zawody canicross

Zawody canicross – dobre i złe strony

Wczoraj mieliśmy ”przyjemność” brać udział w zawodach canicross, które odbywały się w Lubieszowie. W zasadzie ciągle się odbywają, ponieważ zaczynały się w piątek (rejestracja zawodników) i trwają do dzisiaj. My braliśmy udział tylko w sobotnich zmaganiach :)

Były to nasze pierwsze zawody tego typu, więc startowaliśmy jako kompletni amatorzy (w sensie, że ja i Legion) – nie mieliśmy pojęcia czego się spodziewać, jak to wygląda i jakie są zasady na stake out. Jedyne doświadczenie z zawodami biegowymi mam z biegów ulicznych, więc niejako będą się do tego zawsze odnosił. Dzisiaj chciałbym opisać jakie jest moje zdanie na temat zawodów canicross oraz ich organizacji, jakie są dobre i złe strony tego sportu i ogólnie podstawowe informacje dla początkujących takich jak ja.

Canicross – co to?

Canicross to dyscyplina sportowa należąca do grupy psich sportów zaprzęgowych. Bieg polega na tym, że pies jest podpięty do przewodnika smyczą z amortyzatorem, a biegnąć z przodu niejako ciągnie za sobą człowieka. Na zawodach trasa ma ok. 5 km długości, najczęściej w warunkach leśnych.

zawody canicross podróż

Jedziemy na zawody – Legion zazwyczaj jedzie ”z przodu”, ale tym razem chciałem sprawdzić czy będzie chciała podróżować w bagażniku :) Poszło całkiem nieźle

Jeśli chodzi o same zawody to organizowane są najczęściej przez kluby należące do Polski Związek Sportu Psich Zaprzęgów (PZSPZ). Zasady i regulaminy są zgodne z założeniami PZSPZ, ale szczegóły są już ustalane przez klub. Przykładowo w Lubieszowie starty w zaprzęgach odbywały się co 60 sekund (taki był odstęp między startem poszczególnych zaprzęgów), a canicross już 30 sekund. Poza tym pierwszego dnia trasa była tylko 3 km, a drugiego 4,4 km.

Generalnie canicross można uprawiać samemu, ale wiele osób uważa, że właśnie start w zawodach jest takim zwieńczeniem treningów. Samodzielnie można biegać tak po prostu, ale myśląc o ”ściganiu” się trzeba już założyć konkretny plan i sumiennie go realizować. Nie można również ukrywać, że myśląc o tym na poważnie bardzo liczy się nasz pies. Z każdą rasą można biegać, ale tylko niektóre mają realne szanse na zwycięstwo. ”Wymiatacze” mają specjalnie hodowane rasy typowo do biegania – Eurodogi.

Canicross – jak wyglądają zawody?

Zawody najczęściej organizowane są przez kilka dni. Większych imprez w ciągu roku jest kilkanaście, więc nie ma aż tak wielu okazji do ścigania się. Więc na tego typu imprezy przyjeżdżają zawodnicy z całego kraju, a nawet innych państw.

W Lubieszowie impreza zaczynała się już w piątek – wieczorem można było przyjechać i zapisać się na zawody. Odebrać pakiet startowy (numer zawodnika, koszulka biegu i drobne upominki od sponsorów), porozmawiać z innymi i tak dalej. W zależności od pogody i możliwości nocuje się w namiotach, własnym samochodzie (niektórzy mieli wozy kempingowe) lub w okolicznych hotelach. Zawody canicross często odbywają się na tzw. zadupiach, więc do cywilizacji często jest kawałek. W Lubieszowie najbliższy hotel był chyba w ok. 10 km od bazy startowej :)

zawody canicross stake out

Stake out klubowy, czyli miejscówka dla VIPów :) Na razie w formie ”pies przypięty do płota”

Na terenie zawodów znajduje się tzw. stake out. To ”specjalne” miejsce zarezerwowane dla psów. Najczęściej jest to po prostu wytyczony kawałek terenu, gdzie powinny znajdować się psy. W Lubieszowie był połączony z parkingiem dla zawodników. W zasadzie chodzi o to, żeby w tym miejscu ”przypiąć” psy. Zawodnicy mają takie specjalne ”coś” – naprawdę nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa. Wbija się metalowe słupki do ziemi z metalowym łańcuchem pomiędzy nimi. Do tego łańcucha przypina się psy. Generalnie chodzi o to, żeby w ciągu zawodów psy były w jednym, konkretnym miejscu. Zazwyczaj nie pozwala się na ”ot tak” chodzenie sobie z psem po terenie, ponieważ może to denerwować inne psy. Taka jest przynajmniej argumentacja.

