówkami. A to nieprawda – podobnie, jak nie jest prawdą, że szkolenie awersyjne to bicie psa, choć zdarzają się wciąż jeszcze „szkoleniowcy”, którzy tak właśnie pojmują szkolenie awersyjne. I powielasz stereotyp, że to przede wszystkim szkoleniowcy pozytywni to niedouki po dwutygodniowych kursach korespondencyjnych. A ilu znasz szkoleniowców tradycyjnych, którzy cokolwiek wiedzą np. o przeciwwarunkowaniu, o technice BAT, o tym, jakie zachowania i dlaczego są dla psa samonagradzające, którzy potrafią „czytać” psią komunikację na trochę bardziej zaawansowanym poziomie niż „merda ogonem, to znaczy, że się cieszy”, w tym potrafią dobrze odczytywać sygnały stresu u psa, nawet te subtelne? Wiedza tego rodzaju jest niezbędna, żeby sensownie prowadzić terapię zachowań problemowych u psa. Bez niej każde działanie jest rosyjską ruletką. I wcale tak bardzo nie odbiegliśmy od tematu. W swoim tekście stawiasz pytanie, jak wybrać szkoleniowca. Moja sugestia jest taka: Jeśli chodzi Ci wyłącznie o szkolenie psa, to możesz kierować się tym, że szkoleniowcy odnoszą sukcesy w sporcie, itp. Jednak uważnie przy tym obserwuj psa, czy dobrze reaguje na zaproponowaną metodę szkoleniową. Natomiast jeśli masz psa naprawdę problemowego, szczególnie z problemem agresji, ale także frustracji czy lękliwości, to szukaj człowieka, który ma wiedzę w wymienionym przeze mnie zakresie, a przynajmniej potrafi wykazać, że taką wiedzę zdobywał. W innym wypadku podejmujesz duże ryzyko.

          • agata kochańska

            „Jeżeli ktoś stosuje wzmocnienie pozytywne (podawanie nagrody) w złym momencie to tylko wzmacnia złe zachowanie. Pies wyrywa się do innych psów – usadzamy go, ale nagradzamy w momencie napięcia (pies siedzi, ale nadal nie jest spokojny) – w wyniku tego nagradzamy ten stan.”

            Dodam jeszcze, że wielu szkoleniowców, wcale nierzadko, powiela taki sposób myślenia. A to błąd wynikający z niedostatków elementarnej dla szkoleniowca (zwłaszcza pracującego z psami problemowymi) wiedzy w dziedzinie teorii uczenia się – psów i nie tylko, także ludzi. Chodzi o to, że wzmacniać instrumentalnie można jedynie zachowania, a nie emocje – innymi słowy, pies może prezentować jakieś zachowanie w celu uzyskania nagrody, natomiast nie może odczuwać emocji W CELU UZYSKANIA NAGRODY. Podobnie człowiek, nawet nagradzany za strach przed pająkami, nie zacznie się bardziej ich bać, żeby uzyskać nagrodę. Emocję można natomiast wzmocnić, jeśli w obecności bodźca wywołującego emocję dołożymy jeszcze inny bodziec też wywołujący tę emocję. Czyli jeśli nasz pies odczuwa stres na widok obcych psów, a my go w takiej sytuacji szarpiemy na kolcach (dokładając dodatkowy stres), to możemy te negatywne emocje związane z obcymi psami wzmocnić – i tym samym wzmocnić reakcję agresywną. Możemy też jednak emocję zmienić – to tak zwane klasyczne przeciwwarunkowanie. Jeśli nasz pies na widok obcego psa odczuwa niepokój, a my zawsze, gdy pojawi się taki pies, zaczynamy naszemu wydawać pyszne smakołyki, które przestajemy wydawać po zniknięciu obcego psa, to po pewnym czasie nasz pies może zacząć traktować widok obcego psa jako zapowiedź pysznych smakołyków. Żeby tak się stało, konieczna jest jednak praca w odpowiednim dystansie, żeby nasz pies w momencie wydawania smakołyków czuł się przyjemnie. Myślę, że w sytuacjach, o których wspominasz, problemem nie było nagradzanie, tylko wprowadzanie psa w sytuację, która była dla niego zbyt stresująca – innymi słowy, problemem było to, że szkoleniowiec nie był w stanie właściwie odczytać sygnałów stresu u psa i praca odbywała się w zbyt małym dystansie. Piszę o tym dlatego, żeby unaocznić, jakiego rodzaju wiedzę powinien mieć psi szkoleniowiec, zwłaszcza taki, u którego szukamy pomocy z psem problemowym – ludzie sobie z tego często nie zdają sprawy, myśląc, że to wszystko działa na zasadzie – jak skorygujesz zachowanie kolczatką czy dławikiem, to pies się nauczy, że tak nie wolno i po sprawie. A to nie jest takie proste.

          • Ja wolę jednak mieć podejście, że każda metoda ma swoje zastosowanie w danej sytuacji i każda metoda może mieć negatywne konsekwencje, jeżeli metody stosowane są w nieprawidłowy sposób.

            Bez względu na to, co jest przyczyną takiego zachowania (pogorszona reakcja na inne zwierzęta) – samo nagradzanie, czy nieodpowiednie podejście szkoleniowca pozytywnego – efekt jest negatywny. Same metody nie mają na celu pogłębienia problemu psa – metody to tylko narzędzie w rękach instruktora. Natomiast ich nieprawidłowe wykorzystanie – czy w ręce mamy nagrody czy kary – może powodować negatywne konsekwencje.

          • agata kochańska

            „Ja wolę jednak mieć podejście, że każda metoda ma swoje zastosowanie w danej sytuacji i każda metoda może mieć negatywne konsekwencje, jeżeli metody stosowane są w nieprawidłowy sposób.”

            To, co napisałam, o zagrożeniach związanych z wyborem metody pozytywnego wzmocnienia czy też awersji, to nie jest kwestia mojego subiektywnego przekonania tylko obiektywnej wiedzy na temat mechanizmów uczenia się. Sama natura procesu uczenia się przez awersję jest taka, że awersja mniej wybacza błędy szkoleniowe – bo szybciej i łatwiej się generalizuje. Jednak jeśli wolisz pozostać przy swoim subiektywnym przekonaniu, odrzucając przy tym to, co na ten temat mówią badania naukowe, to Twoja sprawa. Problem tylko w tym, że piszesz bloga, chcąc nie chcąc trochę stawiając się w pozycji psiego eksperta.

            „Bez względu na to, co jest przyczyną takiego zachowania (pogorszona reakcja na inne zwierzęta) – samo nagradzanie, czy nieodpowiednie podejście szkoleniowca pozytywnego – efekt jest negatywny. Same metody nie mają na celu pogłębienia problemu psa – metody to tylko narzędzie w rękach instruktora. Natomiast ich nieprawidłowe wykorzystanie – czy w ręce mamy nagrody czy kary – może powodować negatywne konsekwencje.”

            Tak jak pisałam, nie ma tu symetrii. Nawet poprawnie zastosowana awersja niesie za sobą takie zagrożenie, że pies, który np. obawia się innego psa, nie przestraszy się np. korekty kolczatką na tyle, żeby zrezygnować z agresywnego zachowania. Natomiast użycie kolczatki dodatkowo zwiększy jego negatywne emocje. Z kolei w przypadku psa, który korektę uzna za bardziej bezpośrednie zagrożenie i dlatego zrezygnuje z reakcji agresywnej, też może być tak, że problem zostanie wyłącznie „przypacykowany” po wierzchu – pies nadal będzie bał się innych psów, ale bardziej będzie bał się korekty – być może tylko do czasu. No i ucierpi jego relacja z przewodnikiem – bo pies doskonale wie, kto jest na drugim końcu smyczy i kto ten jego dyskomfort powoduje. W przypadku psich zachowań problemowych konieczna jest umiejętność pracy nad modyfikacją emocji psa. A narzędzia awersyjne słabo się do tego nadają.

          • Z tego co czytam to właśnie ty masz odczucia bardzo subiektywne – widać, że po prostu gloryfikujesz metody pozytywne jako lepsze. Ja natomiast ciągle piszę, że dla mnie każda metoda ma zastosowanie – trzeba tylko ją dobrać do konkretnego problemu. To jest właśnie obiektywizm, czyli postawa bezstronna. Nie stawiam żadnej metody ponad drugą, ponieważ nie jest to logiczne – biorąc pod uwagę różnorodność zachowań psów, cech osobniczych, różne problemy.

            Dla mnie jeżeli jedna metoda ma mieć mniejsze konsekwencje negatywne, a druga większe to nie chciałbym korzystać z żadnej.

            Nie bronię metod awersyjnych, ale uważam, że odpowiednio wykonane, w jakimś konkretnym przypadku – mają swoje zastosowanie.

