adopcja starego psa

Takietam #5 – przeprowadzka i stary pies

Tyle się ostatnio dzieje, że trudno ten wpis zacząć. Przede wszystkim założyli nam w końcu internet, więc wpisy powoli zaczną się pojawiać – na początku jeszcze nieregularnie, ale będziemy się starali wracać do dawnej formy. Dzisiaj generalnie wrażenia z przeprowadzki, jak się czują psiaki oraz sporo o Sarze. Jedziemy!

Geneza, czyli o co chodzi

No właśnie – o co chodzi? Trochę było na blogu, trochę na fb i sporo na instagram. Z tego powodu tutaj taka krótka geneza ”co się w ogóle dzieje” dla tych, którzy nie są na bieżąco.

Moje ulubione zdjęcie :D

Generalnie kupiliśmy dom. Po sporej ilości formalności w końcu staliśmy się pełnoprawnymi właścicielami i 7 czerwca finalnie się wprowadziliśmy. Początkowo plan był zupełnie inny. Dom jest do remontu, więc chcieliśmy się wprowadzić dopiero po zakończeniu wszystkich prac. Jednak na działce, w małym kojcu był pies – 14 letnia Sara. Poprzedni właściciele chcieli ją oddać do schroniska, więc została z nami. Świetna psina, ale o tym później.

Sara zostać sama nie mogła, bo w końcu ktoś musi się nią zająć – karmić i tego typu sprawy. Postanowiliśmy więc, że jakoś się przemęczymy i wprowadzimy od razu. Pierwsze dwie noce spaliśmy na materacach dmuchanych, bo transport naszych rzeczy był możliwy dopiero w weekend :D Tak czy inaczej teraz siedzimy na pudłach i powoli się zaczynamy remontować.  Sporo chaosu, ale sobie radzimy. Ważne, że pies nie zostaje sam, a przecież taka zmiana to dla niej również spory stres.

Poznajemy psiaki

Największy stres był taki, że nie wiedzieliśmy o Sarze praktycznie nic. Była zamknięta w kojcu, więc w trakcie zakupu nie mieliśmy z nią kontaktu. Poprzedni właściciel też jakby nie chciał jej z tego kojca wypuścić – zrobił to tylko raz na moją prośbę, bo chciałem chociaż wiedzieć czy to normalny pies czy po przejściach. Raz ją pogłaskałem i tyle było z naszego spotkania.

Wszystkie psiaki razem – jeszcze nie ma jakiegoś przywiązania, ale sporo czasu spędzają blisko siebie :)

Było sporo myślenia jak przeprowadzić pierwsze spotkanie. Zabrać nasze psy i Sarę na smyczy, żeby się poznały w neutralnym miejscu? Nie bardzo, bo nie wiemy nawet czy Sara potrafi na smyczy chodzić, a poza tym w kojcu widzieliśmy, że ledwo porusza tylnymi łapami. Finalnie postanowiliśmy, że po prostu spuścimy je wszystkie na ogrodzie. Ogród jest duży, bo działka ma ponad 3 000 m2, więc w razie czego psy mogą od siebie uciec. Nie widzieliśmy lepszej opcji. Najpierw Leviego i Legion wpuściliśmy do domu, żeby Sary nie widziały. Ja w tym czasie Sarę wypuściłem z kojca, a psy z domu – niech się dzieje, co ma się dziać.

Czasami po prostu trzeba zaufać swojemu psu. Wiem, że Levi jest łagodny, a Legion też bez powodu nic nie zrobi, a staruszka Sara pewnie też zbyt wiele energii nie ma na kłótnie.

Okazało się, że stres był niepotrzebny. Nasze psy były tak przejęte nowym miejscem, że wybiegając z domu ominęły Sarę i pobiegły eksplorować teren. Natomiast Sara była bardziej zainteresowana domem i od razu weszła do środka. Taka teoria, że szukała dawnych domowników, ale z psami nigdy nic nie wiadomo.

Na trawce :D Sara ledwo chodzi, ale całkiem to lubi. Jak wychodzimy na ”spacer” po ogrodzie to zawsze stara się chodzić za nami. Trzeba iść trochę wolniej, ale myślę, że im więcej ruchu dla takiego staruszka tym lepiej

Dopiero po pewnym czasie psy się trochę ogarnęły i przywitały. Legion całkiem zignorowała Sarę – dała się obwąchać i poszła dalej. Levi z drugiej strony bardzo Sarę polubił i chodził ciągle za nią. Staruszka się z tego nawet cieszyła, bo merdała zadowolona ogonem. Po godzinie się chyba zmęczyła, bo sama wróciła do kojca. Także pierwsze spotkanie przebiegło wzorowo.

