psy się gryzą

Gdy psy się gryzą – nieoczekiwane zakończenie spaceru

Dzisiaj chciałbym opisać bardzo niekomfortową dla mnie sytuację, gdy psy się gryzą. Generalnie każdy posiadacz psa jest świadomy tego, że pewne sprzeczki między zwierzakami są możliwe, a jednak większość ochoczo dopuszcza do spotkań różnych psów. My też tak robiliśmy – jak ktoś podchodził z pieskiem się przywitać to zazwyczaj pozwalaliśmy, ”bo czemu nie?”. Pieski się pobawią i ogólnie fajnie, tak? Nie zawsze.

W sobotę mieliśmy nieprzyjemną sytuację, która może będzie przydatną nauczką dla innych posiadaczy psów. Jaki będzie morał tej historii? Nie ufajcie każdemu psu i nie pozwalajcie byle komu podchodzić do Waszych psiaków.

Psy się gryzą – runda 1

W sobotę poszliśmy na nasz standardowy spacer do parku. Byłem z Legion i rzucałem jej frisbee tak jak lubi to najbardziej. W okolicy kręciła się dziewczyna ze swoim bokserem (pies był luzem), ale nie podchodzili. Legion w parku nie interesuje się żadnym psem – najważniejsze jest frisbee. Chodzimy tam praktycznie codziennie, czasami jest mnóstwo psów, więc wiem, że z naszej strony nie ma obaw.

Jednak po pewnym czasie przyszedł do nas Levi, który był na długiej smyczy 5m. Biegł do nas, a wtedy momencie zainteresował się nim bokser.  Nie nazwałbym tego znajomością, ale widzieliśmy dziewczynę i jej psa kilka razy – kiedyś Legion nawet się z nim bawiła, więc nawet nie przeczuwałem, że coś złego może się stać.

psy się gryzą pies

Widzicie te zęby? Są zarezerwowane wyłącznie dla frisbee!

Jak tylko Levi był już przy nas to bokser ruszył na niego i go złapał, a potem zaczął szarpać szczeniaka – przewrócił go na plecy i oboje zaczęli się szamotać. Levi piszczał i próbował się uwolnić. Jakoś udało się rozdzielić psy, a my zajęliśmy się sprawdzaniem małego, czy nic mu się nie stało. W momencie kiedy wszyscy skupili się na szczeniaku to Legion i bokser również zaczęli się szarpać. Nikt nie widział kto zaczął – po prostu psy zaczęły się gryźć.

Udało się ponownie rozdzielić psy i na tym w sumie spacer się skończył. Oni poszli w swoją stronę, a my do domu. Na pierwszy rzut oka nic się psom nie stało – były jakieś otarcia, zadrapania, a także widoczne wyrwaną sierść, ale nic alarmującego. Oba psy były obślinione, ale udało się doprowadzić je do porządku.

Psy się gryzą – runda 2

Kolejnego dnia ponownie wyszliśmy na spacer. Dziewczyna chyba pilnowała kiedy przyjdziemy, ponieważ prawie od razu do nas podeszła ze swoim psem i zaczęła opowiadać, że była u weterynarza. Podobno Legion ją (w sensie, że psa) ugryzła – miała małą ranę po zębie w okolicach pleców. Mówiła, że musiała wydać pieniądze, ale również zaznaczyła, że nic od nas nie chce bo ”zdarza się”. Po chwili jednak zaczęła mówić, że jej narzeczony jest zły, że muszą wydawać na psa, że to nasza wina i ona by jednak poprosiła chociaż 50 zł, żeby go uspokoić.

Nie czułem się winny sytuacji – ona podeszła ze swoim psem do nas, który zaatakował Leviego, a potem wdał się w bójkę z Legion. Jednak mam miękkie serce i jak ktoś mi opowiada w taki sposób, sugeruje, że będzie miał problemy i koszty leczenia są dla niego za wysokie to chcę pomóc. Powiedziałem, żeby podała mi swój nr to jej podam adres, gdzie może podejść po pieniądze. Wolę stracić 50 zł, ale żeby czyjś pies był zdrowy niż np: przez to, że nie dałem pieniędzy to ktoś zaprzestanie leczenia. To był mój największy błąd.

psy się gryzą pies szczeniak

Takiego małego misiaczka pogryźć… jak tak można? :(

Jednak ze względu na to, że jej pies odniósł jakieś obrażenia (moim zdaniem małe, ale nie jestem weterynarzem) to powiedzieliśmy, że również sprawdzimy nasze psy. Sami możemy się nie znać, a długi włos psów utrudnia dobre sprawdzenie. Poszliśmy więc do weterynarza na dyżurze, aby przyjrzał się psiakom. Małemu nic nie było, ale Legion miała poza otarciami i zadrapaniami również ślad zęba na karku. Dostała antybiotyki i mieliśmy przyjść we wtorek na obserwację.