          • agata kochańska

            Proponuję czytanie ze zrozumieniem: nie gloryfikuję metod pozytywnych, piszę tylko, że zastosowanie technik awersyjnych do terapii zachowań problemowych, zwłaszcza w przypadku problemu za agresją, jest obciążone większym ryzykiem. I to nie jest moje osobiste przekonanie, do którego jestem przywiązana, bo jest moje, tylko twierdzenie oparte na naukowej wiedzy dotyczącej mechanizmów uczenia się. Po prostu to, czego zwierzę (także człowiek) uczy się przez awersję, zdecydowanie łatwiej i szybciej się generalizuje. To dla niektórych jest zaletą awersji: bo awersją można pewnych zachowań nauczyć szybciej, a zachowania te łatwiej są generalizowane na różne sytuacje. Jednak w przypadku terapii zachowań problemowych kłopot polega na tym, że można łatwiej i szybciej nauczyć psa, ale niekoniecznie tego, czego planowaliśmy go nauczyć – np. zamiast nauczyć go unikania zachowania agresywnego w celu uniknięcia bodźca awersyjnego, możemy go nauczyć, że obecność obcego psa oznacza nie tylko stres związany z samą tą obecnością, ale także dyskomfort związany np. z korektą na kolczatce. I wtedy pies może zacząć atakować inne psy z jeszcze większym natężeniem, reagując z większego dystansu. A ponieważ zachowanie nauczone awersyjnie łatwo się generalizuje, jego „:odkręcenie” może być bardzo trudne. Metody awersyjne mają swoje zalety, bo – jeśli zadziałają – mogą przynieść szybsze efekty. Tyle, że czasem efekty nie są do końca trwałe, bo awersja jedynie zahamowała zachowanie agresywne psa, a nie rozwiązała problemu, który leżał u podłoża tego zachowania. No i obarczone są większym ryzykiem – bo mogą nie zadziałać, a wtedy problem może się szybko i radykalnie pogorszyć. Jestem głęboko przekonana, że nawet bardzo doświadczony szkoleniowiec nie jest w stanie nikomu dać gwarancji, że w przypadku danego psa dana metoda na pewno zadziała. Jeśli ktoś jest gotów podjąć takie ryzyko, to oczywiście jego sprawa. Problem tylko w tym, że wielu psich opiekunów nie ma w ogóle świadomości, że takie ryzyko istnieje. A za szkoleniowe błędy i tak, koniec końców, największą cenę płaci pies. Chłopak, o którym wcześniej pisałam, był przekonany, że do takiego psa jak jego konieczna jest silna ręka i że jeśli coś się nie uda, to najwyżej spróbuje z innym trenerem czegoś innego. Koniec końców przeszedł przez trzy szkoły, wszystkie stosujące awersję, co najmniej dwie z tych szkół bardzo renomowane, wydał kupę kasy i nie osiągnął żadnych postępów. Wręcz przeciwnie, nie jest w stanie wyjść z psem na spacer inaczej niż na kolczatce, bo nie jest w stanie psa utrzymać. Najprawdopodobniej będzie konieczne wspomaganie pracy z psem lekami. A chłopak zastanawia się, czy psa nie oddać, bo sobie z nim nie radzi.

          • Wydaje mi się, że oboje rozmawiamy o czymś innym. Ja ciągle powtarzam, że dla mnie nie ma lepszych metod – każda ma swoje zastosowanie, a stosowane nieprawidłowo mogą pogłębić problem.

            Ty natomiast ciągle piszesz o przewadze metod pozytywnych nad awersyjnymi i opisujesz mechanizmy nauki poprzez awersję.

            Twój przykład również jest taki sobie. Wiele osób szkoli psy awersyjnie i efekty są. Wiele osób szkoli psy pozytywnie i również są efekty. Natomiast wybierając złą szkołę efektów nie będzie lub będą wręcz odwrotne od zamierzonych.

          • agata kochańska

            Nie do końca doczytujesz, co piszę: zdarza się tak, że nawet w pełni poprawnie zastosowana awersja może pogłębić problem. I wynika to z natury mechanizmu uczenia się poprzez awersję – dlatego właśnie o tym mechanizmie piszę. W pracy nad zachowaniami problemowymi metody pozytywne są mniej spektakularne, często wymagają bardziej długotrwałej pracy. I to – dla wielu – jest ich wada. Natomiast są bezpieczniejsze – poprawnie zastosowane nie niosą ryzyka pogłębienia problemu. A jeśli szkoleniowiec popełnia błąd, to i tak negatywne skutki przychodzą wolniej i łatwiej je „odkręcić”.

            Tekst jest o tym, jak wybierać szkoleniowca. Problem w tym, że bardzo wielu psich opiekunów nie jest w stanie ocenić kwalifikacji zawodowych szkoleniowca. A rynek tego wcale nie weryfikuje, z różnych względów. Przy pracy nad zachowaniami problemowymi, zwłaszcza nad agresją, błąd wyboru miejsca, w którym z psem szukamy pomocy może, zwłaszcza dla psa, być kwestią „być albo nie być”. Dlatego przy takim wyborze warto, żeby ludzie mieli świadomość ryzyka związanego z samym doborem metod pracy. Wtedy wyboru też będą mogli dokonać bardziej świadomie.

          • Poprosiłbym o jakieś badania, że w pełni poprawnie zastosowana awersja może pogłębić problem. Szczerze mówiąc nie spotkałem się z takim przypadkiem i nigdy o tym nie słyszałem.

            Metody tradycyjne (czyli również awersyjne) stosuje się od wielu lat i nie wydaje mi się, abyśmy mieli problem z agresywnymi psami. Raczej właśnie w ostatnich latach można zauważyć zwiększone natężenie kłopotów z psami – od ery metod pozytywnych właśnie.

            Nie mam naturalnie badań ani statystyk, ale wcześniej ludzie nie wiedzieli o metodach pozytywnych. Nasi dziadkowe szkolili psy naturalnie – jak uważali. Jak pies się zsikał to wkładał mu pysk w kałużę, było bicie kapciem za sprawianie problemów i tak dalej – i psy jakoś nie wyrastały na agresorów.

            Natomiast teraz wiele osób się cacka z psami – prosi o uwagę, przekupuje smaczkami i generalnie widać metodę ”bezstresową”. I coraz więcej mamy psów z problemami. Taka przynajmniej moje wnioski.

          • agata kochańska

            „Poprosiłbym o jakieś badania, że w pełni poprawnie zastosowana awersja może pogłębić problem. Szczerze mówiąc nie spotkałem się z takim przypadkiem i nigdy o tym nie słyszałem.”

            Gdzieś natknęłam się na badania, że szkolenie awersyjne zwiększa poziom stresu u psów i osłabia relację zaufania z przewodnikiem. Jeśli je odnajdę, mogę Ci podesłać. Natomiast nie wiem, czy takie badania, o jakich mówisz są i czy w ogóle możliwe jest ich sensowne przeprowadzenie – mam pewne wątpliwości, czy możliwe jest ich przeprowadzenie w taki sposób, żeby mieć powtarzalne warunki badania dla statystycznie istotnej grupy badanych przypadków. Powiem natomiast tak: chłopak, o którym pisałam, nad agresją swojego psa pracował w psiej szkole, o której np. na forum owczarkowym generalnie wszyscy piszą „jeśli masz psa problemowego, to wal tylko tam”. To szkoła o nie tylko lokalnej, ale ogólnopolskiej sławie. Pracował pod kierunkiem instruktorki z dziesięcioletnim doświadczeniem, odnoszącej sukcesy sportowe i także chwalonej przez forumowiczów z forum owczarkowego. Jeśli ktoś taki nie potrafi poprawnie użyć awersji, to kto potrafi? I jakim cudem ma się tego nauczyć opiekun psa, żeby z nim pracować poza sesjami szkoleniowymi? To, że awersja szybciej i łatwiej się generalizuje, to fakt – właśnie dlatego wielu szkoleniowców woli tak pracować: bo szybciej osiąga się efekty. Ale logiczną konsekwencją tego faktu jest to, że jeśli coś pójdzie nie tak, to szybciej może nastąpić pogorszenie zachowania i trudniej je odkręcić. Jeśli szkoleniowiec Ci mówi, że dobiera metodę do psa, to między bajki możesz włożyć przekonanie, że po krótkich oględzinach psa na pierwszym spotkaniu jest w stanie oszacować, czy w tym konkretnym przypadku awersja zadziała czy nie. To nie jest samochód z jakimś typem silnika, który zawsze naprawia się w określony sposób. To żywe stworzenie o całkiem złożonej psychice, z jakąś historią doświadczeń życiowych, na które stale i dynamicznie oddziałują w nie do końca nam znany sposób liczne czynniki środowiskowe, o których nie do końca potrafimy powiedzieć, które są istotne, a które mniej. Dodatkowo problem polega na tym, że niewielu szkoleniowców naprawdę dobrze potrafi odczytywać psią komunikację – do tego potrzeba naprawdę dużej wiedzy i dużego doświadczenia. Tym bardziej nie potrafi tego zdecydowana większość psich opiekunów. Bo ta komunikacja często jest bardzo subtelna. Dlatego i szkoleniowcy i tym bardziej opiekunowie nie zauważają subtelnych oznak stresu u psa i widzą, że coś jest nie tak dopiero, gdy stres jest na tyle silny, że pies np. decyduje się wyskoczyć z zębami do szkoleniowca.

