psy w schronisku

Psy w schroniskach – jak to naprawdę wygląda?

Psy w schroniskach mają przechlapane, prawda? Uważam, że nie ma nic gorszego dla tak towarzyskich i potrzebujących człowieka zwierząt niż izolacja. Jednak z tematyką schronisk pojawia się wiele szkodliwych mitów i stwierdzeń, które finalnie nie pomagają poprawić sytuacji zwierząt.

Uważam, że tylko transparentność działań i organizacji jest w stanie przełamać zły los psów w schroniskach. Żadne bajki, żadne straszenie, żadne zbiórki lub akcje uświadamiające. Ludzie po prostu nie wiedzą dokładnie jak działają schroniska, jakie są modele powodujące wzrost psów bezdomnych oraz w jaki sposób mogą naprawdę pomóc. Ludzie po prostu tego nie wiedzą i często są z tego powodu wykorzystywani.

Myślę, że wpis może być trochę kontrowersyjny. Postaram się to napisać tak, żeby być obiektywnym, a nie złośliwym, ale często niestety tak się nie da. Nie da się ukryć, że psy to również biznes i cała branża, która przynosi milionowe dochody. Nie da się ukryć, że nie każda fundacja prowadząca zbiórki na psy bezdomne jest transparentna w swoich działaniach… No po prostu się nie da, więc nie będę ukrywał, że każdy, kto zbiera ”pieniążki na pieski” jest dobry, super i w ogóle.

Jeżeli ktoś ma delikatne serce i zamknięty umysł to lepiej, żeby tego nie czytał. Po co ma się denerwować? Dzisiejsze zdjęcia pochodzą ze schroniska fundacyjnego w Korabkach, które bardzo lubię za podejście :)

Jedziemy!

Od czego by tu zacząć…

Zacznijmy od genezy tego wpisu. Dawno temu na pewnym forum była Pani Administrator. Była polką, która na stałe mieszka w Norwegii. Miała również bardzo kontrowersyjne zdanie na temat jakości życia psów w naszym kraju. Przede wszystkim uważała, że psy w schroniskach masowo umierają, a na śmietnikach można znaleźć martwe, porzucone psiaki. Jej zdaniem głównym powodem tego stanu rzeczy była niska cena szczeniąt (samych szczeniąt, ale również ich utrzymania i leczenia), więc każdy u nas może sobie na psiaka pozwolić, a w razie czego porzucić. To pierwszy powód – głupie, zaściankowe myślenie, zamknięty umysł połączony z garstką mitów i nieznajomością stanu rzeczy w naszym kraju.

Drugi powód – ostatnio na jednej z grup na FB pojawiła się przeepicka gównoburza, jakiej dawno nie widziałem. Rzecz wyglądała tak, że jakieś schronisko pochwaliło się, że dostało od wspaniałego darczyńcy karmę WEGAŃSKĄ dla psów za kwotę 5 000 zł. I teraz społeczność dostała prawdziwych palpitacji serca. Jedni krzyczeli, że taka karma to trucizna, nie nadaje się dla psa i w ogóle ”do dupy” z takimi darami. Na to duża część rzucała gromami ”lepszy rydz niż nic”… ”darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby”…”lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu” i generalnie coś w ten deseń. Chodzi o to, że bardzo duża ilość osób uważała, że lepiej, aby psy jadły WEGAŃSKĄ karmę niż głodowały. Naprawdę ludzie wierzą, że psy w schroniskach umierają z głodu…

Pominę już fakt tak abstrakcyjnego tworu jak karma wegańska/wegetariańska dla psa, ale cała sprawa była po prostu przekomiczna. Nie wdaję się w dyskusję czy dar był słuszny, czy raczej miał na celu leczenie własnego ego. Chodzi o to, że ludzie nie wiedzą jak funkcjonują schroniska w naszym kraju i wierzą, że jeśli nie przyniosą pedigree do placówki to psy tam zdechną z głodu i tyle.

Także dzisiaj poruszymy te dwa aspekty. Pierwszym jest kwestia problemu bezdomnych psów w Polsce – dlaczego mówi się, że jest ich coraz więcej, jakie działania mają na to wpływ i jak można temu zaradzić. Drugi problem to brak wiedzy o funkcjonowaniu schronisk, jakie są ich typy i jak można im najlepiej pomóc.