Psy się gryzą – runda 3

Na drugi dzień napisałem dziewczynie, gdzie może podejść po pieniądze. Zaznaczyłem tylko, żeby chociaż pokazała rachunek lub paragon (zgodnie z zasadą ”ufaj, ale sprawdzaj”). Na to dostałem odpowiedź, że nie ma paragonu, bo zapomniała, a napisze do mnie jutro, ponieważ jeszcze idzie do weterynarza i ma ”nadzieję”, że nie będzie większych kosztów. Moim zdaniem sugerowała, że jednak te 50 zł już jej nie zadowala.

Napisałem tylko, że zgodziliśmy się na 50 zł z dobrej woli, ale nie czujemy się odpowiedzialni za zdarzenie, ponieważ to ona podeszła z psem, który zaatakował naszego. Na tym etapie jeszcze myślałem, że to takie drobne nieporozumienie – nie pisałem o naszych kosztach, które były związane z zajściem, ponieważ skoro dziewczyna sugeruje, że nie ma pieniędzy to i tak nie było sensu.

Generalnie od tego momentu zaczęło się straszenie sądem, policją, narzeczonym, żądanie wyższej kwoty i tak dalej. Ja oczywiście straszeniem się nie przejmuję – prowadzę firmę i jeśli reagowałbym na każde grożenie sądem to nie miałbym czasu na nic innego (naprawdę niektórzy ludzie mają za dużo wolnego i lubią bawić się w batalie sądowe), poza tym takimi rzeczami zajmuje się mój prawnik :)

Nie podobało mi się jednak, że dziewczyna zaczęła nam grozić – telefonicznie poinformowała mnie, że ”narzeczony”, będzie się kręcił koło naszego miejsca zamieszkania i sobie ”pogadamy”. Wszyscy dobrze wiemy, co to oznacza :) Ja tam się nie boję, ale jednak żona wychodzi ze szczeniakiem, a nigdy nie wiadomo z jakim świrem ma się do czynienia.

psy się gryzą szczeniak

Jesteśmy stałymi bywalcami w parku – tam w tle widać sporo osób z psami i nigdy nie było problemów. Morał? Nie dopuszczać do siebie cudzych psów bo to tylko kłopoty potem.

Tak czy inaczej – poinformowałem, że nie zgadzamy się na ich żądania, jeśli chcą to możemy wymienić się rachunkami i każdy opłaci cudzy (ich 102 zł, nasz sporo większy). Na tę informację dziewczyna dostała szału i zaczęła pisać, że jesteśmy psychopatami i pocięliśmy własnego psa byle uciec od odpowiedzialności. Napisała mi również ”jeździcie na szkolenie z psami, widocznie tego potrzebują”, jako argumentu, że to nasze psy są winne. Tip dla wszystkich: z psami chodzi się na szkolenia, bo tego potrzebują i jest to fajne.

Na tym skończyły się wymiany sms. Ja napisałem, że podtrzymuję nasze stanowisko, nie będziemy płacić i mogą z tym zrobić co chcemy. Dziewczyna postraszyła nas znowu sądem, poinformowała, że ma świadków (nie było żadnych świadków wtedy w parku) i będziemy mieli ”problemy oraz duże koszty”.

Psy się gryzą

Jak widzicie nie można za bardzo nikomu ufać – nawet psy, które mniej więcej znamy mogą zareagować dziwnie w nowej sytuacji. Legion znała tego boksera i dlatego założyliśmy, że nie jest niebezpieczny. Jednak jak widać szczeniak był dla niego problemem i dlatego się na niego rzucił.