W sobotę i niedzielę organizowane są biegi. Najczęściej najpierw ruszają najszybsze grupy, czyli zaprzęgi – bikejoring (pies przypięty do roweru), scooter (pies przypięty do hulajnogi) oraz zaprzęg (kilka psów przypiętych do takiego specjalnego wózka). Potem startują dopiero biegacze canicross. W Lubieszowie sobotnie starty organizowane były po kolei, czyli każdy zawodnik rusza sam, a po nim, po konkretnym czasie rusza kolejny. Natomiast w niedzielę przewidziano start wspólny – kolejność zależna od czasów uzyskanych w sobotę.

Zawody canicross – nasza relacja

W sobotę przyjechaliśmy na miejsce ok. 8.00, ponieważ rejestracja zawodników była otwarta od 7.30 do 9.00. My zostaliśmy zaproszeni na zwody przez członków klubu, który organizował te zawody, więc Legion mogła siedzieć na stake out dla VIP’ów :) Zostawiłem ją z kimś na 10 minut, a sam poszedłem odebrać pakiet startowy. Zajęło to z 10 minut, więc mieliśmy czas wolny aż do godziny 10.00 – wtedy była odprawa techniczna.

zawody canicross deszcz

Piękna pogoda… cały ranek padało, więc Legion musiała dostać koc przeciwdeszczowy :)

Strasznie padało, więc nie ukrywam, że byłem trochę wkurzony. Zimno, mokro, nieprzyjemnie, a perspektywa kilkugodzinnego oczekiwania wcale nie pomagała. O 10 odprawa, a nasz start dopiero o 13:51. Pogoda nie pozwalała na jakieś ciekawsze spacery, więc ogólnie było do dupy. Udało nam się wytrzymać prawie godzinę na deszczu, gdzie mogliśmy poobserwować okolicę, ale ostatecznie wróciliśmy do samochodu. Na szczęście pogoda się trochę poprawiła, więc o 10 odbyliśmy odprawę i mogliśmy trochę pospacerować.

Generalnie zdziwiło mnie podejście innych zawodników. Większość zebrała się na pogaduszki w różnych miejscach – niektórzy siedzieli przy ”barze”, inni na okolicznych ławkach, niektórzy spacerowali rozmawiając, a jeszcze inni postanowili zabunkrować się w swoich samochodach. Jednak psy zostawały dzielnie same na swoich stanowiskach. Rozumiem, że takie są zasady, ale jednak myślałem, że cała ta zabawa ma na celu spędzenie czasu ze swoimi psami, a nie innymi zawodnikami.

zawody canicross deszcz pogoda

To nie jest zwykły pies. To pies przeciwdeszczowy!

My z Legion czas spędziliśmy na spacerowaniu po lesie, ale jednak większość przesiedzieliśmy przy ognisku. Było strasznie zimno, więc to było idealne miejsce dla nas. Koło godziny 12 kupiłem nam dwa hotdogi – swoją drogą bardzo dobre, więc zrobiliśmy sobie mini piknik :) Bardzo dziwne było dla mnie to, że wszyscy byliśmy na zawodach psich zaprzęgów, a czułem się dziwnie będąc z psem. Inni chodzili sami i spędzali czas z innymi zawodnikami. Wiele osób było wręcz zdziwionych, że ja byłem z psem – nawet sugerowali, żebym zostawił Legion samą na stake out i poszedł sobie pogadać i się integrować. Wychodzę z założenia, że to czas dla mnie i psa, więc nie czułem takiej potrzeby.

O 13.30 poszliśmy się przebrać. Ja przyodziałem strój człowieka-żarówki, a Legion dostała swoje szelki typu sled. Założyliśmy numerek i zameldowaliśmy się na starcie. Za nami były tylko 3 osoby, więc startowaliśmy jako jedni z ostatnich. Zaczęło się odliczanie… 10 sekund do startu. 3..2…1… START! Ruszyliśmy. I się zaczęło…

zawody canicross biegamy

Oglądamy jak startują inni – pogoda do dupy :)

Od razu napiszę, że był to najgorszy bieg w moim życiu. Legion praktycznie na pierwszym zakręcie się zatrzymała i dostała biegunki. Biegunka to słowo, które definiuje nasz start. Słyszałem od wielu osób, że pierwszy tego typu start dla psa może być stresujący, ale nie myślałem że aż tak. Ogólnie podczas całego biegu psinka zatrzymała się 4 razy za potrzebą. Wszystkie 3 zespoły, które ruszyły za nami nas wyprzedziły :) Dopiero w połowie Legion udało się ogarnąć i zaczęła dobrze zasuwać. Niestety udało nam się dogonić i wyprzedzić tylko 2 psiaki.

