psy kiedyś i dziś

Psy kiedyś i dziś

Coraz częściej spotykam się z opinią ”psy kiedyś były lepsze” i zawsze wracam myślami do czasów dzieciństwa, aby zastanowić się czy to rzeczywiście jest prawda. Czy psy kiedyś były grzeczniejsze i mądrzejsze? Sprawiały mniej problemów? I jak to ma się do dzisiejszych psów. Może jednak to po prostu pewna nostalgia i chęć powrotu do dawnych lat, kiedy wszystko było ”lepsze”?

Jest to ciekawy temat moim zdaniem, bo rzeczywiście widać, że w obecnych czasach coraz więcej osób ma problemy ze swoimi psiakami. Przecież ośrodki szkolenia psów powstają jak grzyby po deszczu i ciągle słychać, że otwiera się coś nowego lub ktoś zabiera się za karierę szkoleniowca. Coś chyba w tym musi być?

Psy kiedyś były lepsze!

Myślę, że warto się tym zająć ”na trzeźwo” – w sensie bez brania pod uwagę emocji oraz nostalgii. Czy rzeczywiście psy kiedyś były lepsze? Na pewno nie. To nie jest tak, że w ciągu kilkunastu ostatnich lat psy dopadła głupawka i drastyczny spadek inteligencji.

psy kiedyś i dziś pies

„Nie, tam z tyłu nic się nie dzieje – proszę się rozejść”

Każdy ma zapewne swoje własne zdanie bazujące na osobistych doświadczeniach z dawnych lat. Jeśli ktoś miał złe doświadczenia, gdzie w okolicy były same agresywne psy to obecnie może cieszyć się, że powstało wiele nowych praw wymagających nadzór nad zwierzętami. Jednak ja mam same dobre wspomnienia i rzeczywiście mógłbym stwierdzić, że psy kiedyś były po prostu lepsze. Nie jest to jednak prawda.

W czasach mojego dzieciństwa wyglądało to tak, że psów na osiedlu było naprawdę dużo. Niektóre były ”czyjeś”, a inne po prostu wspólne. Wspólne w sensie, że nie miały prawnego opiekuna i po prostu szlajały się po okolicy, a każdy po trochu się nim zajmował oraz pilnował, żeby nie chodził głodny. Psy i ogólnie zwierzęta były dla mnie czymś naturalnym.

Sam psa nie miałem, ale w moim domu zawsze były różne zwierzęta, a przede wszystkim koty. Nikt nie myślał, aby kot siedział w domu, a na spacer chodził na smyczy jak to teraz jest coraz modniejsze. Kociska po prostu łaziły po okolicy i wracały tylko się pobawić, zjeść i się zdrzemnąć. Podobnie było z psami. Znałem wiele osób, które rano wypuszczały psy z podwórka i dopiero wieczorem znowu pozwalały wrócić. W ciągu dnia pies po prostu biegał po okolicy, bawił się z dzieciakami, czekał pod szkołą lub bawił się z innymi psiakami. Sielanka :) Jak sięgam pamięcią to nigdy nie widziałem, aby ktokolwiek szkolił psa, ale jednocześnie każdy psiak znał legendarne combo: siad, leżeć, prosić, daj głos i tym podobne sztuczki wykonywane za jakieś ”drobne” kanapki lub inne nagrody :)

Moim zdaniem psy kiedyś miały po prostu inne warunki. Nikt nie uczłowieczał ich na siłę, nikt nie wymagał precyzji i posłuszeństwa. Psy musiały same nauczyć się życia w towarzystwie człowieka. Same uczyły się unikać samochodów, przechodzić przez ulicę, czekać przed szkołą, wracać na jedzenie i po prostu żyć. Dlatego z jednej strony można powiedzieć, że psy kiedyś były nie tyle co ”lepsze”, a po prostu bardziej samodzielne. Z drugiej strony – nikt nie uczył psa bo nie było takiej potrzeby. Mało kto chodził z psem na smyczy, dostępu do internetu jeszcze nie było (co za czasy :D), więc też była mniejsza świadomość ludzi na temat tych zwierząt. Jedzenie to były jakieś resztki z obiadu, stary chleb, gotowana kasza, ścinki z mięsnego i tym podobne rarytasy.