Sara

Jak już wcześniej wspomniałem – przed zakupem domu za dużo o Sarze się nie dowiedzieliśmy. Widzieliśmy mały kojec z zardzewiałą kratą i jakieś pomieszczenie, do którego pies ma dostęp. Do tego dwa stare garnki (na wodę i jedzenie). Nie mogliśmy sprawdzić Sary ani miejsca, w którym przebywała. Także dopiero po przeprowadzce mogliśmy się wszystkiemu przyjrzeć i dopiero wtedy ręce mogły nam opaść. Tragedia.

Sara jest bardzo chuda – wręcz przegłodzona. Praktycznie sama skóra i kości. Biodra i kręgosłup tak okropnie jej odstają, że głaskanie nie jest żadną przyjemnością. Zresztą o jakiej przyjemności można mówić? Sierść matowa, bardzo rzadka i wypadająca. Pełno strupów i ran od drapania. Skąd drapanie? Od pcheł oczywiście, które zrobiły sobie z niej bufet ”jesz ile chcesz”. Tam gdzie sierść jeszcze była to była cała w kołtunach. Szczególnie źle było przy uszach i ogonie.

Przemiana Sary jest ogromna. Z chudego, zapchlonego i smutnego psa w całkiem zadowolonego psiaka. Z takiego zdjęcia wcale bym nie powiedział, że ma aż 14 lat. Trochę pracy i trzyma się świetnie, a i ochotę do zabawy ma ogromną :)

Do tego typowe problemy związane ze starością. Sara nie słyszy lub słyszy bardzo źle. Ewentualnie jest teoria, że słyszy tylko na jedno ucho. Nie reaguje na imię, ani żadne polecenia. Jedynie jest jakaś reakcja na głośny, dziwny dźwięk – klaskanie, trzaśnięcie drzwiami i tak dalej. Sara dodatkowo ma bardzo duże przednie łapy – prawdopodobnie dlatego, że w tylnych ma zanik mięśni i cały ciężar ciała przenosi na przednich. Generalnie tak zaniedbanego psa jeszcze nie widziałem. Mały, chudy, smutny, zapchlony i jeszcze śmierdzi.

Jednak nie było czasu narzekać, bo psa trzeba ratować. Pierwsze co zrobiliśmy to zaciągnęliśmy ją pod prysznic. Pierwsza myśl była taka, że nas za to znienawidzi, bo jednak zadowolona nie była. Siedziała grzecznie i dała sobie wszystko zrobić, ale na pewno nie robiła tego z przyjemnością. Nie było jednak innego wyjścia. Po kąpieli wypuściliśmy ją na słoneczko, żeby wyschła i zakropiliśmy przeciw pchłom i kleszczom. Wiem, że po kąpieli nie powinno się tego robić, bo krople mogą nie zadziałać, ale woleliśmy zaryzykować. Wieczorem jeszcze Sarę wyczesaliśmy i wycięliśmy trochę kołtunów – muszę przyznać, że od razu ładniejszy pies. Pachnący, czysty – aż miło patrzeć :D

W nowym miejscu nie mieliśmy jeszcze ogarniętego weterynarza, więc czekało mnie trochę dzwonienia. W końcu udało się dogadać i pojechaliśmy kolejnego dnia na badania. Sara boi się wszelkich nowych aktywności – w samochodzie przerażona, u weterynarza jeszcze bardziej. Zrobiliśmy pełne badania krwi. Okazało się, że na skórze ma zapalenie od pcheł, do tego potwierdzono zanik mięśni w tylnych łapach. Jeszcze weterynarz wykrył sporą torbiel/przepuklinę pod brzuchem, ale to będziemy jeszcze sprawdzać na kolejnej wizycie na USG.

Levi w swoim żywiole – może kopać ile zechce :)

O dziwo poza tym wszystko ok. Serce w porządku, zęby i ogólny stan zdrowia też – oczywiście jak na jej wiek :) Dostaliśmy szampon na regenerację skóry, ale na więcej działań musieliśmy czekać na wyniki. Szybko poszło i już wieczorem były – na szczęście okazało się, że wszystko jest w normie. Nic złego z nerkami ani wątrobą się nie dzieje. Z tarczycą też wszystko ok.

Niedługo znowu jedziemy na wizytę, gdzie zostanie jakieś zastrzyki przeciwzapalne (w tylnych łapach jest na pewno zapalenie) oraz rozważamy zastrzyk sterydowy na tę skórę. Zapalenie skóry od pcheł jest na tyle spore, że Sara mocno się drapie – ma sporo ran i strupów od tego.

Psiaki i nowe doświadczenia

Dla wszystkich psów ta sytuacja jest czymś nowym. Sara w końcu ma dostęp do całego terenu i nie jest już zamykana w kojcu. Brama kojca została zamknięta i nie ma tam już dostępu – jak będzie chwila będę musiał to wszystko rozebrać, razem z ta smutną namiastką budy, którą tam znaleźliśmy.