            „Nie mam naturalnie badań ani statystyk, ale wcześniej ludzie nie wiedzieli o metodach pozytywnych. Nasi dziadkowe szkolili psy naturalnie – jak uważali. Jak pies się zsikał to wkładał mu pysk w kałużę, było bicie kapciem za sprawianie problemów i tak dalej – i psy jakoś nie wyrastały na agresorów.

            Natomiast teraz wiele osób się cacka z psami – prosi o uwagę, przekupuje smaczkami i generalnie widać metodę ”bezstresową”. I coraz więcej mamy psów z problemami. Taka przynajmniej moje wnioski.”

            Ten argument akurat z dwóch względów nie bardzo jest trafiony. Po pierwsze kiedyś ludzie nie mieli świadomości, że zachowanie psa dajmy na to agresywnego można w jakikolwiek sposób modyfikować. Agresywność uznawano za stałą cechę charakteru, a nie za strategię zachowania, którą można zmieniać. Tak zwane psy agresywne lądowały więc na łańcuchu czy w kojcu, a w warunkach miejskich cały czas chodziły w kagańcu, na kolcach i na krótkiej smyczy. Nadal jest bardzo wielu ludzi, którzy nie mają świadomości, że problemowe zachowania psów można zmieniać.

            Po drugie, świat, w jakim żyją psy dzisiaj, jest dla nich zdecydowanie bardziej skomplikowany niż np. 40 lat temu – np. w miastach (ale na wsiach także) większe jest zagęszczenie ludzi, psów, samochodów. I wymagania stawiane psom są teraz większe. 40 lat temu było całkiem sporo psów samopas biegających sobie po ulicach i wśród ludzi była dość powszechna świadomość, że jak mija się takiego psa, to trzeba zachować ostrożność i zwolnić, nie przebiegać czy też nie przejeżdżać rowerem takiemu psu tuż przed nosem. Teraz zdarza się, że np. mija Cię od tyłu biegacz, przebiega tuż koło Twojego psa, z kompletnego zaskoczenia i oczekuje, że to Twoim obowiązkiem jest dopilnować, żeby zaskoczony i może przestraszony pies przypadkiem na niego nie szczeknął, a tym bardziej nie złapał zębami.

            I tak na koniec, metoda bezstresowa to nie szkolenie pozytywne tylko brak wychowania psa i brak wyznaczania zasad życia domowego. Przekupowanie psa wynika z tego, że wielu szkoleniowców tradycyjnych ma małą wiedzę o zasadach poprawnego nagradzania psa. A to nie jest takie proste, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.

          • agata kochańska

            I taki – może interesujący – tekst traktujący po części o zagadnieniach, o których tu dyskutujemy: http://talkingdogs.pl/cesar-millan-zaklinacz-psow-czy-sprzedawca-iluzji/

          • agata kochańska

            „Widzisz tu jest taki problem, że oboje mamy inną postawę. Ty bronisz interesów szkoleniowców, a ja stoję po stronie ”klienta”. Zasadniczo mnie, jako klienta – nie interesują mechanizmy działania, sposoby komunikacji z psem i inny naukowy bełkot. Idę na szkolenie i oczekuję wyników.

            Hmm, zupełnie nie mam powodu bronić interesów szkoleniowców – nie jestem szkoleniowcem, psami zawodowo się nie zajmuję, nie piszę nawet bloga. Natomiast mam takie doświadczenie życiowe, że jestem opiekunem psa problemowego, dużego, z problemem agresji do ludzi i także, do pewnego stopnia, do psów. I to po jego stronie stoję. Po to, żeby nieświadomie nie zrobić mu krzywdy i żeby durny niedouczony, a czasem nawet średnio etyczny szkoleniowiec nie zrobił mu krzywdy, uczę się – o mechanizmach uczenia się, o komunikacji z psem, i całego tego – jak to byłeś uprzejmy określić – naukowego bełkotu. Dzięki temu, czego udało mi się nauczyć, własnego psa w znacznej mierze z kłopotów wyciągnęłam

            Mocno zdumiewa mnie to, że jako opiekun dwóch psiaków i autor bloga psom poświęconego, w którym nie tylko piszesz o swoich doświadczeniach ze swoimi psami, ale także zabierasz się za pewne uogólnienia o tym, jak funkcjonuja psy, jak należy je wychowywać, w którym udzielasz także ludziom porad, stwierdzasz jednocześnie „nie interesuje mnie, co mój pies mi komunikuje i co ja – czasem nieświadomie – komunikuję jemu, nie interesują mnie te wszystkie naukowe pierdoły” – mnie one interesują jak cholera, bo dzięki nim mogę lepiej mojego zwierzaka zrozumieć. Jeśli wolisz nadal ślizgać sie po powierzchni zagadnień na poziomie rozmów przy piwku czy herbatce, to ok. Ja zawsze miałam bardziej dociekliwą konstrukcję, ale w takim razie dam sobie spokój za zalewaniem cię „naukowym bełkotem”.

            Problemem są nie tylko cwaniacy po dwutygodniowych kursach. Problemem są także doświadczeni szkoleniowcy tradycyjni, którzy nawet nie wiedzą, że z psem problemowym można pracować inaczej niż przez korektę i że korekta może problem pogorszyć. Nie muszą tej wiedzy mieć, bo za swoje błędy nie ponoszą odpowiedzialności i w razie czego zawsze mogą stwierdzić, że to klient nie potrafił sobie wystarczająco silnego przywództwa wypracować u psa. Oni też się całym tym „naukowym bełkotem” nie interesują – skoro mają dwudziestoletnie doświadczenie w pracy z psami, to przecież niczego się uczyć już nie muszą, nie? Jak ktoś z zawałem woli iść do doświadczonego wioskowego zielarza, zamiast do kardiologa czy kardiochirurga, to jego sprawa, w końcu nie wszyscy muszą się interesować tymi medycznymi nowinkami.

            Zwróć uwagę, że w tym, co tutaj piszę, ani razu nie wspomniałam o swoich osobistych preferencjach podyktowanych względami etycznymi. Tak naprawdę piszę tylko o tym, że jeśli ktoś ma psa problemowego, zwłaszcza z poważnym problemem typu agresja, to przy wyborze szkoły czy szkoleniowca, do którego zwróci się o pomoc, jednym z czynników do rozważenia jest też sama kwestia wyboru metody: bo metoda awersyjna może przynieść szybsze efekty, ale jest obarczona większym ryzykiem. Tylko tyle. Zwróć uwagę, że nawet nie napisałam: Koniecznie trzeba wybrać „pozytywnego”. Jeśli ktoś jest gotów na podjęcie ryzyka, to ok, ma do tego prawo. Ale chyba dobrze byłoby, żeby miał przynajmniej świadomość takiego ryzyka, nie sądzisz? Zwłaszcza, że jako „klienci” mamy niewielkie szansę na ocenę profesjonalizmu szkoleniowca, szczególnie, gdy nie interesuje nas ten cały „naukowy bełkot” w zakresie współczesnej wiedzy kynologicznej Bywa również tak, że szkoleniowcy, którzy są szalenie mili w kontaktach z klientami, niekoniecznie muszą coś reprezentować sobą zawodowo, a kryterium prowadzenia czy też nieprowadzenia bloga należy potraktowac raczej jako żartobliwy skrót myslowy niż rzeczywistą wskazówkę, jak wybierać. Masz dwa cudne psiaki z dobrych hodowli i nigdy nie byłeś (i najpewniej nie będziesz) w sytuacji, w której błąd dalszej pracy z psem może być dla tego psa kwestią „być albo nie być”. Nie podobało Ci sie u jednego szkoleniowca, to poszedłeś do drugiego. Ja miałam taki okres w życiu z moim psem, gdy co chwila myślałam „Kurdę, nie radzę sobie, to mnie przerasta”. Nie rozważałam nigdy opcji oddania psa, ale gdyby sytuacja się pogorszyła, być może byłabym do tego zmuszona. Po tym, jak poszłam na szkolenie tradycyjne u szkoleniowców ZKwP i tam problemu nie rozwiązałam (a w kwestii kontaktów z innymi psami problem się pogłębił), wiedziałam, że nie mogę sobie pozwolić na żadne kolejne błędy. Dlatego sama się zaczęłam uczyć i po kilku miesiącach o terapii agresji wiedziałam więcej niż ci szkoleniowcy ZKwP z wieloletnim doświadczeniem, u których się wcześniej szkoliłam. To nieco żenujące, nie sądzisz?

          • Bardzo proszę mnie nie łapać za słówka, ponieważ dobrze wiesz o co mi chodziło. Nie o to, że mnie osobiście nie interesuje komunikacja z psami, ale ”klienta” nie musi to interesować.