Jeszcze zanim zaczniemy jedna, bardzo ważna uwaga. Schroniska dla zwierząt dzielą się zasadniczo na dwa typy – schroniska państwowe oraz schroniska prywatne. Te pierwsze tworzone i utrzymywane są przez gminy. Niekoniecznie zarządzane, ale placówki te powstały ze względu na obowiązujące ustawy, które zobowiązują gminy do takiego działania. Schroniska prywatne to wszystkie inne – mogą to być takie, które należą do fundacji, ale również takie, które ktoś sobie zorganizował we własnym domu/ogrodzie.

To bardzo ważne, aby odróżnić te dwa typy schronisk, ponieważ to podstawa do zrozumienia problemu.

I tu kolejna ważna sprawa. W niektórych miejscach dzieje się tak, że gmina zatrudnia prywatne schronisko, które działa na zlecenie tej gminy. Tutaj czasami dzieją się takie popieprzone sprawy, że głowa boli, ale dzisiaj o nich pisać nie będziemy. Po prostu weźcie pod uwagę, że pisząc o schroniskach mamy na myśli normalne schroniska, a nie porąbane biznesy związane z krzywdzeniem zwierząt.

Psy w schroniskach  – historia

psy w schronisku 2

Schronisko w Korabkach odwiedziłem w ramach akcji ”Frontmani dla schronisk” – naprawdę bardzo fajne schronisko. Mogę tylko polecić :)

Zacznijmy od samej genezy problemu. Jak wszyscy wiemy, a przynajmniej powinniśmy – Polska jest krajem ciągle rozwijającym się. Sytuacja historyczna w naszym kraju wyglądała tak jak wyglądała, więc zawsze byliśmy trochę do tyłu w porównaniu z innymi krajami. W czasie, kiedy my (my w sensie Polacy) walczyliśmy o wolność i borykaliśmy się z własnymi problemami powojennymi to wiele innych państw mogło się spokojnie rozwijać.

W wyniku wojny nasz kraj został na wiele lat wyłączony z pewnego nurtu cywilizacyjnego. W XIX wieku powstała pewna myśl ”idea humanitarnej ochrony zwierząt”. Ogólnie w drugiej połowie tamtego wieku na sile przybierała idea humanitaryzmu, która rozszerzyła się również na zwierzęta własnie. Wcześniej zwierzęta bezdomne po prostu się zabijało w obawie przed wścieklizną – nie uważano takiego psa za coś wartościowego. Również w Polsce w 1928 roku pojawiła się duża zmiana w tym zakresie, która miała na celu poprawę warunków życia zwierząt i ich traktowanie przez człowieka.

22 Marca 1928 roku ukazało się rozporządzenie o ochronie zwierząt. Wprowadzony został zakaz znęcania się, ale również jakiegokolwiek zadawania im cierpienia bez ważnej i słusznej potrzeby. Na ten moment możemy myśleć, że to nadal trochę barbarzyńskie podejście, bo jednak sama ustawa brzmiała dość surowo. Trzeba jednak przyznać, że był to ogromny krok ku lepszemu.

Jednocześnie rozporządzenie wprowadziło obowiązek zapewnienia zwierzętom odpowiednich warunków do życia, co również było w tamtych czasach przełomem. Jeśli kogoś interesuje dokładny rozwój ustawodawstwa w zakresie humanitarnej ochrony zwierząt to zapraszam do ściągnięcia tego pliku -> KLIK.

Jednak wyżej opisane prawo nie było rozwijane po wojnie, ponieważ niestety nie było priorytetem dla naszej społeczności, która budowała socjalizm. W związku z tym właśnie jesteśmy do tyłu w porównaniu z wieloma krajami, do których chcielibyśmy się porównać. Trzeba koniecznie zwrócić uwagę, że to nie jest nic złego – muszą być jasno postawione priorytety. Bez dobrze zorganizowanego Państwa nie można oczekiwać, że rozwijana będzie idea związana z bezdomnością zwierząt w Polsce i przeciwdziałaniu temu problemowi.

Nasz kraj musiał najpierw rozwiązać ważne problemy, aby mógł stawić czoła tym mniejszym.  Po prostu nie było wtedy miejsca dla charytatywności i lokalnych działań samorządowych. Jedynym obowiązkiem wtedy w zakresie zwierząt domowych był wymóg szczepień przeciw wściekliźnie. Nie walczono w żaden sposób z problemem nadpopulacji zwierząt.