psy kiedyś a dziś pies samoyed

Czuć wiosnę :D

 

Także moim zdaniem psy kiedyś nie były wcale lepsze, a po prostu życie zmuszało je do większej samodzielności, a jednocześnie ludzie nie wymagali od nich tak wiele. Oczywiście taka sytuacja miała również swoje negatywne konsekwencje. Psy nie były wtedy priorytetem, więc ludzie często z lenistwa po prostu je porzucali. Jechali na wakacje i rzeczywiście były historie z przywiązywaniem psa w lesie. Teraz już takich rzeczy się nie słyszy – człowiek zrobił się taki bezczelny, że bez mrugnięcia okiem oddaje psa do schroniska. Nikomu się już nie chce jeździć do lasu.

Taka ciekawostka – każdego roku schroniska podają ciekawe dane, gdzie płaczą, że coraz więcej psów trafia do schronisk. Niejako ma to być motywacja, aby wspierać finansowo ich działania. Szczególnie lubią podawać dane w porównaniu do roku 2005 i wcześniej. Oczywiście, że od tego czasu do schronisk zaczęło trafiać więcej zwierząt, ponieważ w tamtych latach nie było obowiązku gmin do zajęcia się tym problemem. Bezdomne psy po prostu łaziły po ulicach. Dopiero w 2012 weszła w życie nowa ustawa, która niejako zmusza każdą gminę do zajęcia się psiakami. Nie jest więc tak, że psów w schroniskach ”magicznie” przybywa – po prostu zwiększyła się skuteczność ich wyłapywania. To ogólnie temat na osobny wpis, bo naprawdę bardzo ciekawy :)

Wracając jednak – psy kiedyś nie miały lekko i panowała ogólnie zasada ”przeżywa najsilniejszy”. Psy kiedyś nie były pilnowane, więc wypadki zdarzały się bardzo często. Mało osób dbało o psa na tyle, żeby iść z nim do weterynarza, więc leczyło się domowymi sposobami. Działała więc niejako selekcja naturalna i przeżywały jedynie silne, zdrowe i sprytne psy, które potrafiły sobie poradzić.

psy kiedyś i dziś jakie są

Gimbusy się bawią, a nadzorca… nadzoruje :)

Podsumowując więc – psy kiedyś były zmuszone do bycia zdrowym, sprytnym, zaradnym i samodzielnym. Jednocześnie nie było takich wymagań odnośnie psów jak są teraz, więc można mieć wrażenie, że kiedyś psy były mądrzejsze. Nie można ukrywać, że pies czekający cały dzień przed szkołą aż ”dzieciaki” wyjdą, a następnie odprowadzający całą grupkę do domu – robi wrażenie. Teraz taka sytuacja nie jest realna, ponieważ niewiele osób decyduje się na model wychowania psa typu ”wypuść rano, wpuść wieczorem”. Zdarzają się takie przypadki, ale obecna świadomość ludzi na to nie pozwoli. Nawet w parku trudno wypuścić psa luzem, bo zaraz ktoś życzliwy wzywa odpowiednie służby :)

Nie mogę jednak powiedzieć, że nie mam żadnego sentymentu do dawnych czasów. Trochę brakuje mi takiego życia, gdzie psy są ”wolne” i mogą robić co chcą. Nikomu nie przeszkadzają psie kupy, nikt nawet nie pomyśli, żeby je sprzątać. Nikomu nie przeszkadzają psy biegające luzem, bo to wtedy była normalna rzecz. Pies skoczył, polizał, lekko ubrudził? Trudno – tak bywa. Teraz takie rzeczy nie przejdą :)

Psy kiedyś były lepsze, a teraz są głupie!