Ogólnie jestem zadowolony z samego faktu, że udało nam się ukończyć, ale nie był to dobry bieg dla nas. Legion nigdy nie wydawała mi się taka, żeby mogły zjeść ją nerwy, ale jak widać nawet najodważniejszego psa może złapać taka trema. Po biegu poszliśmy jeszcze odebrać posiłek regeneracyjny – kapuśniak i chlebek, który zjedliśmy wspólnie. Pożegnaliśmy się i wyruszyliśmy w podróż powrotną.

zawody canicross bieg

Start: 13:51:30 – w pińć sekund dobiegliśmy aż tam do tego drzewa!

Zawody canicross – dobre i złe strony

Chciałbym się podzielić moimi uwagami odnośnie zawodów canicross. Uważam, że tego typu spotkania mają kilka dobrych stron, ale organizacyjnie są również bardzo złe elementy. Oczywiście piszę to z perspektywy amatora, który był na swoich pierwszych zawodach. Jestem pewien, że stali wyjadacze mają inne zdanie.

Dobre strony canicross

Bardzo fajne jest, że można się tak razem spotkać i poznać innych zawodników. Wiele osób jest z różnych stron i zapewne to jedyna okazja, aby razem porozmawiać. Same zawody mają przyjemny klimat takich biwaków z dawnych lat. Ludzie siedzą, rozmawiają, pieką kiełbaski na ognisku. Niektórzy nawet nocują w namiotach, jeśli jest pogoda.

zawody canicross bieg z psem

Tu już na mecie czekamy, bo muszą zaznaczyć psa, że już dzisiaj nie może biegać drugi raz :D Tak jakby ktoś chciał biegać jeszcze raz w taką pogodę…

Zawody canicross to okazja do poznania świetnych ludzi, którzy kochają psy i uwielbiają uprawiać wspólnie sport. W takich miejscach od razu widać prawdziwych fanatyków psów – podchodzą oni, chętnie się witają (ciekawostka: prawdziwy psiarz najczęściej wita się najpierw z psem, dopiero potem z przewodnikiem) i generalnie są bardzo przyjaźni. Nie frustrują się na starcie, nie denerwują na gorszy wynik, a po prostu cieszą wspólnie spędzonym czasem. Nie tak łatwo ich znaleźć, ponieważ są przy swoich psach, a nie ”skupiskach” zawodników, czyli przy barze :)

Ogólnie naprawdę jest przyjemnie, jeśli ktoś nie ma oporów przed poznawaniem innych osób. Jest to również okazja do zobaczenia naprawdę zmotywowanych psów – świetnie się ogląda niektóre starty, gdzie psiaki aż palą się do biegu. Najbardziej efektowne są oczywiście te liczne zaprzęgi, gdzie widać pracę zespołową psów oraz człowieka.

No i finalnie bardzo dobrze, że w ogóle są ludzie, którzy się tym interesują i są w stanie zorganizować tego typu zawody. Pokazuje to, że psy naprawdę są partnerami człowieka i wspólnie można dużo osiągnąć. Pokazuje to również, że sporty kynologiczne rosną w siłę i są coraz bardziej popularne. To właśnie dzięki takiej popularności możliwa jest organizacja takiej imprezy.

zawody canicross ognisko

Najprzyjemniejsze wspomnienie z tych zawodów – cieplutkie ognisko. W ogóle tyle lat nie byłem na ognisku już, a zjadłoby się taką pyszną kiełbaskę :)

Sama organizacja również bez zarzutów – dobre jedzonko, odpowiedni pomiar czasów (czip w numerze startowym), dużo miejsca, ciekawa trasa.

Złe strony canicross

Jednak moim zdaniem w tym wszystkim często znika gdzieś pies. Jestem pewien, że starzy zawodnicy mają swoje argumenty, ale ja widzę to jako amator i od razu coś czuję, że jest nie tak jak powinno.