            Bardzo wiele osób przychodzi na szkolenia z zerową wiedzą i od szkoleniowca oczekują, że ich poprowadzi.

            Nie będę też się wypowiadał na temat poziomu poszczególnych szkoleniowców – może akurat ty tak trafiłaś. Nie wiem. Bez względu na stosowane metody – pozytywne, czy tradycyjne. Samodzielny szkoleniowiec, czy związkowy – zawsze znajdą się kiepscy specjaliści.

            Ogólny poziom szkoleniowców w Polsce jest żenujący. Słabych trenerów jest znacznie więcej niż tych dobrych. Nie chwalę samego poziomu ZKwP we wpisie – chwalę tylko sposób organizacji oraz wymagania.

          • agata kochańska

            Skoro narzekasz na poziom przygotowania zawodowego wielu „pozytywnych” szkoleniowców (nie wiem, pewnie słusznie), to może jednak warto też zwrócić uwagę na taki problem, że tzw. szkoleniowcy tradycyjni, śmiem przypuszczać, że zdecydowana większość z nich, pracują, opierając się na wiedzy kynologicznej sprzed 50-60 lat. Przez ten czas ta wiedza bardzo poszła do przodu. Leczyłbyś zęby u dentysty, który reklamowałby się, że leczy metodami przedwojennymi i ma w tym duże doświadczenie? Tylko, że od psich szkoleniowców my klienci tej wiedzy nie wymagamy, bo sami nie wiemy, że o psach w ogóle moglibyśmy się czegoś ciekawego dowiedzieć. Zatrzymujemy się na poziomie „pies jaki jest, każdy widzi”, a „naukowy bełkot” nas zniechęca. I dostajemy „zaklinaczy psów”, którzy szkodzą naszym psom za nasze własne pieniądze.

            Ja w temacie ma jedną dość podstawową radę: zwłaszcza jeśli masz psa problemowego, to szukaj szkoleniowca, który dużo wie o psiej komunikacji i ma praktyczne doświadczenie w jej odczytywaniu. Bo żadnego w zasadzie problemu nie da się poprawnie zdiagnozować, a potem „naprawić”, jeśli nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co pies komunikuje w konkretnych sytuacjach, także na poziomie tych subtelnych sygnałów.

          • Wyczuwam, że mamy jakieś problemu komunikacyjne :) Nigdzie nie narzekam na poziom ”pozytywnych” – narzekam na niski poziom wszystkich szkoleniowców. Tradycyjnie szkoli nie tylko ZKwP, ale również inni ”profesjonaliści”.

            Z tego co wiem to tradycyjni szkoleniowcy też tam idą sobie powoli do przodu ze swoimi metodami. Tak samo jak pozytywni rzecz jasna. Niestety nie wszyscy i nie zawsze.

          • agata kochańska

            Ja dość uważnie czytam to, co piszesz. Odnoszę się natomiast nie tylko do Twojego tekstu samego w sobie, ale także do komentarzy czytelników i Twoich komentarzy do komentarzy. Od początku pisałam, że wypowiedzi zawarte w tym wątku odbieram jako niesymetryczne: np. piszesz, że „pozytywny” powinien przynajmniej wiedzieć, jak używać kolczatki (ci, których znam, wiedzą), a nie stawiasz explicite wymogu tradycyjnemu szkoleniowcowi, żeby nauczył się stosować np. metodę BAT jako metodę modyfikacji zachowania.

            Ja chyba generalnie skłaniałabym się do idei wprowadzenia jakiegoś systemu licencji do wykonywania tego zawodu: bo nieudolne działania szkoleniowca mogą doprowadzić do poważnych szkód, a czasem wręcz niebezpiecznych następstw. Jednak droga do tego, żeby taka licencja – nawet wprowadzona – zapewniała godziwy poziom usług, a nie była tylko formalnym kwitkiem, jest bardzo długa. Podstawą jest, myślę, świadomość wśród nas, psich opiekunów, że szkolenie psa, a już zwłaszcza terapia zachowań problemowych nie jest prosta jak konstrukcja cepa i każdy mały Kazio może to robić, że poziomem skomplikowania wcale nie odbiega to aż tak bardzo np. od prowadzenia psychoterapii dla ludzi, zwłaszcza, że w przypadku pracy z psami większa jest bariera komunikacyjna z „pacjentem”. Od psychoterapeuty wymagamy akademickiego wykształcenia i doświadczenia. A w przypadku psiego szkoleniowca wystarczy nam, żeby miał samo doświadczenie w korektach na kolcach i podawaniu parówek w odpowiednim momencie. A przecież praca szkoleniowca, który np. ma do czynienia z psem bojącym się innych psów i reagującym na te psy agresywnie nie różni się aż tak bardzo w stopniu skomplikowania problemu od pracy psychoterapeuty mającego do czynienia z pacjentem z fobią społeczną. Tu trzeba czegoś więcej niż przekonanie, że wszystko da się zrobić metodą kija i marchewki w odpowiednich proporcjach.

          • Staram się pisać zrozumiale, ale widocznie nie zawsze wychodzi. Odnośnie licencji to zgodzę się, że takie coś by się przydało, ale raczej jest to nierealne. Prawo mało interesuje się zwierzętami – ma wystarczająco dużo kłopotów z ludźmi. Wątpię, że ktoś chciałby się bawić w jakieś regulacje odnośnie szkoleń psów.

          • moni

            Przeczytałam z uwagą Waszą dyskusję i muszę przyznać, że oboje macie rację biorąc pod uwagę zakres wypowiedzi dotyczących z jednej strony metod szkoleniowych i ich wpływu na psy, a z drugiej strony problemów ze znalezieniem „dobrych” szkoleniowców. Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale sądzę, że jednak dobry szkoleniowiec, trener, behawiorysta to podstawa szkolenia psa i właściciela. Odkąd mam psa, poznałam wielu sympatycznych „psiarzy”, którzy mają psy od wielu lat, a których możliwości szkoleniowe skończyły się na siad i łapa. Z komendami, typu odwołanie czy zostań w rozproszeniu większość ma problem. Dlaczego, skoro większość była w psim przedszkolu, potem na jakimś PT czy innym szkoleniu. Moim zdaniem problem tkwi w oczekiwaniu, że to pies się wyszkoli, a to my sami powinniśmy się czegoś nauczyć. Szkolenie pozytywne to masa pracy, wiem z doświadczenia. Wyniki przychodzą początkowo łatwo i wydaje się, że wszystko jest super, ale psy rosną, dorośleją, zmieniają się, a szkolić psa trzeba cały czas. Potrzebne są pokłady cierpliwości i dużo wiedzy, dlatego ważne, żeby szkoleniowcy to właśnie przekazywali właścicielom psów, żeby w tym wszystkim więcej było realnej praktyki niż teorii. Naczytałam się dużo o instynktach, w tym polowania i agresji, a jedyne, co wyniosłam, to że trudno okiełznać popędy. Cóż, zobaczymy jak to będzie na szkoleniu, już w styczniu :)

          • Też znam wielu psiarzy, którzy z psami praktycznie nic nie robią i wiesz co? Często ich psy są spokojne. Czasami nasuwa mi się taka myśl, że im więcej panikujemy nad wyszkoleniem psa tym więcej jest problemów :)

          • agata kochańska

            „stosowaliśmy kolczatkę przez krótki okres i rzeczywiście niepoprawne stosowanie kolczatki może prowadzić do agresji. Jednak nie wiem czy przeczytałaś, że nasz problem z frustracją zaczął się właśnie przez szkolenie pozytywne?”

            W szkoleniu stosujemy dwa generalne sposoby motywowania psa: skłaniamy psa do zaprezentowania jakiegoś zachowania lub zaniechania jakiegoś zachowania, motywując go albo chęcią uzyskania nagrody (czegoś dla psa przyjemnego) albo chęcią uniknięcia bodźca awersyjnego (czegoś dla psa nieprzyjemnego). To w skrócie opisuje tzw. kwadrat wzmocnień Skinnera, znany chyba od lat 50-tych (jeśli nie dawniej) i opisujący mechanizmy uczenia się zwierząt w ogóle. Korekta kolczatką jest ze swej natury bodźcem awersyjnym. Nawet w pełni poprawnie zastosowana korekta kolczatką może wzmocnić agresję, bo pies pojawienie się korekty może skojarzyć z obecnością np. innego psa, tzn. widok psa może stać się dla niego zapowiedzią bodźca awersyjnego w postaci korekty. Chcąc uniknąć zarówno zbliżenia się innego psa, którego nasz pies się obawia, jak również potencjalnej korekty, nasz pies zaczyna atakować szybciej i z większą intensywnością. Trener czy opiekun nigdy nie ma pełnej kontroli nad tym, z czym dokładnie pies skojarzy sobie korektę i jaką wybierze strategię jej unikania. Nawet perfekcyjny timing tu nie pomoże, bo i niepożądane zachowanie naszego psa i sama obecność tego drugiego współwystępują w tym samym czasie. Między bajki należy włożyć opowieści szkoleniowców, że poprawnie przeprowadzona korekta kojarzona jest przez psa tylko z jego negatywnym zachowaniem, nie jest natomiast kojarzona ani z przewodnikiem ani z obecnością innego bodźca.