Generalnie nie uważam, aby psy kiedyś były lepsze lub zdolniejsze. Po prostu były inne czasy. Wiem jednak, że zmieniła się mentalność ludzi. Tak jak napisałem – kiedyś pies na osiedlu to była rzecz naturalna. Przynajmniej na moim osiedlu, a nie mieszkałem wcale na wsi tylko normalnie w mieście (na obrzeżach, ale zawsze :D).

Teraz wydaje mi się, że ludzie zachłysnęli się swoimi prawami, które ciągle są wprowadzane. Pies musi być kontrolowany, nie może biegać luzem, musi być posłuszny, grzeczny, nie może robić kupi, nie może robić siku. Absolutnie wszystko przeszkadza. I to nie jest tak, że to zrobili młodzi ludzie, których nie było ”dawniej” – nie :) To właśnie robią ludzie, którzy kilkanaście lat temu byli tymi właścicielami psów, które latały po osiedlu.

psy kiedyś i dziś szczeniaki

Nie pamiętam kto, ale ktoś mi tłumaczył, że z tunelem to trzeba stopniowo – najpierw bardzo krótki tunelik, a potem powoli wydłużać. Eee tam, ledwo rozwinąłem, a mały już biegał :)

Niech pies zrobi kupę w parku to nikt młody się nie odezwie. Jednak od razu magicznie pojawią się trzy staruszki – ledwo pies wypnie dupsko, a one już są. O kulach, na chodzikach, na wózkach – po prostu się materializują. Wtedy psiarz musi w geście poddania zamachać czarną flagą wykonaną z woreczka na odchody i dopiero wtedy odwracają wzrok. Jednak tylko pozornie, ponieważ kątem oka jeszcze patrzą czy na pewno dobrze sprzątasz. Przysięgam, że kiedyś jedna staruszka ”po sprawie” podeszła od razu jak odeszliśmy sprawdzić trawę nic nie zostało :D

Wydaje mi się, że to nie psy się zmieniły, a my – ludzie. Pamiętamy te zwierzęta, które biegały po osiedlach i teraz wymagamy, żeby nagle całe życie spędziły ”przy nodze”. Krótka smycz, szybki spacer przy bloku i to teraz jest cała rzeczywistość wielu psiaków. Wymagamy bezwzględnego posłuszeństwa, żadnego szczekania, wypróżniania się na zawołanie oraz anielskiej cierpliwości do każdego. Dawniej jak psu się dana sytuacja nie podobała (inny pies, obcy człowiek) to miał szansę się wycofać. Teraz wiele osób praktycznie na siłę zmusza psa, aby akceptował wszystko – dzieci, obcych, inne zwierzęta, pielęgnacje. Nie ma możliwości sprzeciwu.

I myślę, że właśnie tu jest problem. Wymagamy od psów za dużo, dając jednocześnie bardzo mało. Jedni w ogóle trzymają psy bardzo krótko – tylko piśnie, a już dostaje ”wpieprz”. Ile razy widziałem ludzi, którzy szarpią biedne psiaki na tych krótkich smyczach i kolczatkach, bo trochę pociągnie do krzaka. Z drugiej strony ile razy widzę typowe ”Karyny” z małymi rasami w różowych sweterkach, dla których pies to tylko pewna ozdoba.