W praktyce dopiero w 1961 roku zauważono pewien problem i wprowadzono bardzo barbarzyńskie rozwiązanie. Zaczęto otwierać punkty likwidacji psów i kotów bezpańskich oraz zbędnych do dalszego chowu. Punkty takie nazwano schroniskami, które prowadzone były pod Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami. Warto zaznaczyć, że takie zakłady powstały głównie w większych miastach. Władze lokalne raczej ignorowały problem.

Po przemianach w 1989 roku nadal można było zauważyć regres polityki w zakresie problemu nadpopulacji zwierząt. Niestety spowodowało to, że całość się nasiliła – praktycznie wszędzie można było spotkać bezpańskie psy lub koty, które były normalnym widokiem w tamtych czasach. Gospodarka komunalna została skomercjalizowana, a prowadzenie schronisk zrównano z zajmowaniem się odpadami – w obu przypadkach stosowano podobne regulacje i zasady. Samorządy gminne musiały radzić sobie z problemem na własną rękę – każdy na swój sposób i wedle własnego pomysłu. Możemy sobie więc wyobrazić, co się działo w tamtych czasach.

psy w schronisku 7

Schronisko w Korabiewicach też ma swoją historię – powstało na ”zgliszczach” starego, które nie zapewniało zwierzętom odpowiednich warunków. Dopiero przy współpracy organizacji prozwierzęcych udało się coś z tym zrobić i stworzyć coś lepszego.

Dopiero w 1997 roku wprowadzono w ustawie zasadę, która zabraniała zabijania bezpańskich zwierząt – poza pewnymi wyjątkami naturalnie. Zmieniło to ogromne zasady działania schronisk, które nie mogły już głównie likwidować psów i kotów, a musiały bezterminowo objąć je opieką. Niestety rozwijające się państwo Polskie nie dopełniło żadnych działań, które miałyby na celu rzeczywiste wprowadzenie takich praw. Żadna gmina nie chciała tak naprawdę zajmować się zwierzętami, więc w praktyce wyglądało to tak, że doprowadzano do śmierci zwierząt pod pozorem opiekowania się nimi. Wszystko to za publiczne pieniądze.

Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 o ochronie zwierząt całkowicie zaprzeczyła dotychczasowj praktyce przez zakaz uśmiercania zwierząt z powodu ich bezdomności. Równocześnie postawiła gminom nieobowiązkowe zadanie zapewniania zwierzętom opieki a także ich „wyłapywania” do schronisk. Jest to koncepcja wychodzące poza ramy gospodarki komunalnej także dlatego, że zmienia status tych zwierząt z komunalnych nieczystości na rzeczy w sensie prawa cywilnego (art. 1, ust. 2). W przedmiocie samych schronisk ograniczyła się do stwierdzenia, że prowadzić je mogą organizacje społeczne (w porozumieniu z organami samorządu).”

Ta praktyka niestety była rakiem na naszym społeczeństwie, które w wyjątkowy sposób miało ”nosa do interesów”. Tylko w Polsce było możliwe pompowanie pieniędzy w wirtualną ”opiekę”, która i tak doprowadzała do świadomego zabijania i likwidowania zwierząt. W praktyce pokazuje to dawną mentalność naszego narodu, który nauczył się kombinować po prostu – celem były pieniądze, a nie dobro zwierząt. Niestety, bardzo niestety – w niektórych przypadkach podobne działania mają się dobrze również obecnie. Z pewną mentalnością i wychowaniem trudno wygrać. Pseudoschroniska prywatne to często możliwość ogromnego zarobku – finanse pochodzą od gmin, które oficjalnie są ”czyste”, ponieważ realizują wymagania ustawy. Natomiast nikt nie sprawdza jak swoje zadania realizuje pseudoschronisko.

W praktyce dopiero w 2012 roku wprowadzono obowiązek uchwalania corocznych programów gminnych w zakresie walki z bezdomnością zwierząt wraz z rezerwowaniem środków finansowych na ten cel. To takie pośrednie zmuszanie gmin, które przed tą ustawą po prostu sobie bimbały i robiły co chciały. Jeszcze w 2006 roku prawie 40% gmin praktycznie wcale nie zajmowały się tym problemem. W 2014 roku liczba ta zmniejszyła się do 7%.