            Wasze problemy z frustracją smyczową nie były spowodowane szkoleniem pozytywnym, tylko brakiem przewodnictwa (skoro to pies, a nie przewodnik, decydował o podchodzeniu do innych psów), być może wynikającego ze złych porad niedouczonego szkoleniowca, ale nie z samej idei szkolenia poprzez pozytywne wzmocnienia. Jedną z czołowych zasad szkolenia pozytywnego jest zasada „Nic za darmo” – pies dostaje wszystkie upragnione przez siebie rzeczy wyłącznie od przewodnika (nie bierze ich sobie sam) i wyłącznie za współpracę z przewodnikiem. Te upragnione rzeczy to jedzenie, ale także możliwość zabawy, uwaga przewodnika, spacer, możliwość pdejścia do fajnego krzaczka na tym spacerze, możliwość kontaktu z innymi psami, itp. Jeśli konsekwentnie stosujesz tę zasadę, zwłaszcza wychowując psa od szczeniaka, to naprawdę nie ma konieczności stosowania jakiejkolwiek awersji.

            Być może w ostatnich latach nastąpił w Polsce wysyp złych szkół mieniących się pozytywnymi. Jednak uogólnienie i postawienie znaku równości pomiędzy szkoleniem pozytywnym a niedouczeniem i pozwalaniem psu na wszystko, żeby go tylko nie stresować, jest mocno niesprawiedliwe. Między innymi dlatego, że kiedy szkolenie pozytywne zaczęło być w Polsce w ogóle wprowadzane (chyba jakoś tak na początku tego stulecia), to właśnie szkoleniowcy związani z tym rodzajem szkolenia zrobili ogromnie dużo dla upowszechnienia w Polsce aktualnej, opartej na wynikach współczesnych badań naukowych wiedzy kynologicznej, np. organizując w Polsce wykłady i seminaria z ludźmi naukowo badającymi psychikę psów, tłumacząc książki, itp. Ja akurat osobiście zetknęłam się tylko z takimi szkoleniowcami pozytywnymi – ludźmi z dużym doświadczeniem praktycznym, ale także ogromną i stale aktualizowaną teoretyczną wiedzą o psach (a jest to w tej chwili całkiem potężna gałąź nauki). Warto też wspomnieć, że jednym ze środowisk w początkowej fazie upowszechniających w Polsce szkolenie pozytywne byli ludzie związani ze szkoleniem psów pracujących wymagających naprawdę wysokiego poziomu wyszkolenia, a mianowicie psów asystujących osobom niepełnosprawnym. Nie jest więc tak, że szkolenie pozytywne nadaje się wyłacznie do uczenia yorków sztuczek, a do poważnych spraw szkoleniowych potrzeba silnej ręki i awersji.

            Na koniec taki link do – być może interesującego – tekstu traktującego o sprawach, o których tu dyskutujemy, a także o zagadnieniu dominacji, o którym dyskutowaliśmy wcześniej:
            http://talkingdogs.pl/cesar-millan-zaklinacz-psow-czy-sprzedawca-iluzji/

          • Widzisz tu jest taki problem, że oboje mamy inną postawę. Ty bronisz interesów szkoleniowców, a ja stoję po stronie ”klienta”.

            Zasadniczo mnie, jako klienta – nie interesują mechanizmy działania, sposoby komunikacji z psem i inny naukowy bełkot. Idę na szkolenie i oczekuję wyników. Jeżeli idę na zajęcia do szkoleniowca pozytywnego to nie spodziewam się, że wyjdę stamtąd z psem, który zaczyna ciągnąć do innych psów. Mam nadzieję, że to zrozumiałe.

            Jako klient, nie interesuje mnie – czy to były metody pozytywne, czy brak przewodnictwa, czy niedouczenie szkoleniowca. Wpis dotyczy szkoleniowców, a nie samych metod. Metoda to tylko narzędzie – wszystko zależy od samego szkoleniowca.

            Ja mam różne doświadczenia – gorsze z pozytywnymi i lepsze z pozytywnymi. Również mam dobre skojarzenia z treningiem tradycyjnym, ale rozumiem również pewne problemy z tym związane.

            Rozumiem o czym piszesz i raczej się z tym zgadzam. Cały czas jednak moje stanowisko brzmi, że każda metoda ma swoje zastosowanie, a jej nieprawidłowe wprowadzanie może mieć negatywne konsekwencje.

            Rozumiem zalety szkolenia pozytywnego i jestem przekonany, że to dobry sposób na szkolenie psa. Jednak potrzeba bardziej wykwalifikowanych i doświadczonych szkoleniowców, żeby to miało sens. Nie cwaniaków po 2-tygodniowych kursach.

          • agata kochańska

            Jeszcze jeden mój wpis w tym temacie, już ostatni. Przepraszam, nie zamierzałam wchodzić w tak ostrą polemikę, nie mam na ogół takiego zwyczaju. Jednak w moim odczuciu obiektywizm nie polega na tym, żeby w każdym przypadku mówić „No cóż, każda szkoła ma swoje racje”, obiektywizm polega na tym, żeby swoje zdanie starać się opierać o obiektywne fakty. Jak mawiał Władysław Bartoszewski, „prawda nie leży pośrodku, prawda, leży tam, gdzie leży” – warto jej szukać, a nie zadowalać się półprawdami.

            W innym Twoim tekście na tym blogu znalazłam informację, że Twoja piękna suczka miała problem z frustracją smyczową. I że próbowałeś w pewnym momencie pracować z nią nad tym poprzez korekty na kolczatce. Zdarza się czasem, że w wyniku stosowania metod awersyjnych w pracy nad frustracją smyczową taka frustracja przeradza się w pełnowymiarową agresję. Nie mam pojęcia, czy zdarza się tak często, czy tylko sporadycznie – pewnie nikt tego statystycznie na badał. W każdym razie ja zetknęłam się z takim przypadkiem. Wydarzyło się tak w przypadku dużej suki, która w wyniku stosowania korekt na kolczatce zaczęła wykazywać pełnowymiarową agresję nie tylko w stosunku do psów, ale także do ludzi. Zanim jej opiekunka się zorientowała, co się dzieje, już było „pozamiatane”. W jej akurat przypadku udało się to odkręcić, bo ona miała mnóstwo samozaparcia. Ale nie trwało to kilka tygodni, tylko raczej miesiące, albo nawet lata. Wyobraź sobie przez chwilę, że coś takiego wydarzyłoby się w przypadku Twojej suczki. Że zaczęłaby na poważnie atakować psy i ludzi, nie tylko na smyczy, ale także będąc luzem. Że musiałbyś na bliżej nieokreśloną przyszłość odłożyć plany zakupu drugiego psa, bo z tym pierwszym masz problem. Zgodzisz się chyba, że w warunkach miejskiego życia z psem to byłby bardzo poważny problem. Jeśli chodzi o pogorszenie się zachowania psa w wyniku częstego wprowadzania go w sytuacje dla niego za trudne ryzyko przy stosowaniu metod awersyjnych też jest większe. Bo metody pozytywne polegają na tym, żeby cały czas dbać o to, żeby pies miał szansę na osiągnięcie sukcesu. Dlatego ważna jest praca na odpowiednim dystansie, który bardzo stopniowo się zwiększa. Z tego względu stosowanie metod pozytywnych często wymaga dłuższego czasu. Natomiast w przypadku metod awersyjnych cała filozofia polega na tym, żeby właśnie wprowadzać psa w sytuacje, w których może zaprezentować zachowanie niepożądane i jeśli je przejawi, stosować korekty, np. kolczatką. Takie działania przynoszę czasem efekty szybciej. Ale obarczone są większym ryzykiem.

            Myślę, że w dyskusji nad tym, jak wybierać behawiorystę (czy też szkoleniowca) warto ludziom to ryzyko związane z wyborem samej metody uświadamiać, żeby decyzję mogli podjąć w pełni świadomą decyzję. To może nie jest aż tak ważne w przypadku zwykłego szkolenia, np. z zakresu podstawowego posłuszeństwa. Natomiast może być bardzo ważne w przypadku konieczności pracy nad zachowaniem problemowym, zwłaszcza jeśli problem w jakimkolwiek stopniu dotyczy agresji.

          • Dla mnie to nie problem – lubię dyskusję, szczególnie jeżeli są rzeczowe.
            Co do naszego przypadku to masz rację – stosowaliśmy kolczatkę przez krótki okres i rzeczywiście niepoprawne stosowanie kolczatki może prowadzić do agresji. Jednak nie wiem czy przeczytałaś, że nasz problem z frustracją zaczął się właśnie przez szkolenie pozytywne?