Pierwszym moim wrażeniem na zawodach było ”gdzie są te psy i dlaczego nie ma z nimi ludzi?”. Generalnie całość wygląda tak, że psy są przywiązane do tych swoich słupków i najczęściej siedzą same. Byłem tam tylko 7 godzin, a zauważyłem, że do niektórych psów nikt nie podszedł przez cały ten czas. Trochę smutne biorąc pod uwagę, że muszą tam spędzić jeszcze całe 2 dni. Jeszcze smutniejsze, że strasznie padało. Ja rozumiem, że pies nie jest z cukru, że niektóre spędzają całe dnie w swoich kojcach w domu, ale jednak nie podoba mi się takie pozostawianie psa samego na deszczu bez jakiejkolwiek osłony.

Ogólnie miałem takie wrażenie, że wiele osób nie przyjechało tam dla psów, a na plotki z innymi zawodnikami. Przy barze mnóstwo osób, siedzących w takim pawilonie ogrodowym, rozmawiających, śmiejących się. Natomiast trochę dalej, tuż za płotem siedzą przywiązane psy – wyjące, szczekające, bez większego nadzoru.

zawody canicross ognisko 2

Legion też lubi ognisko – jak tylko się ludzie rozejdą to zajmiemy najlepsze miejscówki!

I dla mnie osobiście to był taki smutny element całych zawodów, ponieważ naprawdę uważałem, że to wszystko organizowane jest dla psów właśnie. Prawda jest jednak trochę inna. Oczywiście nie wszyscy są tacy – widziałem sporo zespołów, które cały czas siedziały ze swoimi psami, a nawet wychodzili z nimi na spacer po lesie i dobrze się bawili.

Najsmutniejszym obrazem, który pamiętam był pies zamknięty w samochodzie, który strasznie w nim skakał i szczekał. Po jakimś czasie przyszła kobieta, wypuściła psa na zewnątrz, przywiązała do haka holowniczego, a sama weszła do samochodu. Pies wtedy zaczął skakać i szczekać, bo chciał dostać się do samochodu – prawdopodobnie do swojej właścicielki. Przypominam, że bardzo padało. Po ok. 30 minutach chyba Pani się zmęczyła, bo ubrała płaszcz przeciwdeszczowy, zamknęła ponownie psa w samochodzie, a sama ruszyła na dalsze plotki do baru. Szkoda psa.

Kiedyś słyszałem odpowiedź zawodników canicross na zarzuty, że niby męczą psy. Odpowiadali na różnych forach, że to nieprawda, ponieważ ich psy potrzebują sportu i aktywności, a właśnie psy ”domowe” są często męczone, ponieważ nie mają wystarczającej ilości ruchu. Wtedy się z tym zgadzałem – przecież logiczne, że bieganie z psem nie może być ”męczeniem”.

Jednak teraz wydaje mi się, że te zarzuty nie dotyczyły samego biegu, a właśnie tej otoczki samych zawodów. Wydaje mi się, że to jest trochę takie męczenie psa – przywiązanie do słupka w miejscu, gdzie wszędzie jest pełno innych psów. Bez właściciela, często bez nadzoru. Wszystkie psy cały czas wyją, szczekają, frustrują się.

zawody canicross start

Tutaj jeszcze zdjęcie z wcześniej jak obczajaliśmy start i metę :)

Ja byłem praktycznie cały czas z Legion i wiele osób zwracało mi uwagę w stylu ”Po co chodzisz z tym psem? Daj go na stake out i tyle” (swoją drogą nienawidzę jak ktoś mówi ”TYM psem” lub ”TEGO psa”). Jak padało i okryłem Legion kocem to też kilka osób się śmiało, że ”Przestań – pies nie jest z cukru”, a sami szybko uciekali pod pawilon, kiedy ich psy mokły. Jak jedliśmy z Legion hotdogi to również były jakieś głupie docinki w stylu ”Widać, że pies rozpieszczony i dlatego tak z nim chodzisz” lub ”kto to widział jeść z psem – daj mu z miski jak psu, a nie…”.

Pierwszy raz w życiu byłem z psem w miejscu, gdzie wydawało mi się są sami ”psiarze” i czułem się tak wyobcowany. Myślałem, że właśnie takie zawody to idealna sytuacja dla pielęgnowania naszej fascynacji tymi zwierzętami i zacieśnienia pewnych więzi człowiek-pies. Prawda okazała się taka, że wiele osób traktuje swoje psy jako narzędzie do wzięcia udziału w zawodach – jako napęd do swoich pojazdów (rower/hulajnoga/wózek), a nie jak rzeczywistych partnerów i swoją drużynę.