Dawniej pies miał tyle bodźców ile potrzebował – chciał odpocząć to odpoczywał, chciał się zmęczyć to biegał, chciał zjeść to jadł. Teraz każda minuta zależna jest od człowieka. Wymagamy od psa absolutnego spokoju, ale nie dajemy możliwości, aby wyczerpał nadmiar energii. Nie pozwalamy szczekać i biegać, ale nie zapewniamy żadnej aktywności.

psy kiedyś a dziś

”Kopie, na pewno będzie piłkarzem” – Levi będzie raczej górnikiem i będzie kontynuował śląskie tradycje :)

I wydaje mi się, że to działa na nas wszystkich – zarówno właścicieli psów, jak i zapalonych psiarzy. Wychowywałem się na osiedlu, gdzie pełno psów biegało luzem, a teraz mi przeszkadza jak pies bez smyczy podbiega do mojego psa. Wychowywałem się na osiedlu praktycznie całym obsranym przez psy i nigdy nie widziałem w tym problemu, a teraz boli mnie tyłek jak ktoś nie posprząta ”bo ja sprzątam” :)

Po prostu zmieniły się czasy i zasady społeczeństwa, w którym żyjemy. Kiedyś nie było praw normujących zachowanie psów w naszym życiu, a nawet jak coś było to nikt nic sobie z tego nie robił. Psy sprzedawało się na giełdach i dla każdego była to norma. Tak samo jak wymiana barterowa typu: wódeczka na ”prawie” rasowego szczeniaka. Teraz zmieniła się świadomość ludzi i pies ma już swoje prawne miejsce w szeregu, a niekoniecznie jest to miejsce dla niego idealne. Po prostu obecnie wymagania odnośnie psów wyglądają tak, że szkolenie psa zaczęło być standardem.

I wiecie co? Wydaje mi się, że tak jest lepiej. Oczywiście, że jest ciężej, bo sami musimy włożyć w psa sporo pracy. Jednak lepiej, żeby psa wychowywał właściciel, a nie ulica jak kiedyś. Po prostu wszyscy musimy się przyzwyczaić do nowych wymagań – psy i ludzie. Nie ma sensu powielać opinii, że psy kiedyś były lepsze. Po prostu psy kiedyś nie były tak zależne od człowieka i miały możliwość większej samodzielności. Obecnie muszą bardziej polegać na instrukcji od człowieka, a to wymaga już budowania pewnej więzi – głębszej niż ”wrócę wieczorem to Pan da mi miskę”.

psy kiedyś a teraz

Wiem, że powinienem mu zabraniać kopania, ale jak skoro tak bardzo to lubi? Kopie dziurę, a potem się w niej kładzie :)

Psy kiedyś…

Pamiętam, że jak byłem dzieciakiem to był pies o imieniu Nero. Był to pies wspólny, ale jakoś upodobał sobie akurat nasz ogródek. Codziennie rano witał wszystkich i odprowadzał nas do szkoły. Po szkole wracał z nami. Jak ktoś był z okolicy na dworze to chętnie się z nim bawił, a jak nikogo nie było to cóż – zajmował się swoimi sprawami.

Wtedy myślałem, że jest bardzo mądrym psem. Dzisiaj określiłbym go jako bardzo samodzielnego. Radził sobie w życiu – potrafił przechodzić przez ulicę, unikał samochodów, był sprytny, a jednocześnie potrafił wykorzystać swój urok, żeby zdobywać pożywienie. Myślę, że to jeden z wielu psów z tamtych czasów. Nie było to nic nadzwyczajnego jak na ówczesne standardy.

Teraz taki pies uchodziłby za prawdziwego geniusze – wzór do naśladowania, kiedy w tle tyle szczekających, ciągnących i ogólnie problematycznych psów. Niby tak, ale… Nero żył tak z nami około roku. Potem przyszły zmiany i nagle psy w okolicy szkoły zaczęły przeszkadzać. Przyjechał ”hycel” i psiaka zabrał. To również nie było nic nadzwyczajnego – wtedy zwierzęta przychodziły i nagle odchodziły. Wydaje mi się, że nikt aż tak się nie przyzwyczajał. Nie było wtedy koncepcji ”tęczowego mostu”. Zwierzęta były dokładnie tym czym były, czyli zwierzętami. Towarzyszyły człowiekowi, ale jednak nikt się z nimi nie pieścił. Przynajmniej teraz mam takie wrażenia interpretując tamte wydarzenia.