            Dlatego ja dobrze wiem, że każda metoda stosowana nieprawidłowo może prowadzić do pewnych problemów. Nie wierzę, że są 100% skuteczne metody – zawsze trzeba to dostosować do danego psa.

          • To nie jest stereotyp moim zdaniem – po prostu większość szkoleniowców pozytywnych tak podchodzi do tego tematu. Nie przykładam różnych miar – jak napisałem kilkukrotnie – każda metoda ma swoje zastosowanie.

            Naprawdę proszę przeczytać jeszcze raz wpis, ponieważ widzę, że nie został do końca zrozumiany. Nigdzie nie napisałem, że szkoleniowcy pozytywni to niedouki po dwutygodniowych kursach korespondencyjnych. Wpis dotyczy wszelkiego rodzaju szkoleniowców i psich behawiorystów – bez względu na stosowane metody.

            Wpis stwierdza, że większość szkoleniowców w Polsce to niedouki po dwutygodniowych kursach korespondencyjnych. Bez ograniczania się do tego, czy finalnie korzystają z metod tradycyjnych, czy pozytywnych :)

            Taka niestety prawda. Prawdziwych profesjonalistów, którzy rzeczywiście mają wiedzę i doświadczenie jest niestety niewielu.

          • Każde szkolenie z niewykwalifikowanym trenerem może przynieść złe skutki – bez względu na metodę. Takie jest moje zdanie.

            Wpis nie miał promować żadnej metody – tylko uzmysłowić, aby szkoleniowca/psiego behawiorystę wybierać z głową. Jeżeli ktoś ma dostęp do świetnego trenera ZKwP to niech tam idzie, nawet jeżeli w okolicy jest pełno przeciętnych ”pozytywnych”.

            Z drugiej strony lepiej iść do bardzo dobrego trenera metodami pozytywnymi zamiast do słabego ”tradycyjnego” :)

        • agata kochańska

          „mogę polecić kolegę, który jest znanym specjalistą od obroży elektrycznej” – nie wiedziałem, że są od tego specjaliści nawet :)”

          Dodam jeszcze, że tak, są od tego specjaliści. Ja takich narzędzi szkoleniowych w ogóle nie lubię, ale też wiem, że żeby użycie czegoś takiego miało jakikolwiek sens, to zdecydowanie trzeba wiedzieć, jak tego używać. To nie jest tak, że „mały Kazio” kupi sobie taką obróżkę w sklepie, ponaciska sobie guziczki i będzie miał psa na pilota. Żeby nie narobić szkód, zdecydowanie trzeba sporo wiedzieć, jak tego używać. Dlatego – jeśli w ogóle, to można to robić tylko pod okiem doświadczonego szkoleniowca, a na pewno nie na własną rękę.

          • Dobrze wiedzieć. Obroża elektryczna nie wydawała mi się nigdy bardziej skomplikowana od kolczatki, a nawet uważałem ją za bezpieczniejsze urządzenie. Prąd tam wykorzystywany chyba jest bardzo delikatny i ma raczej zadanie ”sygnalizacyjne” niż sprawianie psu bólu?

  • Szczerze mówiąc już mi się zimno robi, gdy słyszę słowo „behawiorysta”, zwłaszcza gdy jest połączone z frazą „szkolenie pozytywne”. A gdy potem jeszcze w ofercie pojawiają magiczne słowa, takie jak na przykład „socjalizacja”, to mam ochotę uciekać :). Super eksperci z dyplomami (najczęściej jeszcze z kursów korespondencyjnych), bez większego rzeczywistego doświadczenia, żądający chorych pieniędzy (100zł i więcej za godzinę?).
    Najgorsze jest to, że laik tak naprawdę nie ma pojęcia, jak odróżnić dobrego szkoleniowca od złego, zwłaszcza gdy mówimy o osobach decydujących się na pierwszego psa. Widzę to na własne oczy co tydzień, na spacerze w lasku. Pewna pani otworzyła tam sobie szkółkę – no i uczestnicy są (chyba) zadowoleni. A ja ledwo jestem w stanie patrzeć na to, co tam się wyrabia.
    Przyznaję, że ja miałam szczęście. Moim pierwszym psem był pies rasy obronnej, więc – logicznie – pierwszym szkoleniowcem, do którego trafiłam, był IPOwiec. Z czasem i psy i szkoleniowcy się zmieniali, ale zawsze współpracowałam z kimś związanym z IPO. Przez to wychodzę z założenia, że każdy powinien choć kilka razy przejść się ze swoim psem do takiej właśnie osoby, nawet jeśli nie ma psa stworzonego do posłuszeństwa, obrony czy śladu :).
    I dzięki temu udało mi się unikać tych wybitnie złych „szkoleniowców”. Z wyjątkiem jednego, naszego polskiego zaklinacza psów, którego spotkałam kilkukrotnie na spacerach. Był nieco zaskoczony, że nie doceniłam jego darmowych porad i tego, co zrobił z jednym z psów, którego znaliśmy ze spacerów w lesie ;).

    • Właśnie trafiłaś w sedno – jak ktoś pracuje z psem i pójdzie do takiego ”pseudotrenera” to szybko wyczuje, że coś jest nie tak. Natomiast laikowi można wkręcić sporo, a potem kto pomoże takiemu psu, na którym eksperymentują początkujący ”szkoleniowcy”?

      Mi się po cichu marzy IPO, ale słyszałem dużo negatywnych informacji (zapewne mitów) – podobno potem pies może rzeczywiście stać się agresywny. Czy to prawda? Nasza Legion i tak ma opinię ”złego pieska”, więc nie chciałbym, żeby jeszcze warczała mi na obcych :)

      Wracając do tematu – dla mnie w ogóle behawioryzm psi to taki znak nowych czasów w tej branży. Strasznie kojarzy mi się to z jakimiś zaklinaczami, wróżkami i w ogóle. Szczególnie można mieć takie wrażenie jak czyta się strony takich specjalistów pełne mądrych frazesów :)

      • Wokół IPO krąży mnóstwo mitów :). Po pierwsze ze względu na rasy, które głównie się w to bawią; po drugie ze względu na używanie takich akcesoriów, jak dławiki czy pałki; po trzecie ze względu na fakt, że na obronie pies ma przyzwolenie na atak na człowieka.
        Tylko, no właśnie, w przypadku obrony sportowej pies nie chwyta człowieka, on chwyta rękaw/kombinezon i pracuje przede wszystkim na popędzie łupu. W ogóle, krótko mówiąc: IPO to przede wszystkim posłuszeństwo (i IMHO najtrudniejszy psi sport) :)

        • Myślę, że spróbujemy na wiosnę – o ile jeszcze okoliczna szkółka będzie wtedy działać. Nie znam nikogo trenującego IPO, więc wiem tyle, co przeczytałem w internecie – wiadomo, że tam są różne informacje :)

  • Harley

    Za czasów mojego pierwszego psa szkoleniowców było niewielu, ale byli to ludzie z doświadczeniem i pają. Były kolczatki, zero smaczków, motywacją był człowiek, praca i zabawa z nim. Tak, mój pierwszy pies był WYSZKOLONY. Za to mój trzeci chłopak…trochę problemów mamy :D oczywiście mając w pamięci mojego pierwszego chłopaka to te „problemy” to istna katastrofa. Zaczęliśmy od szkolenia pozytywnego, nie powiem trenerka dobra, aczkolwiek, stosująca jedną metodę. Wszelkie wzmianki o kolczatkach czy łańcuszkach nie wchodziły w grę. Niestety mój psiak lubi rzucać wyzwania innym samcom, a najbardziej się cieszy jak oni odpowiedzą na nie…kantarek, szelki easy walk i sadzanie na tyłku do czasu aż się uspokoi nic nie dały. Najlepsza była psia psycholog, chciałam tylko zaciągnąć opinii kogoś innego, a dowiedziałam się, że mój pies jest skrajnie lękliwy, on tak reaguje bo się po prostu bardzo boi dużych samców…Na swoim koncie „bójek” (całe szczęście zębów nie używa) ma aż 4, jednakże było to na tyle frustrujące, że postanowiłam udać się do szkoleniowca od obrony i to był strzał w dziesiątkę. Okazało się, że jednak lękliwy nie jest, po prostu za dużo sobie chłopak pozwala, nigdy nie pokazano mu, że takich numerów nie wolno robić. Tak więc mój goldenek uczy się wśród amstaffów, ONków itp, ba stał się nawet dogoterapeutą psa z prawdziwą agresją na tle lękowym! Kto by pomyślał :D

    • Też często słyszę, że ”kiedyś było lepiej”. Rzeczywiście były kolczatki i trochę takiego mniej pozytywnego podejścia, ale czy było gorzej? ZKwP pomimo swoich problemów jednak dobrze rozwiązało kwestię instruktorów i ich kwalifikacji – takie jest moje zdanie.