Dlaczego ta długa lekcja historii była ważna? Otóż pogląd, że zwierząt w schroniskach jest coraz więcej nie jest związany z tym, że jesteśmy gorszymi ludźmi i częściej porzucamy nasze zwierzęta. Po prostu skuteczność wyłapywania psów i kotów bezdomnych jest coraz większa. Nie jest tak, że za zwiększenie ilości psów w schronisku odpowiadają hodowle i osoby, które kupują rasowe szczeniaki. Po prostu gminy radzą sobie coraz lepiej z tym problemem, a i władza stosuje bardziej skuteczne sposoby na zmuszanie gmin do takiego działania.

Dla zainteresowanych do ściągnięcia ustawa o ochronie zwierząt – KLIK oraz dwa linki do artykułów Biura Ochrony zwierząt: podstawy prawne, przepisy o schroniskach.

Także dokładnie widzimy jakie zmiany zachodziły w naszym państwie i z czym dokładnie musimy walczyć. Przede wszystkim ważne jest wywarcie presji na gminach, aby skutecznie wyłapywały bezdomne zwierzęta, ale również na to, aby zapewniały im jak najlepsze warunki. Na to idą pieniądze i to wcale nie małe. Dlatego nie możemy pozwolić na sytuację, gdzie schronisko świadomie doprowadza do likwidacji zwierząt pomimo faktu, że ma środki na ich utrzymanie. Ważna jest presja społeczeństwa i nacisk na rozwiązanie takich problemów, aby schroniska państwowe działały tak, jak się od nich tego oczekuje.

Psy w schroniskach  – nasza wina

psy w schronisku 3

Duże boksy, własna buda, zabawka – tylko człowieka brak

Druga kwestia to problem mentalności naszego narodu. Jeszcze przed ustawą sprzed 2012 roku (KLIK – poczytaj) spokojnie można było kupić psa na stadionie lub giełdzie. Dopiero ta nowa ustawa wprowadziła zakaz sprzedaży zwierząt poza legalną hodowlą. Jednak mentalność została – to takie myślenie z PRL, gdzie każdy musiał kombinować, żeby przeżyć.

Ktoś miał ładnego psa lub po prosu psa w typie rasy? Rozmnażał go i sprzedawał na parkingach i giełdach. Pieniądze z tego były, więc było ok. Sam pamiętam, że jako dzieciak uwielbiałem jeździć z rodzicami na giełdę, ponieważ mogłem pooglądać pieski. Sprzedaż zwierząt to był sposób na zarobek, ale również na pozbycie się niechcianego psa lub kota. Nie było akcji ani kampanii informacyjnych, a dodatkowo ludzie nie chcieli ponosić kosztów, więc zwierzęta domowe nie były kastrowane. Pojawiały się szczeniaki, więc ”hop na giełdę” i już było ok. Oczywiście to lepsza alternatywa niż zabicie lub wyrzucenie, ale nadal nie najlepsza.

Chodzi o to, że mentalność naszego społeczeństwa również skutecznie wzmaga problem bezdomności zwierząt. Po pierwsze – ludzie byli przyzwyczajeni do widoku bezdomnych zwierząt. Po drugie – ludzie nie byli przyzwyczajeni do kastracji zwierząt, a wręcz byli jej przeciwni. Po trzecie – ładne zwierzęta były sposobem na zarobek.

W związku z tym dawne myślenie przekłada się na nowoczesne wychowanie dzieci, które również mają ”dawne naleciałości”. Wiele osób do teraz jest przeciwnych kastracji/sterylizacji, która często uważana jest za znęcanie się nad zwierzęciem. Do teraz panuje mit w stylu ”suka chociaż raz musi urodzić”. Do teraz spotykam osoby, które podbijają z pytaniem ”Pies czy suka? Jak pies to ja mam taką suczkę, więc możemy się umówić na szczeniaki!”.

Wszystko to powoduje problem bezdomności, ponieważ populację zwierząt można ograniczyć tylko przez kastrację (ograniczenie możliwości rozrodu). Nie ma szans, aby ludzie zainteresowani byli w stanie przyjąć do swoich domów tyle zwierząt, które rodzą się każdego roku z powodu nieprzemyślanego rozmnażania. Bo właśnie takie nieprzemyślane rozmnażanie jest największym problemem i powoduje regularne ”dostawy” nowych psów do schronisk. Nie porzucenie własnego psa w wakacje, ani nie oddanie psa z hodowli. To oczywiście piękne, ckliwe historie – ktoś porzucił swojego przyjaciela, schronisko woła o pomoc. Jednak to margines, a nie główny powód problemu.