psy kiedyś a teraz szczeniak

… a potem kopie kolejną. Czuję, że łopata będzie stałym elementem naszych spacerów :)

I obecnie taki genialny pies jak Nero skończyłby tak samo – 30 minut samemu na dworze i zaraz zjawiłyby się odpowiednie służby. Jakiś czas temu widzieliśmy dwa psy w parku. Bez smyczy, bez kagańca, bez obroży. Nikomu nic nie robiły, po prostu sobie chodziły. Po kilku minutach już była straż miejska wraz z pracownikiem schroniska w celu złapania psiaków. W obecnym społeczeństwie nie ma miejsca na psy samodzielne.

Jeszcze taka myśl na podstawie doświadczeń z dzieciństwa – nikt się nie bał zwierząt. Dziki kot? Nieznany pies? Nikt się nie bał. Jak podszedł to się głaskało, czasami dało trochę kanapki. Jak się nie zbliżał to się ignorowało. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś się bał psa, uciekał przed nim lub panikował. W związku z pewnymi zmianami zachodzącymi w naszym społeczeństwie coraz częściej można zauważyć różne lęki.

Ludzie się po prostu boją wszystkiego, a na pewno coraz częściej boją się psów. Niektórzy boją się panicznie – uciekają przed psem, proszą o przytrzymanie, piszczą jak pies wyjdzie nagle zza rogu. Inni boją się bardziej skrycie – omijają psa szerokim łukiem, przechodzą na drugą stronę ulicy.

Dla mnie takich strach jest czymś niezrozumiałym, ponieważ zwierzęta towarzyszyły mi całe życie. Nie rozumiem więc sytuacji, gdzie ktoś bardzo agresywnie reaguje na każdego psa, a szczególnie takiego luzem. Spotkałem się osobiście z żądaniem złapania psa za pysk, bo ktoś się bał go minąć. Na odmowę od razu usłyszałem straszenie policją, strażą miejską i schroniskiem. Ba – uśpieniem!

psy kiedyś a teraz pies

Zadowolony Samoyed po ciężkiej pracy!

Chciałbym mieć większą empatię i potrafić zrozumieć takich ludzi, ale po prostu nie mogę. Nie rozumiem abstrakcyjnego lęku przed psem – w sensie przed samym istnieniem psów. Rozumiem racjonalny strach przed dużym psem biegającym luzem bez właściciela. Rozumiem sam strach przed pogryzieniem spowodowanym jakąś traumą. Jednak osoby, które naprawdę się boją starają się unikać obiektu, który je przeraża. Widzą obcego psa bez właściciela? Odchodzą i ew. informują odpowiednie służby. Widzą strasznego psa na ulicy? Przechodzą na drugą stronę.

Jednak wielu ”strachliwych” z premedytacją potrafi podejść na 2 metry od psa i z radością na twarzy poinformować ”Proszę wziąć tego psa! Ja się BOJĘ!”. Czasami wydaje mi się, że to nie jest strach tylko taka wymówka. Przecież szef nawyzywał w pracy to można odreagować, ale na kim? ”O! Idzie koleś z psem – to mi się udało”.

Pies kiedyś – podsumowanie

Nostalgia i sentyment to piękna rzecz. Każdy chyba lubi czasami odpłynąć myślami do czasów młodości, kiedy było lepiej, łatwiej i przyjemniej. Zresztą powiedzenie ”kiedyś było lepiej” jest nam wszystkim chyba dobrze znane. Dlatego też opinia ”psy kiedyś były lepsze” jest w nas silna. Pamiętamy jak się żyło z psami – w miastach i na wsiach. Psiaki biegały, dzieciaki się bawiły. Dużo robiło się wspólnie i nikt nie marudził i nie kręcił nosem. Nikogo psy nie brzydziły i nikomu nie przeszkadzały.