      Ja nie jestem zwolennikiem takiego 1000% pozytywnego podejścia, gdzie pies jest najważniejszy i jego humory. Od psa też powinniśmy czegoś wymagać.

      Możesz napisać dokładniej jak wyglądały takie zajęcia z obrony? Chodzi o IPO? Zainteresował mnie temat, bo nasza Legion też sobie trochę za dużo pozwala – tak mi się wydaje przynajmniej :)

      • Harley

        Ogólnie my uderzyliśmy do pana, który głównie zajmuje się obroną, ale także szkoli psy do zawodów i prowadzi zwykłe zajęcia z posłuszeństwa i my właśnie na takie uczęszczamy, niestety mój goldas zbytnio nie nadaje się na obronę :D jednakże różnica w podejściu do psów diametralna, nasz pan żadnej metody nie neguje, przeciwnie bardzo indywidualnie podchodzi do psów, dlatego mojemu trzeba było zaaplikować łańcuszek. Mój psiak ma problemy tylko i wyłącznie z samcami większymi do siebie, a gdy takiego widział zaczynał się skradać, a ja znikałam dla niego, a tak łańcuszkiem potrząsnę i budzi się co daje mi okazje na twarde NIE WOLNO, a tak jak trzeba było sadzac na tyłku czy z szelkami easy walk to ciężko było go wybudzić. Ogólnie zajęcia z obrony u nas cieszą się dużą popularnością, część psów z posłuszeństwa zostaje, a część już zaawansowanych dochodzi i z tego co widzę, te psy są najlepiej ułożone. A tak na temat polecam artykuł Marka Fryca „Negatywy pozytywu”, jest w internecie :D

        • Świetny artykuł – dzięki :)
          Dobrze, że u Was tak działa. My na wiosnę też planujemy coś podziałać z tymi psiskami, ponieważ Legion naprawdę średnio reaguje. Ostatnio jest coraz lepiej – uczymy owczarka nosić cały czas dysk w pysku i bardziej skupia się na tym noszeniu niż szczekaniu :)

  • kalyna

    Temat szkoleniowców i behawiorystów to temat rzeka. Byłam już na kilku szkoleniach i nie wiem czy mam takie szczęście, czy pech, ale z kolejnym psem nigdzie nie pójdę. Zraziłam się i to tak konkretnie. Przeciorałam się, wzięłam wszystko na klatę i wyszłam na tym tak, że szkoda słów. Owszem nie wszystko było spakolone, ale zbyt wiele rzeczy mi nie pasowało. Dla mnie najważniejsze, aby szkoleniowiec uczył się, ale nie wierzył we wszystko co nowe, jak to było z boomem pozytywnego szkolenia. Ale on też nie może żyć i szkolić według teorii dominacji. A już uważanie siebie za alfe i omegę działa na mnie źle. I pamiętaj, że kobieta to się nie zna na psach, nic nie wie i nie powinna w ogóle się odzywać. Jasne, pewnie psa też nie powinnam mieć, bo sobie z nim nie poradzę. I tym miłym akcentem skończyłam z moim bieganiem po szkoleniach :D
    W sumie to zazdroszczę tym, którzy trafiają na super psie szkoły, z szkoleniowcami, którzy potrafią pomóc.

    • Tu masz rację i tak napisałem we wpisie – jeżeli szkoleniowiec jest zamknięty na jakieś metody to nigdy nic z tego dobrego nie wyjdzie. Ktoś poczytał w necie, że rozwiązanie X jest złe, a nawet tego nie sprawdzi – potem wciska taki kit swoim kursantom.

      Nawet jeżeli szkoleniowiec nie zgadza się z jakąś metodą (np: kolczatkami) to powinien ją znać i potrafić stosować. Chociażby po to, żeby móc sensownie wytłumaczyć i argumentować dlaczego tej metody nie poleca. Z drugiej strony też nie powinien rzucać się na nowości bo ”modne”.

      Też zazdroszczę – generalnie jestem zadowolony z osób, z którymi trenujemy, ale też nie zawsze wszystko jest idealnie (głównie kwestie organizacyjne…). W sumie czy są idealne szkoły? Wydaje mi się, że wszędzie gdzieś coś tam jest pod dywanem. Trzeba po prostu szukać tak, żeby było tego jak najmniej :D

  • Wienio

    Pies powinien mieć swoich psich znajomych. Ciekawe czy człowiek chciałby być odciągany od innych ludzi. To nawet w więzieniu normalny człowiek nie jest sam. Chyba że jest w izolatce ale to już jest dodatkowa kara.
    Dla was najlepsza metoda opiera się na strachu u psa i robienie z niego robota. Ma być tak i tak. A nie budowanie jego psychiki żeby naturalnie umiał się zachować. U nas był taki jeden od którego ja przestrzegałem ludzi. Jego dewizą było trzymanie psa na smyczy i z dala od innych psów. Mówiłem że jeżeli nie zależy ci na swoim psie to proszę bardzo oddaj mu psa na szkolenie.

    Szkolenie zaczyna się od przedszkola, a potem jak pies podrośnie. Najlepiej samemu zacząć trochę ćwiczyć a potem już w szkole. Nauka chodzenia na smyczy również w warunkach miasta, zostawianie psa z komendą zostań, przechodzenie przez drzwi najpierw człowiek potem pies, czynności pielęgnacyjne, zostawanie z rozproszeniem tzn pies siedzi a osoba rozprasza go zabawką i na koniec zajęć zabawa z psami i tu też nauka żeby nie było dominacji.

    • Wiesz, że wałkujesz ciągle to samo? Naprawdę nie mam pojęcia skąd wziąłeś pomysł, że nasze psy są tylko na smyczy i trzymamy je z dala od innych psów. Jest kilkanaście wpisów z naszych relacji z psich spotkań.

      Jest czas na trening i na psie spotkania – nie pozwalamy na przypadkowe zabawy podczas spaceru. Na smyczy są ćwiczenia, skupienie i eksploracja. Dopiero w parku luzem psy mogą się bawić.

      • „przechodzenie przez drzwi najpierw człowiek potem pies”
        Zupełnie mnie dziwi, że to napisał ;)

        • Jeść też trzeba przed psem – najlepiej na jego oczach. Wtedy psisko dobrze zrozumie, kto tu jest szefem :)

    • Harley

      Nie lubię właścicieli zażarcie broniących kontaktów swojego psa z innymi psami. W rzeczywistości są to właściciele, którzy wolą wybiegać psa w śród innych psów, niż poświęcić dwie godziny na spacer połączony z treningiem umysłowym i fizycznym. W praktyce z takim podejściem są to psy, które coś tam potrafią, ale są zwykłymi podbiegaczami, które niekiedy rujnują komuś efekty pracy z psem. Piszesz o dążeniu do naturalnych zachowań psa. Ok. Pies mnie ciągnie do innego psa, jego naturalne zachowanie, pozwalam mu, efekt? Pies biegający luzem (smycz to przecież niewola) widzi psa po drugiej stronie jezdni „oo pies, mogę to biegnę”, potrąca go auto, kierowca nie przejmujący się stanem psa, a nawet lepiej, żądający odszkodowania za wgniecione i zakrwawione auto (a ma do tego prawo). Przecież komenda „do mnie” czyli automatyczne zawracanie do właściciela to robienie z psa robota, zwykłe bestialstwo. Nic nie wspomniałeś o przywołaniu, NAJWAŻNIEJSZEJ komendzie, zamiast tego wspomniałeś o tym, że człowiek przechodzi pierwszy przez drzwi, a następnie pies oO wolę kogoś, kto jest świadomy tego, że musi mieć kontrolę nad psem, niż kogoś kto puszcza psa samopas i jest zadowolony.

      • Wienio jest specyficzny – nie brałbym tego tak do siebie. Generalnie zaczęło się od tego, że napisałem, że nie pozwalamy Leviemu na kontakt z obcymi, przypadkowymi psami. Miałem sytuację (Leviego mieliśmy 2 dni dopiero), że podszedł jakiś koleś ze swoim psem i domagał się ”kontaktu”, więc poprosiłem go o oddalenie się.

        Wienio to przeczytał i zaczął takie dziwne komentarze. Oczywiście prawdą jest, że nie pozwalam naszym psom na przypadkowe kontakty. Na smyczy jest spacer z przewodnikiem. Dopiero w parku pozwalamy na takie luźniejsze bieganie i ewentualne zabawy z innymi, znanymi nam psami.

        Tak jest bezpieczniej i po prostu lepiej, ale to moje zdanie.

        • Harley

          Ten komentarz o robotach, strachu i izolatkach jest na prawdę dziwny, aż nie mogłam się powstrzymać :D też uważam, że na wszystko jest miejsce i czas. Na pracę z właścicielem jak i na zabawę z psami, ale niestety u mnie akurat nieliczni tak myślą. Na porządne treningi musimy jechać dalej. Miłością mojego psa są tropy. Ostatnio miałam sytuację, w lesie, mój pies w 100% skupiony podąża za zapachem do schowanego skarbu, nadbiega znienacka pies, właścicielka krzyczy „mój niegroźny niech się pobawią”, na co ja „ale mój właśnie szuka tropów”, „nic się nie stanie jak się pobawią”, no padłam. Pomimo tego, że sama także miała psa myśliwskiego to nie miała pojęcia o co z tymi tropami chodzi :D A jeśli chodzi o Leviego to dobrze postąpiłeś, tym bardziej, że był u Was dopiero dwa dni.