Psy w schroniskach  – rozwiązania

psy w schronisku 4

”Proszę, wyjdź ze mną na spacer” – bardzo sugestywne i na pewno działa :)

Przede wszystkim prawo powinno przewidywać duże kary dla osób, które doprowadzają do nieprzemyślanego rozmnażania zwierząt. Ustawa z 2012 roku jest jakimś krokiem w dobrą stronę, ale jednocześnie spowodowała pojawienie się pseudohodowli. Jednak nawet to jest krok ku lepszemu. Głównym problemem są jednak takie ”sąsiadowi urodziły się szczeniaki”. Pseudohodowla to nadal jakaś hodowla – przemyślana i zorganizowana. Pseudohodowla liczy na zarobek, więc raczej nie rozmnaża ponad zapotrzebowanie.

Natomiast zwykłe osoby potrafią regularnie rozmnażać swoje zwierzęta przez swoją głupotę. Niedopilnowanie pupila oraz niechęć do ponoszenia kosztów kastracji (braki finansowe lub myślowe). Oczywiście pseudohodowla to nadal rak i trzeba to wyeliminować. Z tego względu potrzebne jest zmodyfikowane prawo, które wprowadza wysokie kary za rozmnażanie zwierząt lub wprowadza nakaz kastracji. Skoro jest prawo wymagające rejestracji zwierząt i opłacania za nie podatku to powinno być również takie, które nakazuje kastracji.

Kolejna sprawa to uświadamianie i akcje społeczne. Kłaść nacisk na konieczność kastracji, informować o szkodliwości mitów ”suka musi mieć szczeniaki chociaż raz w życiu” oraz ganić za nieprzemyślane rozmnażanie zwierząt. To będzie o wiele lepsze od akcji typu #niekupujadoptuj, ponieważ poruszają źródło problemu.

KLIK <- tutaj do ściągnięcia macie raport o problemie bezdomnych zwierząt z 2016 roku, który zawiera naprawdę masę szczegółowych informacji oraz statystyk.

Schroniska w Polsce – czy psy tu głodują?

psy w schronisku 5

Typowy mieszkaniec schroniska – smutny to widok, ale nie zawsze można coś poradzić…

Jakość schronisk w Polsce ciągle się zwiększa, a przynajmniej ja mam takie wrażenie. Mam porównanie z dawnymi czasami, kiedy byłem wolontariuszem, a obecnymi, kiedy regularnie pomagamy w różnych działaniach schronisk. Prawdą jest, że kiedyś było ciężko – gminy nie chciały płacić i rzeczywiście wiele zwierząt nie przeżywało pobytu.

Natomiast obecne prawo zmusza gminy do określania budżetu na schroniska oraz zapewnienia zwierzętom odpowiednich warunków. W związku z tym nie ma tak, że psy w schroniskach nie mają co jeść i są głodzone. Naturalnie gminy nie dają na luksusu i zapewniają zazwyczaj minimum, ale nikt głodzony tu nie jest. W związku z tym tak naprawdę wszelkie zbiórki jedzenia są w tym momencie bezsensowne.

Ja rozumiem szczytny cel i fakt, że to fajnie wygląda – taka górka z pedigree i innego taniego gówna. Jednak naprawdę zobaczcie, że w takich zbiórkach zazwyczaj zbiera się własnie tanie karmy niskiej jakości. Taką karmę schroniska już często mają, bo to mogą kupić z gminnego finansowania. Dlaczego jednak schroniska przyjmują takie karmy, skoro ich nie potrzebują? Żeby nie gasić ducha charytatywności.

Jeżeli schroniska przestałyby przyjmować tanie karmy to ludzie by się zbulwersowali – ”w dupach im się poprzewracało, tylko drogie karmy by chcieli!”. Społeczności mogłyby przestać namawiać do charytatywnych działań, a jednak czasami jakieś perełki się znajdą. Rozmawiałem z wieloma wolontariuszami i większość przyznaje – potrzebne są karmy drogie, specjalistyczne. Takie, na które gmina nie da pieniędzy,  a naprawdę pomogą.