Oczywiście rozumiem, że gdyby wszyscy chodzili ze swoimi psami i spacerowali po terenie to zrobiłby się ogromny chaos. Jednak przewodnicy powinni być ze swoimi psami. Rozumiem również, że wpływ na takie zachowanie mógł mieć deszcz, jednak psy mokną tak samo jak ludzie i zła pogoda powinna być solidarnie przyjęta przez wszystkich członków zespołu, a nie tylko przez psy.

zawody canicross zawodnicy

A tu obczajamy inne zaprzęgi :)

Canicross – podsumowanie

Osobiście bardzo podoba mi się klimat zawodów. W czasach młodości brałem udział w tzw. rekonstrukcji historycznej, gdzie również były kilkudniowe wyjazdy na różne imprezy rycerskie. Ludzie chodzą, śmieją się, rozmawiają i generalnie cieszą swoim hobby. W zawodach canicross jest bardzo podobnie. Tylko, że podobne jest również traktowanie ”sprzętu”.

W rekonstrukcji bardzo mało osób rzeczywiście interesuje się historią – to po prostu dobra zabawa, gdzie można się poprzebierać i pomachać mieczem. Ludzie dobrze się bawią, a zbroje leżą w namiocie. W canicross mam podobne odczucia – ludzie sobie rozmawiają z innymi, opowiadają ciekawe anegdotki i chwalą swoimi czasami, a psy… psy sobie leżą przy samochodach i czekają na możliwość startu. Na mecie jest piękne chwalenie i przytulanie się do psiaków, a potem powrót do łańcucha i czekanie na kolejny start.

zawody canicross konkurencja

Tutaj troszkę też :D

Take jest moje zdanie. Na pewno ktoś kto ciągle trenuje canicross ma swoje własne. Może na innych zawodach sytuacja wygląda lepiej? Może jest jakiś konkretny cel w trzymaniu psa na łańcuchu przez dwa dni? Może to nowa strategia, o której nie wiem? Może…a może po prostu niektórzy chcieli biegać, nie mieli szans w biegach ulicznych, więc wymyślili canicross i pies jest po prostu kolejnym niezbędnym sprzętem jak dobre buty?

Oczywiście na zawodach canicross jest również bardzo dużo świetnych osób, które naprawdę kochają swoje psiaki, a cały sport jest po prostu ich hobby. Startują z różnymi rasami – nawet z kundelkami. Wyniki się nie liczą tylko dobra zabawa. I to jest super, bardzo to chwalę i życzę sukcesów. Jednak da się zauważyć sporą grupę, dla której to nie jest zabawa a prawdziwa rywalizacja. Wtedy bardziej liczy się wygrana niż sam pies.

Tak czy inaczej te zawody pokazały mi, że niestety nie jest to coś, co mi się podoba. Były to nasze pierwsze i raczej ostatnie zawody tego typu. Przerywamy również treningi typowo pod canicross z psem. Od teraz będziemy z Legion po prostu biegali, bez spinania się i bez nacisku na ciągnięcie. Myślę, że tak nam będzie po prostu lepiej :)

A jakie jest Wasze zdanie na temat canicross?

  • moni.l

    No, muszę powiedzieć, że złe strony mnie zaskoczyły. Też sądziłam, że takie zawody to raczej skupisko samych psiarzy w dobrym znaczeniu tego słowa. Mam pytanie techniczne odnośnie biegania z psem. Na razie nie próbowałam za wiele razy, ale zauważyłam, że jak tylko pies załapał o co chodzi, wyrwał do przodu, no i ciągnie mnie rewelacyjnie. Ale mam wątpliwości odnośnie przełożenia tego na ciągnięcie na smyczy. Moje psisko dopiero zaczyna łapać, o co z tą luźną smyczą chodzi, ale jeszcze nie zawsze jest idealnie. Czy taki canicross nie wprowadza psu zamętu? Po kilkurazowym krótkim biegu z psem zarzuciłam na razie pomysł, żeby sobie nie zniszczyć luźnej smyczy. Jak to było z Legion? Czy najpierw ją nauczyliście luźnej smyczy, a potem bieg, czy równocześnie? Czy może ona to rozróżnia?

    • Z samych zawodów jestem zadowolony, ponieważ całkiem fajna impreza. Po prostu mentalność niektórych osób mnie negatywnie zaskoczyła.