          • Wienio

            Jak ktoś się nie zna na psach to zawsze będzie się bał. A jak ktoś umie patrzeć na psy i widzi ich zachowanie ten jest spokojny. Dzisiaj byłem ze znajomą która ma psa i jak to na osiedlu ma swoje antypatie. Ona nie może się teraz szarpać z tym psem więc jak szedł jego wróg to wzięła go na smycz i dała mi. Na luźnej smyczy bez ani jednego warknięcia czy pociągnięcia przeszliśmy mijając się.

            A z moją suką już nie raz ludzie się dziwili że ich suki (bo z psami to żadna sztuka bo i tak ogólnie się przyjęło że pies nie atakuje suki – odwrotnie to już częściej) są grzeczne i nie robią awantur. Normalne obwąchanie się.

            Jedna pani którą czasem mijam ma yorka. Pies który zawsze jest mały więc pewnie zawsze trzeba gonić inne psy od niego. Tak ? A ona puszcza go luzem on ma psich znajomych. Zachowuje się jak nie york i nie było problemów żeby go jakiś pies zaatakował. Bo on nie zaczyna do innych psów i nie podbiega do każdego. Jest spokojny i opanowany.

          • Akurat kwestia z płciami to mit – wszystko zależy od rasy i usposobienia danego osobnika. Czasami suki są bardziej kłopotliwe, a czasami samce. Nie ma też reguły, że zawsze ”suka z suką” się nie zgodzi czy coś w tym stylu.

            Nasza Legion jest bezproblemowa do każdego psa – bez względu na płeć.

            Tak informacyjnie – żeby ktoś nie wziął sobie Twoich rad do serca czasami :)

          • Ostatnio pisał coś o papieżu z karabinem, więc roboty to nic nadzwyczajnego :)
            Tropienia też chcemy spróbować, ale jakoś nie potrafię się do tego zabrać…

            Odnośnie Twojej sytuacji to właśnie tak jest często – wiele osób szuka w ”psiej zabawie” takiego sposobu na własnego psa i przerzuceniu odpowiedzialności. Po co samodzielnie ćwiczyć z psem skoro można go puścić i sam się ”wylata”?

            Często mamy tak, że ćwiczymy z Legion lub rzucamy frisbee, a podchodzi jakiś obcy pies. Komentarze bardzo podobne jak Ty przytoczyłaś ”nic się nie stanie jak się trochę pobawią”. Teoretycznie nic się nie stanie, ale powinno się uszanować wolę osoby ćwiczącej z psem.

            U nas Legion na tyle kocha trening i frisbee, że generalnie ignoruje obce psy i czeka na polecenia. Inni właściciele zazwyczaj szybko się nudzą i odpuszczają.

            Nie jest jednak tak, że w ogóle nasze psy nie mają kontakty z innymi zwierzakami. Po prostu sami dobieramy sobie towarzystwo takich psów, które uznamy za stosowne. Kontakt z nadpobudliwym burkiem osiedlowym nie wprowadzi nic pozytywnego w życie naszego psiaka.

  • Wienio

    Marny będzie żywot społeczny psów jeżeli takie trzęsi-dupy będą brały sobie psa. Prawie 10 lat już chodzę na spacery i znam różne typy ludzi. Jedni z nich to takie trzęsi-dupy co zawsze mają jakieś obawy. Nie potrafią obserwować tylko kreują w swojej głowie złe scenariusze.

    • Wiesz jaki jest najgorszy typ człowieka z psem? Pan mądrala, który podchodzi do każdego i narzuca swój sposób myślenia oraz sypie z rękawa różnymi, własnymi spostrzeżeniami na temat tego, jak powinni zachowywać się inni.

      Widzisz jak wiele osób ma zarzuty do Twojego poziomu wypowiedzi. Nie argumentujesz swoich metod – tylko ciągle powtarzasz to samo. Wydaje mi się, że każdy jest otwarty na dyskusję, ale czytając Twoje komentarze widać tylko pewną złośliwość i agresję wypowiedzi. Komentarze to nie jest miejsce na wyładowywanie swoich frustracji i leczenie osobistych kompleksów.

      Marny będzie żywot społeczny psów, jeżeli ich właściciele nie będą otwarci na nowe rzeczy – chociażby na dopuszczenie do siebie myśli, że nie każdy pies w każdej chwili musi bawić się z innymi pupilami. Jest czas na interakcje ze zwierzętami, ale priorytetem powinien być trening i budowanie wspólnych relacji.

    • Marny byłby żywot Twojego psa, gdyby zdecydował się podbiec do psa, który nie lubi natrętów :)

  • Ola

    Nie wiem czy mieliście okazję być kiedyś na szkoleniu z rekomendacją ZKwP- ja wlasnie tym się kierowałam przy wyborze szkolenia bo tak jak Tobie, wydawało mi sie, ze trafię w ten sposób na najlepszych szkoleniowców. Niestety na szkoleniu pojawiły sie wszystkie elementy, które nie powinny sie pojawić – szarpanie psa smyczą, podsuszanie, kopanie w mostek kolanem by pies nie skakał. Tragedia. Mimo, ze nie stosowałam się do tych metod bo od razu wydały mi sie przerażające to cale szkolenie i tak jeszcze bardziej pogłębiło problemy

    • Znaczy się trochę nie zrozumieliśmy – absolutnie nie uważam, aby ZKwP było jakąś dobrą jednostką szkoleniową, ani że szkoleniowcy ZKwP są wybitni.

      Uważam po prostu, że pewne wymagania (konieczność odbycia stażu przede wszystkim) są dobre i takie coś powinno być wszędzie. Ja wiem, że ZKwP jeszcze mentalnie jest w średniowieczu ze swoimi metodami :)

      Natomiast nie podoba mi się, że każdy może odbyć krótki kurs i zacząć szkolić cudze psy. Powinny być jakieś wymagania – jakaś odgórna organizacja zajmująca się szkoleniem psów, do której trzeba by należeć i po spełnieniu określonych wymagań dopiero móc szkolić inne psy.

  • Gość

    Witaj, cieszę się, że napisałeś ten wpis. W tym roku idę na behawiorystkę zwierząt. Podchodzę do tego z pokorą, chcę się dowiedzieć jak najwięcej o psychice zwierząt, czy to psy czy koty, czy konie, czy krowy. Widzę, że w Polsce „behawioryści” wygadują takie głupoty, przykładowo ugryzł właścicielkę pies. Poprosili o pomoc „behawiorystę”, który po paru dniach nie radzenia sobie z psem, „behawiorysta” oświadczył, że to normalne, że pies gryzie. Szlag mnie na miejscu trafił, bo ona w to uwierzyła, że tak musi być. Dlatego wezmę twoje rady do serca i mimo wszystko po studiach i praktykach, pójdę na dodatkowe praktyki, najlepiej do innego kraju, poznać nowe techniki.I dopiero się wtedy wezmę za behawiorystykę. Jeśli się nie będę nadawać zrezygnuję. Nie za wszelką cenę. Piszę to, ponieważ chcę udowodnić, że nie każda osoba, która chce zostać behawiorystą robi to z egocentryzmu. Najbardziej chciałabym, żeby i ludzie, i zwierzaki były szczęśliwe. Żeby każdy wiedział, że zwierze to zwierze, a nie dziecko albo człowiek, bo z tego co widzę ludzie często tak traktują psy. Nie zwracają uwagi, że zwierzaki potrzebują innego traktowania niż ludzie. Szacunek do zwierzaka, dyscyplina, ćwiczenia, czułość. Wszystko w odpowiednich proporcjach. Idę na te studia ze względu na chęć pomocy, zdobycia wiedzy, a nie dla pieniędzy. Przepraszam, może to wywód o niczym, ale musiałam to napisać, taka potrzeba :p

    • Z ciekawości – gdzie jest taka specjalizacja jak behawiorystyka? Czy jest to na studiach środowiskowych czy weterynaryjnych? :)

      Mi się wydaje, że Twoje podejście jest jak najbardziej słuszne. Mnie po prostu denerwują osoby po kilkudniowym kursie, które już teraz szybko zaczynają zakładać własne szkoły :) Każda dziedzina wymaga czasu i doświadczenia, szczególnie taka, która zakłada pracę z żywymi stworzeniami.

      • Gość

        A w Lublinie są studia, które już funkcjonują od pewnego czasu behawiorystyka zwierząt. :D

        • To już chyba coraz częściej można spotkać, ale to tylko jako specjalizacja, nie? :)

          • Gość

            osobny kierunek studiów żadna specjalizacja