W schroniskach znajduje się wiele psów starszych i schorowanych, które mają szczególne potrzeby dietetyczne. Pieniędzy na to nie ma, ponieważ nie jest to podstawa i dlatego takie dary są najbardziej potrzebne. I teraz nie zrozumcie mnie źle – trzeba pomagać schroniskom jak najbardziej. Trzeba i już. Jednak powinniśmy robić to tak, żeby sprawić drugiej stronie jak najlepiej. Pomaganie to nie poprawianie własnego ego, promocja swojej osoby lub sposób na reklamę. Nie i tyle.

Jeżeli chcemy naprawdę, ale tak naprawdę pomóc to zadzwońmy/jedźmy do schroniska i pogadajmy z wolontariuszem. Z osobistego doświadczenia powiem, że wolontariusze to serce każdego schroniska. Pracownicy i dyrekcja to często po prostu pracownicy. Nie wszyscy są pasjonatami, ale są potrzebni. W każdej firmie musi być ktoś kto patrzy na to obiektywnym okiem i potrafi utrzymać w kupie. Natomiast wolontariusze wiedzą najlepiej co jest potrzebne. Powiedzą czy mają jakieś pieski wymagające specjalistycznej karmy i co by się najbardziej przydało.

Naprawdę nie ma sensu robić zakupów na własną rękę. Czasami 10 kg drogiej karmy bardziej się przyda niż tona najgorszego crapu z marketu. Dlatego osobiście jestem przeciwnym masowemu zbieraniu darów i tego typu zorganizowanych akcji. Często to mieszanina wszystkiego i tylko ilość robi ”wow”, ale często nie ma tam nic, co naprawdę by się przydało. Także jeśli ktoś chce zorganizować konkretną zbiórkę lub pomóc na własną rękę to najpierw powinno się popytać w danym schronisku co jest potrzebne i wtedy dopiero przystąpić do organizacji.

Oczywiście inaczej wygląda sprawa ze schroniskami prywatnymi – tutaj fundusze pochodzą zazwyczaj w 100% od darczyńców. Gminy nie dają pieniędzy na prywatne akcje. Rzeczywiście tu przeżycie psa zależne od jest naszej pomocy, ale również przed zakupieniem jedzenia dla takich psiaków warto popytać osób zarządzających schroniskiem lub wolontariuszy. Na pewno uda się razem wybrać to, co najlepsze w danym momencie. Bo co z tego, że kupisz karmy za 200 zł, jeśli schronisko akurat w tym czasie ma jej sporo, ale koniecznie potrzebuje 100 zł na zabieg dla chorego pieska, kiedy wszyscy dają tylko karmę.

Także warto wiedzieć, że zapewnienie minimum warunków do życia zwierząt w schronisku państwowym należy do gminy i to ona ma przeznaczone na to finanse. Nie ma więc sensu (poza pewnymi przypadkami) obdarowywać takiej placówki tanią karmą dla zwierząt. Potrzebne są droższe, specjalistyczne karmy dla zwierząt z konkretnymi wymaganiami dietetycznymi.

Jeszcze jedna sprawa – jeżeli będziemy ciągle odciążać gminy i fundować schroniskom całe podstawowe jedzenie to taka gmina w kolejnych latach założy mniejsze fundusze na to schronisko. Jeżeli w ciągu roku ufundujemy 50% jedzenia psom to gmina następnego roku da 50% mniej pieniędzy, bo w końcu nie trzeba więcej. Warto o tym pomyśleć. To gminy powinny być odpowiedzialne za utrzymanie zwierząt – w końcu robią to z naszych podatków.

Pomagamy w schronisku – alternatywy

psy w schronisku 6

Pieseł wyprowadzany przez wolontariusza – jeszcze trochę nieśmiały, ale z czasem się otworzy!

Schroniskom można pomóc jeszcze na inne sposoby – nie zawsze najważniejsza jest pomoc materialna. W wielu schroniskach regularnie organizowane są spacery z psami i to naprawdę fantastyczna sprawa. Pamiętajmy, że psy to zwierzęta, które potrzebują obecności człowieka. Taki wspólny spacer to dla nich ogromna radość i możliwość bardziej intymnego kontaktu. Wolontariusze nie zawsze mają czas, żeby pobyć sam na sam z danym psiakiem.