      Odnośnie samego biegania to wszystko zależy od psa i trudno stwierdzić. Legion ciągnęła na smyczy strasznie, a podczas biegu już nie chciała i musiałem ją mocno do tego namawiać. Natomiast potem nauczyliśmy ją chodzić na ”luźnej” i zachęcanie do ciągnięcia na treningu biegowym nie miało konsekwencji dla chodzenia na spacerze.

      Wiele osób robi tak, że na obroży uczy luźnej smyczy, a tylko na szelkach ciągnięcia i podobno psy to rozumieją, że w zależności od założonego sprzętu oczekuje się od nich innych rzeczy :) Wydaje mi się, że jak dobrze pies jest uczony ładnego chodzenia na smyczy to bieganie nie powinno mieć negatywnych konsekwencji, ale dla bezpieczeństwa warto mieć świadomość, że wszystko zależy od samego psa :)

      • to się zwykle dobrze sprawdza, gdy zrobisz z tego taki ‚rytuał’ czyli ubieramy specjalne szelki i wtedy biegniemy i można ciągnąć, a potem szelki zdejmujemy i już na obroży nie wolno ciągnąć. ja bym szedł na spacer w normalnej obroży a potem po dojściu na miejsce biegu tam dopiero ubieram psu szelki specjalne do biegu.

        • Szkoda tylko, że jest to niepraktyczne. Ja ubieram Legion od razu szelki i obrożę jednocześnie. Na miejsce idziemy na obroży, a potem po prostu przepinam na szelki i też działa :)

          • Jak kupowaliśmy naszego psiaka, to w głowie również miałam, że będę z nią biegać. Na razie ma dopiero 9 miesięcy więc dłuższe trasy odpadają ze względu na stawy, ale powoli zaczynam ją przyuczać stosując komendę „biegaj”. Jedyny problem mam ze skupieniem psa na biegu. Ona ciągle coś wącha! :) Wiem, że Jack Russelle tak mają, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku jakoś uda nam się zgrać. Ty nie miałeś takich problemów z Legion?
            A co do zawodów… To skupisko przeróżnych ludzi z rozmaitym podejściem do własnych zwierząt. Pocieszę Cię, że ja też bym mojej nie zostawiła samej na deszczu. I nie chodzi o to, że pies moknie. Chodzi o to, że tak jak mówisz, to jest Wasz wspólny czas. Także, nie martw się, nie jesteś dziwakiem :)))

          • Z Legion w ogóle trudno się biega, więc nie mamy lekko. Czasami ma taki dzień, że tylko wącha i sprawdza teren, a czasami w ogóle nie chce biec – jak tylko ruszę szybciej to się zatrzymuje i odmawia kontynuowania :)

            Polecono nam znaleźć kogoś kto biega ze swoimi psami i tak zrobiliśmy. Rzeczywiście lepiej tak biec ”za kimś”, ponieważ wtedy pies skupia się na ściganiu i jest bardziej skoncentrowany. To najlepsza opcja. Inni polecają takie dreptanie za psem i niejako zmuszanie go do biegu (”deptanie po piętach”), ale nie jestem zwolennikiem zmuszania.

            Ja się już pogodziłem z myślą, że Legion niekoniecznie lubi biegać ciągnąc. Przy nodze biegnie fajnie – tak rekreacyjnie bardziej. Jednak nie bardzo chce przeć do przodu i szybko :)

  • Karolina K.

    Przerzuć się na dogtrekking. Tam podejście do psów jest zupełnie inne, no i atmosfera zawodów jest jest kapitalna. :) Na krótkich trasach trzeba biec, by byćw czołówce. :)

    • Właśnie myślałem, ale nie do końca ogarniam koncepcję. Niektórzy mówią, że dogtrekking to chodzenie z psem i mapą w celu poszukiwania zaznaczonych punktów, inni że to co spacer w terenach górskich, a jeszcze inni, że to po prostu wspólny spacer z psiarzami :)

      • Karolina K.