Teraz zmienia się trochę myślenie ludzi. Dla wielu pies to pewna przeszkoda i utrapienie dnia codziennego. Przecież problemów jest tyle – trzeba do pracy, a tam szef taki zły. Znowu rachunki trzeba zapłacić, zaplanować kolejny miesiąc. Tyle na głowie, a jeszcze ten głupi kundel sra przed oknem. Zwariować można. Może jesteśmy po prostu bardziej nerwowi niż kiedyś? Przytłacza nas codzienność i dlatego niektórzy swoje niepowodzenia odreagowują na innych? Trudno powiedzieć.

psy kiedyś a teraz pies samoyed

Gdzie jest Samoyed?!

Jedno jest pewne – psy kiedyś nie były wcale lepsze. Psy to ciągle te same psy. Może częściej chorują, może mają problemy z dostosowaniem się do nowych realiów, a nowe zasady wymagają pewnego treningu przygotowawczego. Na pewno jednak zmieniliśmy się my. Nagle to od nas wszystko zależy – psiaki nie są już wychowywane przez środowisko, a ciężar nadzoru spadł na właścicieli. Niektórzy po prostu dają sobie lepiej radę niż inni. Psy same w sobie nie są teraz gorsze, ale na pewno człowiekowi jest trudniej przystosować psa do nowych praw.

Może ktoś z Was ma jakąś ciekawą historię o swoim psiaku z czasów młodości? Zachęcam do podzielenia się swoimi doświadczeniami :)

  • Agnieszka

    No… i kiedyś psy nie nosiły kolorowych fatałaszków, butów, nikt w Polsce ich nie perfumował! Czesaliśmy je szczotką ludzką. Jadły co jadły bo … nic innego dla psa nie było. A potem, potem karki zaczęły prowadzać pitbule. Różowe lalunie yorki. Rodziny biszkopty, czyli golden retrivery lub labladory. Już nie było smycz jednego rodzaju kupowanej u kaletnika. Otworzył się przed nami szeroki rynek zwierzątek domowych. Czy wszystko co na nim zastajemy jest dobrej jakości? Czy powstające jak grzyby po deszczu szkoły dla psów są prowadzone przez ludzi którzy naprawdę wiedzą co robią? No i mnogość teorii o ich wychowaniu. A druga strona – czy my kupując „latającego” pieska border colie naprawdę wiemy co robimy? Czy taki nadmiar jest dla nas dobry? Wszystko chcemy mieć pod kolor i wymiar. Także psa. Pasuje do samochodu i butów. I to jest o’k. Ja nadmiaru nie lubię, mnie przytłacza. A pieski w ubrankach mnie przerażają. I już!

    • Mnie też przerażają pieski w ubrankach. Potrafię jedynie zrozumieć jakieś ubrania ochronne przed deszczem lub kapoki do pływania. Jestem jednak przeciwny kolorowym fatałaszkom :)

      O perfumowaniu jeszcze nie słyszałem – jakaś nowość chyba.

  • Dominika Rucińska

    Teraz na wsi też można spotkać psy biegające po ulicach bez właścicieli, można też spotkać takzwane wspólne psy. U mnie gdzie mieszkam jest taki wspólny pies. Nazywa się Ołen. Chodzi z wszystkimi ludźmi na spacery, ma także takiego właściciela do którego przychodzi aby coś zjeść. Choć ma tak naprawdę właściciela, to wszyscy się nim „zajmują”. Jest jeszcze taka pani co tak „dba o swojego psa” i chodzi z nim na spacery. Kiedyś gdy jej pies podszedł do Psotki to ona zaczęła na niego krzyczeć i bić go smyczą. Jeszcze kiedyś zaczęła wołać na Sonię „Domesa”. Ludzie teraz chcą, aby ich psy umiały coraz więcej. Zaczęli ze sobą rywalizować ,który pies jest lepszy. Nauka sztuczek, agility, dog frisbee, obi itd. przestały już chyba przestały być zabawą i sprawiać przyjemność.
    Ps. Levi tak słodko kopie :),moja Sonia też kopie dziury w ziemi i potem się w nich kładzie ;).
    Pozdrawiam