Dlatego przestrzegam – zawsze warto się upewnić kilka razy zanim dopuścimy do tego typu kontaktu. Na pewno wszyscy znamy sytuacje, gdzie ktoś mówi ”ale on nie gryzie!” – to właśnie coś w tym stylu. Jednak nawet jeśli znamy psa to nie wiemy jak zareaguje w danej sytuacji. Możemy domyślić się reakcji własnego psa, z którym mamy kontakt codziennie, ale nie cudzego, którego widujemy raz na jakiś czas.

I teraz jak sytuacja się rozwinie? Nie mam pojęcia. Teoretycznie są 3 rozwiązania:

  • zgłoszenie pogryzienia na policję
  • zgłoszenie sprawy cywilnej do sądu z żądaniem zwrotu kosztów leczenia
  • olanie sprawy

W przypadku zgłoszenia na policję sprawa zazwyczaj wygląda tak, że całość zostanie oparta o Art. 77 kodeksu wykroczeń:

„Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.”

Teoretycznie z opisu naszej sytuacji można stwierdzić, że winna była właścicielka boksera. To ona podeszła z psem, który sprowokował całe zajście. Jednak z doświadczenia i informacji w sieci wiem, że policja podchodzi do tego bardzo prosto ”kto nie miał smyczy płaci 250 zł”. Legion była bez smyczy, bokser bez smyczy, a tylko Levi smycz posiadał.

psy się gryzą w parku

Człowiek sobie spokojnie ćwiczy z psem, rzuca frisbee, a tu podbiegnie taki jeden z drugim i zjadają Ci szczeniaka :(

Zgłoszenie sprawy cywilnej jest stosunkowo proste. Każdy może zgłosić do sądu cokolwiek zapragnie. Jeśli ktoś (np: my) dostanie takie pismo to wystarczy się od niego odwołać w ustawowym terminie (nie trzeba nawet pisać swojej wersji, wystarczy napisać, że nie zgadzamy się z roszczeniami). W naszej sytuacji sprawa jest o tyle głupia (dla tamtej dziewczyny), że oboje mamy podobne straty. Finalnie wszystko zależy od sądu i dowodów, ale moim zdaniem skończy się na remisie (o ile w ogóle zdecyduje się na taką szopkę) – skoro obie strony mają takie same straty w wypadku losowym to nikt nie powinien nikomu płacić. Oczywiście jeśli jakimś cudem uda się udowodnić czyjąś winę (np: jej pies ugryzł pierwszy) to może to wyglądać inaczej, ale wątpliwe, żeby sąd chciał się bawić w takie rzeczy jeśli chodzi o stawki rzędu 100 zł :)

Moim zdaniem głupotą jest zgłaszać sprawy do sądu przy takich roszczeniach, ale to już każdego prywatna sprawa. Tak naprawdę w tego typu sytuacji byłaby najlepsza opcja nr 3, czyli po prostu zignorowanie sprawy. Ja się cieszę, że psiaki miały stosunkowo małe obrażenia i nic poważnego się nie stało. Jak widziałem jak bokser chwyta Leviego i nim miota to w głowie już miałem najgorszy scenariusz. Na szczęście skończyło się na kilku zadrapaniach. Druga strona też tak powinna do tego podejść, ale niektórzy już tak mają, że słysząc ”50 zł” od razu im się oczy świecą :)

Także co mogę napisać? Uważajcie na swoje psiaki, bo jak widać nawet najspokojniejsze psy mogą nagle zacząć się awanturować. Psy zazwyczaj podczas bójek wcale nie mają zamiaru zabić drugiego psa, a wszelkie zadrapania wynikają z przypadku – pies zahaczy drugiego zębem, niefortunnie go złapie i tak dalej. Prawdopodobnie z Legion byłoby gorzej, gdyby nie miała tej swoje grubej i szerokiej obroży skórzanej.

Myślę, że od teraz będą o wiele bardziej krytyczny odnośnie tego, który pies może podejść do nas. Nie ma sensu – psie spotkania nie mają aż tak pozytywnego wpływu na rozwój jak wiele osób uważa, a jak widać czasami mogą mieć przykre konsekwencje. Szkoda narażać własnego psa.

Aha i nigdy nie dajcie po sobie poznać, że Wam przykro. Inni będą chcieli to wykorzystać – jak dziewczyna poczuła, że jestem w stanie dać jej te 50 zł to od razu zaczęła kombinować jakby tu wyciągnąć więcej. Takie życie niestety, że mało komu można zaufać.