        Każda z tych wersji po trochu. :) Wszystko zależy od tego, jak podejdziesz do tematu. ;) A zawody odbywają się nie tylko w górach. Na krótkich trasach jeśli chcesz np. w lidze krajowej bić się o podium, to jest to musisz przynajmniej na części trasy biec a resztę przejść marszobiegiem/szybkim marszem. Najdłuższe trasy to szybki marsz z podbiegami, gdy tylko jest ku temu okazja i siły. Ja ze swojej strony bardzo polecam Mazowiecką Ligę, DogOrient o Polską Ligę Dogtrekkingu. Wszystkie trzy „imprezy” mają bardzo dobrą atmosferę i bardzo dobrą organizację. Nikt nie zostawia psów. Kilka lat temu w Przesiece był basen dla psiaków do wspólnej zabawy i ochłody po zawodach, seminaria, rozmowy z ciekawymi ludźmi. I na pewno nikt Ci nie będzie kazał zostawić psa! (oczywiście pod warunkiem, że nie będzie próbował nikogo zjeść ;) )

        • Brzmi super :) Teraz wybieramy się na majówkę do Jałowcówki na kilka dni i tam też organizowany dogtrekking, więc zobaczymy jak to wygląda :)

          W wolnej chwili poczytam o tych ligach i zobaczę czy jest coś bliżej nas :) Nie ukrywam, że przekonałaś mnie basenem :D

          • Karolina K.

            Hahaha :D

          • Karolina K.

            Na Polską Ligę macie np. na zawody w Wiśle całkiem blisko. :)

          • Zobaczymy jak to będzie. Z Twojego opisu wynika, że rzeczywiście będzie to dla nas lepsze. Wolę spędzać czas z psem na aktywności, ale nie zależy mi szczególnie na bezpośredniej rywalizacji :)

          • Karolina K.

            Oczywiście jak wszędzie i tu są ludzie, dla których wygrana jest „sensem życia”, ale Ci są w mniejszości. Większość przyjeżdża dla dobrej zabawy i spędzenia wolnego czasu z psem oraz spotkania ciekawych ludzi. I to własnie najbardziej lubię w tych imprezach. Nawet jeśli pojedziesz tam sam, to z pewnością spotkasz tam kogoś na szlaku, kto zechce się razem z Tobą zgubić. ;)

          • Karolina K.

            Bo trzeba pamiętać, że jest to bieg na orientację i z elektroniki korzystać nie wolno :)

          • W każdej aktywności znajdą się osoby, które podchodzą do tego zbyt poważnie :)

  • Yui Yuuta

    Dlatego my zdecydowanie stawiamy na dogtrekking. To jak pokonasz trase i zbierzesz punkty zależy od Ciebie. Są uczestnicy, którzy tą samą trasę kończą w 2h bo pokonuja ją biegiem, a są tacy, którzy spokojnym spacerem pracają po 5 godzinach! Poza tym są kategorie sportowe, w których punktów jest mniej a stawia sie na szybkość. Myślę, że warto spróbować, bo atmosfera jest kompletnie inna. Wszędzie jesteś z psami. Swoje zamknęłam w samochodzie tylko po ukończeniu trasy w oczekiwaniu na nagrody.
    http://dreamersdog.blogspot.com/

    • Musimy spróbować – teraz na majówkę jedziemy w góry, gdzie ma być organizowany dogtrekking, więc zobaczymy :)

  • Andrzej Podrez

    Nigdy nie lubiłem jeździć na zawody biegowe na takim dystansie, który da się ukończyć się w kilkadziesiąt minut. Chyba, że odbywają się w miejscowości oddalonej od mojego miejsca zamieszkania o nie więcej niż kwadrans :) Dlatego gdy chcę wystartować z psem wybieram zawody dogtrekkingowe. Chciałem spróbować w canicrossie ale po przeczytaniu Twojego artykułu upewniłem się, że może jednak szkoda czasu.

    • Ja czasami biorę udział w biegach ulicznych na 10 km i też różnie to bywa – z jednej strony fajnie się sprawdzić, ale z drugiej często nie opłaca się poświęcać tyle czasu na bieg, który trwa poniżej godziny :)

      Canicross jest ok, jeśli ktoś bardzo to lubi. Osobiście bardziej komfortowo biega mi się ”solo” z psem – bez otoczki zawodów.

      • Andrzej Podrez

        Dla mnie starty w zawodach są bardzo ważne – dają mi motywację (do zrzucenia paru kilogramów chociażby) a i mój pies (Sonia) na zawodach lepiej ciągnie. Staram się kilka razy w roku wystartować. Nie zawsze niestety są to biegi z psem. Sonia za to towarzyszy mi zawsze podczas treningów (40-50 km/tygodniowo).