    • U nas też jest kilka kundelków, które biegają po osiedlu i zawsze się dziwię, że jeszcze ich nikt nie złapał do schroniska. Co do tej rywalizacji to również racja – zawsze ktoś podejdzie i chwali, że pies ładnie łapie frisbee tak, jakby to były jakieś zawody :)

      Levi kopie bardzo dziwnie bo kopie i ”krzyczy” na tę dziurę, wchodzi do środka – za mała, więc dalej kopie i dalej krzyczy :D

  • Przyznam, że widzę to zupełnie inaczej. Połowa z tych wspólnych psów szybko uczyła sie osaczać dzieciaki, pamietam ze szkolnych dni, ze w sumie nie było tygodnia, żeby ktoś nie płakał, ze pies ugryzł. Oczywiście zwykle były to uprzejme ostrzeżenia, ale były. Pod naszym blokiem był dalmatyńczyk terrorysta, psy często sie gryzły, radosne mnożenie na placu zabaw było w sumie w normie. Na okolicznych nieużytkach dziesiątkami znajdowałam z siostra martwe szczeniaki. Nie powiedziałabym, ze było lepiej, czy ze psy były mądrzejsze – regularnie słyszałam od kolegów rodziców, ze ten mój Klusek, Fafik czy inny Azor to debil, bo znów wpadł pod samochód. Wymagania tez były mniejsze – wyszedł, wrócił, sąsiedzi sie nie skarżą? Znaczy mądry. Czy nie przeszkadzały? Ależ przeszkadzały, tysiąc razy widziałam, jak ten czy innny kopniakiem zrzuca srajacego psa ze skwerku pod oknem. Z koleżankami zbieralysmy zatruta kiełbasę, a wnykami w osiedlowych krzakach sama rozerwalam sobie łydkę. Kopniaki tez różni rozdawali z duża szczodroscia. Nie tęsknie za tamtym podejściem, mam zreszta okazje odbywać „podróż do przeszłości” za każdym razem, kiedy odwiedzam wujka na wsi i dławię sie ta bezmyślna sielanka ludzka, bo zdecydowanie nie psia.

    • Widać wszystko zależy od otoczenia, w którym się ktoś wychowywał. Mi też się wydaje, że teraz jest lepiej – większa kontrola nad psami.

      Osobiście wolę, żeby psów było mniej, ale były lepiej wychowywane. Kiedyś psy były wszędzie praktycznie, a teraz czasami wychodzę na spacer i przez godzinę żadnego nie widać.

  • moni.l

    Właśnie u mnie na osiedlu (mieszkałam w Częstochowie) za czasów mojego dzieciństwa psów prawie nikt nie miał, a jak już miał, to albo wypuszczał samopas, albo nie spuszczał wcale ze smyczy. Długość życia psa samopas wynosiła dwa, trzy lata, czasem kilka, zależy od natężenia ruchu i szczęścia. Były też psy bezpańskie, z którymi się bawiliśmy i karmiliśmy, i które gryzły dzieciaki po kostkach. Ludzie od psów nie wymagali, ale też ich jakoś nie lubili, nie było groomerów, ani nawet zbyt wielu weterynarzy. Nikt nie słyszał o odrobaczaniu, ledwo co o szczepieniu przeciw wściekliźnie. Natomiast na wsi były psy „złe”, zawsze ujadały pod bramą albo na łańcuchu, a jak brama była otwarta, to leciały gryźć. Nikt wtedy nie wzywał policji, tylko sam sobie radził kopniakiem. Moja mama do tej pory panicznie boi się psów, ponieważ nie miała w zwyczaju kopać podbiegaczy. A, i nikt nie sterylizował psów, szczeniaki znikały w magiczny sposób. Czasem ktoś je rozdawał, a co ładniejsze lub prawie rasowe, sprzedawał, ale reszta wyparowywała.
    Ja byłam od dziecka mega psiarą i miałam wtedy mieszańca setera chyba z labkiem, to był wielki, silny pies. Wszystkim się podobało, że mnie broni. Tak naprawdę był psem agresywnym i mocno terytorialnym, ale jakimś cudem mnie słuchał. Smyczy nie miałam – rodzice nie kupili, bo jak to wydatek na psa? To cud, że nikogo nie pogryzł i nie zaginął. Byłam dzieckiem i nie miałam pojęcia jak go szkolić (intuicja). Nauczyłam go przychodzenia na specjalny nasz gwizd – melodię z Winnetou :) Uchodził w związku z tym za baaardzo mądrego psa.
    Tak więc, to ludzie się zmienili, a psy się dostosowują do ludzi. Niektórzy dzisiaj oczywiście przesadzają w drugą stronę, ale jednak wolę dzisiejsze podejście do psów.