U weterynarza nie było łatwo. W sumie nie wiem czy wypada robić zdjęcia u lekarza, a tym bardziej je publikować, ale myślę, że warto o takich rzeczach mówić. Sara raczej regularnym pacjentem nie była, bo u weterynarza była przerażona. Nie wiedziała co się dzieje i chodziła chaotycznie po gabinecie. Musiałem sporo ją trzymać, bo bałem się, że sobie coś zrobi. Naprawdę trudno robić takie rzeczy z takim psem. Z jednej strony człowiek chce dobrze i badania mają pomóc. Jednak z drugiej strony są obawy, że niepotrzebnie staruszkowi robimy stres. Trudno powiedzieć co jest ważniejsze – zdrowie czy komfort psychiczny takiego psa

Z drugiej strony dla Legion i Leviego to zupełnie nowe doświadczenia, bo mają dostęp do domu i sporego ogrodu. Nie byliśmy pewni jak zareagują, ale widać, że się przyzwyczajają. Pierwsze dni Legion nie chciała być sama i ciągle za nami chodziła. Teraz już sama decyduje co będzie robić – zdarza jej się często siedzieć z nami oczywiście, ale dużo czasu spędza w ogrodzie z Levim i Sarą. Teraz przykładowo leży obok mnie, bo jest gorąco i w domu jest jej chłodniej :)

Levi od razu zakochał się w ogrodzie i praktycznie cały pierwszy tydzień spędził tam. Dzień, noc, upał, deszcz – siedział na dworze. Nawet jeść nie chciał przyjść do domu, jakby obawiał się, że zaraz wrócimy do bloku i skończy się przesiadywanie na słoneczku :D Dopiero po tygodniu zrozumiał, że tu zostajemy i teraz w ciągu dnia i na noc wraca do środka.

Sara uwielbia się bawić – na pewno dawno temu miała człowieka, który zapewniał jej rozrywkę. Lubi aportować, przeciągać się i biegać za różnymi przedmiotami. Trzeba oczywiście uważać i robić wszystko delikatnie, a rzucać na krótkie dystanse, ale i tak jest fajnie :)

Podsumowując muszę powiedzieć, że psiaki zachowują się super. Mogą odpoczywać w domu i mają dostęp do ogrodu. Mają sporo swobody i wygody, więc wszystko to, o co nam chodziło.

Najbliższa przyszłość bloga

Remont to sporo pracy i nerwów, więc trudno znaleźć czas na pisanie bloga. Teraz mamy internet, więc na pewno coś ruszy, ale na początku spokojnie. W przyszłym tygodniu pojawi się tekst na temat świetnych książeczek ”Psierociniec”. Naprawdę są urocze i fantastyczne, więc warto mieć je u siebie. Przy okazji zorganizujemy konkurs, w którym do wygrania będą 4 zestawy (w każdym po 2 książki) – bądźcie czujni :)

Potem na pewno możecie się spodziewać serii wpisów z Sarą. Co to za pies, jak się trzyma, co z nią będziemy robić i generalnie jaki jest plan. Przy okazji na pewno napiszemy jak odratować takiego zaniedbanego psa, jak powinny wyglądać pierwsze kontakty i jak zająć się psim staruszkiem. Jestem pewien, że każdemu się to przyda, bo nigdy nic nie wiadomo.

Ja zawsze wolałem mieć psa od szczeniaka, bo mam wpływ na jego rozwój. Nie bardzo planowałem adopcję dorosłego, a tym bardziej starego psa. Wiadomo, że staruszki wymagają ogromnej ilości pracy, a nie każdy jest na to gotowy. Ja raczej nie byłem. Jednak jak widać czasami są takie nieprzewidziane sytuacje i możemy nagle znaleźć się w sytuacji, że ten staruszek się jednak pojawi. Z drugiej strony nasze psy też młodsze się nie robią, więc ledwo się człowiek obejrzy, a tu już jego młody szczeniaczek się zestarzeje. Smutne, ale tak jest. Warto więc wiedzieć co i jak, żeby być przygotowanym :)

Sara to naprawdę świetny pies i aż niewiarygodne, że w tym kojcu nie zdziczała. Jak widać różne są losy i problemy ludzi, ale jednak nie ma usprawiedliwienia, żeby tak zaniedbać psa. Sara na pewno kiedyś była wesołym, rodzinnym przyjacielem. Po charakterze i zachowaniu widać, że nie była tylko psem pilnującym posesji. Jednak widocznie coś się poprzedniemu właścicielowi w życiu zmieniło, że trafiła do kojca

Także taki jest plan. Recenzja książek ”Psierociniec” razem z konkursem, a potem seria o przygarnięciu psa, zadbaniu o zaniedbanego psa, opiece nad staruszkiem i tak dalej. Na pewno będą ciekawe rzeczy, ale nie obiecuję, że będą jakoś regularnie :D

Pozdro!