Ostatnio braliśmy również udział w akcji Frontmanów, który zakrapiali psa przeciw pchłom i kleszczom. To również ważne działania, które wpływają na zdrowie zwierząt. Nie zawsze schronisko pozwoli nam robić takie rzeczy, ponieważ zazwyczaj wolą, aby wyspecjalizowany personel to wykonywał. Natomiast zawsze można spróbować swoich sił w samym wolontariacie. Większość schronisk chętnie korzysta z takiej pomocy, więc warto się tym zainteresować.

i oczywiście nie można zapominać o pomocy w promowaniu działań schronisk. Pomoc w poszukiwaniu domów dla podopiecznych, informowanie organizacji o zauważeniu bezdomnego psa/kota, nawet udostępnianie wpisów schroniska – to wszystko jest pośrednia i bezpośrednia pomoc, która przynosi efekty.

Nie wszystko jest dla każdego oczywiście i dlatego trzeba wybrać to, co nam pasuje. Jeden woli dać bezpośrednio pieniądze, ktoś inny kupi dobrą karmę, inna osoba puszcza dalej zdjęcia na FB. Każde działanie jest ok, ale zawsze pytajmy najpierw schronisko o to, jakie działania są obecnie najbardziej potrzebne. Może się okazać, że jest jakiś problem, który możemy pomóc rozwiązać.

Psy w schroniskach  – podsumowanie

To chyba jeden z najdłuższych wpisów na tym blogu. Mam nadzieję, że udało się mniej więcej wyjaśnić jak cała sprawa wygląda. Oczywiście widać, że nasz kraj nie poradził sobie najlepiej z tym problemem, ale pewnym usprawiedliwieniem są okoliczności naszej historii. Nie możemy o tym zapominać. Tak – zwierzęta były zabijane w specjalnych punktach, ale widocznie w tamtym czasie nie było innego rozwiązania.

Nie usprawiedliwiamy tego, ale trzeba przyjąć to do świadomości, aby móc ruszyć dalej. Nie oskarżamy, a szukamy lepszych rozwiązań, aby takie coś już nigdy się nie powtórzyło. Nie możemy również porównywać się do innych krajów, które takich problemów nie miały i nie mają. Musimy znaleźć własne rozwiązania.

Fakt jest taki, że praw i ustawy starają się obecnie naprawić jakoś te problemy, a rolą społeczeństwa jest w tym pomóc. Nie może być tak, że ustawodawca zabrania sprzedaży zwierząt poza hodowlą i robi to w dobrej wierze, a ludzie masowo to próbują obejść. Wybaczcie mocne słowa, ale kto tu kurwa jest chujem teraz? Władza robi coś, żeby poprawić życie zwierząt, a społeczeństwo ma to w dupie i wymyśla sobie pseudohodowle.

Ja rozumiem, że władza pewnie była naciskana przez różne grupy, albo miała w tym swój interes – to nie jest ważne. Podjęto jakiś krok w dobrym kierunku, a pieprzone cebulaki zakładają Klub Mydła i Powidła, który od teraz jest stowarzyszeniem i ma pod sobą kilka pseudohodowli. Rozumiem, że to pewien błąd prawny, że taka furtka pozostała, ale czy trzeba być takim tępakiem, żeby od razu za $$$ wymyślać takie coś? Kurewsko nieładnie proszę Państwa.

Także rozwiązaniem jest po prostu być dobrym człowiekiem, uświadamiać i informować. Możliwe jest znaczne zmniejszenie problemu bezdomności zwierząt, ale chyba nasze społeczeństwo musi jeszcze trochę do tego dorosnąć.

Jednocześnie musimy również zrozumieć same schroniska. Sama pomoc dla własnego ego nie jest dobra. ”Widzę ładne zdjęcie pieska to wysyłam pedigree – proste!”. Trzeba zrozumieć problem i odpowiedzieć na niego w prawidłowy sposób. Nie powinniśmy wyręczać gmin całkowicie, ponieważ to one powinny dbać o psy bezdomne. Niemniej powinniśmy pomagać w rzeczach, którymi gmina się nie zainteresuje. Finansować konkretne akcje (np: pies chory) lub fundować specjalistyczne karmy, które w schronisku są potrzebne. To również powinna robić gmina moim zdaniem, ale cóż…

Po prostu… nie zdziwcie się, jeśli przyjdziecie do schroniska z puszką ”Czapi” i nie przyjmą Was jak prawdziwego zbawcę :)

Jakie jest Twoje zdanie na temat życia psów w schronisku? Jakie działania Twoim zdaniem powinny być podjęte i jaka pomoc jest najbardziej przydatna?