    • Myślę, że najważniejsze to zachować umiar. Nie ignorować psa, ale też nie rozpieszczać nadmiernie. Z tego co czytałem badania to właśnie dawniej średnia długość życia psów była dłuższe niż obecnie – głównie za sprawą dzisiejszej, chemicznej karmy.

      • Małgorzata Chudy

        Właśnie z ta sztuczna karmą jest straszna rzecz. Sama miałam taki przypadek, że weterynarz wmówił mi, że psa trzeba karmić tą gotową karmą. A potem się okazało, że sam ja sprzedawał i chciał mieć rynek zbytu, a mój pies się rozchorował i zmarł. I jeszcze na koniec uraczył gadką, że widać teraz jest taka moda, że psy chorują na serce i nerki (na to co mój pies).

  • Narvana i Julek

    Zawiercie w którym obecnie mieszkam, chyba trochę pod tym względem zatrzymało się w czasie. Tutaj lata naprawdę dużo „samodzielnych psów”. Na początku jak widziałam tak chodzącego sobie samopas psa to starałam się go złapać i odwieźć do schroniska, albo chociaż zadzwonić na straż miejską. Byłam za każdym razem przekonana, że pies komuś nawiał. Teraz widzę, że tutaj tak po prostu jest i właściciele chyba średnio interesują się swoimi psami. Często widzę psy, które bez właścicieli latają po parku, a później czekają na wpuszczenie, pod jakimś blokiem, albo furtką. Mi nie mieści się to w głowie i dostaję ataku paniki jak nie widzę Julka przez 10 sekund, a tutaj duża część właścicieli wypuszcza psy na cały dzień, mimo, że w okolicy od groma ruchliwych ulic.

    • To mogą być właśnie ludzie, którzy przyzwyczaili się do takiego stanu rzeczy. U nas jest chyba jeden taki pies, gdzie rano właściciel go wypuszcza, a wieczorem pozwala wrócić do mieszkania. Większość ludzi wie, że jest taki pies, więc nie zgłaszają.

      Ja się tylko dziwię, że tak długo psiak sobie radzi bez problemów w mieście.

  • Małgorzata Chudy

    Pamiętam jak byłam dzieckiem i musiałam gonić z siostrą naszego psa po ulicach. Najczęściej bywał na psich zgromadzeniach zawsze na tej samej łące gdzie spotykały się wszystkie psy z okolicy. Mój następny pies, suczka, miała stałego wielbiciela, który towarzyszył nam prawie zawsze na spacerach, wystarczyło przejść koło jego płotu, a przeskakiwał bramkę i do nas dołączał, chyba że był uwiązany albo był gdzieś indziej. Ten pies potrafił także wspinać się po ogrodzeniu z siatki wkładając łapy w poszczególne oczka.

    • Co psy obradzają na tych psich zgromadzeniach? Zawsze mnie to interesowało. U nas też było takie miejsce, gdzie się okoliczne kundelki spotykały :)