        Może jak zawody w canicrossie po raz kolejny odbędą się w tym roku we Wrocławiu, to pobiegnę ale jechać gdzieś kilka godzin nie widzę sensu. W każdym razie bardzo Ci dziękuję za ten artykuł :)

        • Ja osobiście wolę biegać sam – jestem wtedy spokojniejszy bo mogę skupić się na własnym treningu, a nie skupiać się na psie. Dlatego często mam osobne treningi z psem, a osobne dla siebie :)

          Natomiast na zawodach Legion mocno się stresowała i dla niej to był raczej na minus niż na plus, jeśli chodzi o trening. Pewnie każdy pies jest inny tak jak ludzie – ja na zawodach zawsze biegnę szybciej niż na zwykłym treningu :)

  • Kamila Adamska

    No trochę smutno przedstawiłeś zawody, ewidentnie po prostu trafiłeś w złe ręce. Mogę się wypowiedzieć jako osoba która zaczynała w 2013 roku właśnie w canicrossie jako amator, a teraz już regularnie w zaprzęgach można mnie oglądać. Największym plusem tych zawodów myślę , że jest właśnie poznanie nowych psiarzy i świetna zabawa oraz pokazanie więzi ze zwierzakami. Co do psów trzymanych na staku długo patrzyłam na to, jak na ludzi krzywdzących psy, puki sama nie zaczęłam jeździć z większą ilością psów i po prostu stał się niezbędny, no i moje samoyedki przy nim zazwyczaj odpoczywają – bo oto w tych linkach chodzi by psy się nie męczyły, a całą energię skumulowały na trasę. Oczywiście psy są regularnie wyprowadzane, trochę śmiesznie bo jak jadę z 4 to co chwila na spacer z innym, no i też sie zdarza że mi ktoś powie że mam nie łazić z tym psem, bo coś tam (serdecznie pozdrawiam w tej chwili tych miłych ludzi środkowym palcem), ale to są osoby które właśnie niszczą ten sport i zniechęcają nowych ludzi, bo jeszcze by konkurencje mieli ech… Pewnie też cię przerażało zachowanie psów na tych linkach – to z entuzjazmu. Każdy pies na na staku zachowuję się inaczej, 1 skacze, 2 śpi, a 3 który startuje już od 6 lat jest najśmieszniejszy w tym wszystkim, bo on nie szczeka praktycznie wcale, a jak tylko widzi że jest na zawodach na staku to mu się nie zamyka paszcza (puki nie będą go wszyscy przechodnie głasiać) nawet jak ostatnio rozłożyłam luźno linke na trawie to przyszedł, usiadł i zaczął szczekać ;) ( https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t31.0-8/16796951_10211214935523217_4583732305762475869_o.jpg?oh=f2701a2facdebb15b4ff8f6b142d209b&oe=597800F6 ) – nieszczęśliwe samoyedy na „łańcuchu” :P

    Nie kończ przygody z canicrossem, po prostu pojedź na zawody, organizowane przez Sforę Nakielską, na nich jest zawsze dużo samoyedów, a już większych miłośników łażenia, bawienia się, i robienie zdjęć z psami nie ma, nasze yedki zawsze robią furorę i wszystkie wycieczki dzieci podchodzą i chcą pogłaskać „misia” – no i jako zawodnicy najbardziej traktujemy zawody jak zabawę i szczęściem dla nas jest fakt że w ogóle przebiegliśmy trasę :D
    ps. Legion mam nadzieję nie był karmiona przed startem, bo jeżeli była, to dobrze że się tylko biegunką skończyło, mogłoby to być skręt żołądka i najgorsze godziny w życiu u weterynarza :/

    • Poznać psiarzy i mieć fajną zabawę można podczas wielu różnych aktywności, więc nie jest to moim zdaniem element wyłączny dla canicross.

      Osobiście moje zdanie jest takie, że jednak lepiej biegać samotnie, ponieważ zawody nic w tym względzie nie oferują, poza profesjonalnym pomiarem czasu. Ja akurat nie widziałem ”odpoczywających” psów na stake-out – tylko wyjące, piszczące, skaczące i szczekające :) Taki ”entuzjazm” i trzymanie psa w stanie ciągłej ekscytacji przez dwa dni to też moim zdaniem nie jest nic zdrowego.

      To nie jest tak, że na canicross się obraziłem, czy coś w tym stylu. Po prostu po zawodach uznałem, że nie jest to forma aktywności, która sprawdzi się w naszym przypadku.

      Legion nie była karmiona przed startem :)