Psie zabawy

Poprawna interakcja między psami odbywa się poprzez psie zabawy. Tylko w taki sposób zapewnimy szczeniakowi dużą ilość poprawnych kontaktów – trzeba pozwolić psom się bawić.

Uczęszczanie do psiego przedszkola maksymalnie nas męczy. Całość trwa dla nas ok 4-5 h. Dojazd godzinę, prawie dwie godziny zajęć oraz godzina powrót – jeżeli autobusy nie dopasują to jest jeszcze dłużej. Jednak czego się nie robi dla ukochanego psiaka? ;) To były już nasze 6-te zajęcia i jak zwykle rozpoczęliśmy jeszcze przed wejściem. Legion robi się strasznie szczekliwa, kiedy widzi inne pieski. Wszystkie trzeba obszczekać i zaczepić.

Jak zwykle obecny był również Egon (w sumie nie takie jak zwykle, ponieważ to było nasze trzecie spotkanie z tym psiakiem). Egon to chyba najlepszy kumpel Legion, ponieważ są podobnej budowy ciała, wagi i postury, więc dobrze do siebie pasują. Po wejściu udaliśmy się do miejsca dla szczeniaków, gdzie wszyscy puścili je wolno. Uwielbiam patrzeć jak zwierzaki się bawią – przewracają, zaczepiają łapami, podgryzają, przeskakują i wyczyniają inne cuda. Legion niestety po całej podróży nie ma zbyt wiele energii, więc po kilkunastu minutach przeszła w tryb oszczędzania energii. Psie zabawy bywają czasem brutalne, więc wielu właścicieli patrzy na to ze strachem w oczach. Szczególnie osoby, które przyszły do przedszkola po raz pierwszy a ich ”niuniuś” strasznie się boi. Prawda jest taka, że każdy szczeniak powinien przez to przejść – w domu jest w centrum uwagi, ma wszystko, często stara się wymusić wiele rzeczy od właścicieli. W grupie psów nie jest już najważniejszym stworzeniem – musi się dopasować. Pierwsze zabawy często odbywają się w akompaniamencie pisków, skomlenia i biednego szczekania. Nie można się na psem litować, ponieważ tak musi być. Legion uciekała, piszczała i błagała, żeby już sobie iść a teraz sama zaczepia inne psy i ochoczo się bawi, aż miło popatrzeć.

Etap ćwiczeń zaczęliśmy od skupienia, aby psy zrozumiały, że zabawa się skończyła. Ćwiczeniem dnia była komenda awaryjna ”do mnie”, którą postaram się opisać w osobnym wpisie, ponieważ jest jedną z najważniejszych. Nie jest to typowa komenda użytkowa, ale przeznaczona wyłącznie na wyjątkowe sytuacje – odpowiednie wprowadzenie i używanie jej może uratować psu życie.

Legion pobawiła się pięknie z wszystkimi pieskami, miała drobną sprzeczkę z Egonem (epicka bitwa o bujanego konia) oraz poznała nowego pieska – małego Jack Russell Terrier, którego imienia niestety nie pamiętam.
Po wszystkim czas do domu – Monika (instruktorka z TRIK’a ) podwiozła nas do Gliwic, więc nie było tak źle. W drodze pogadaliśmy jeszcze ogólnie o psach i branży szkoleniowej. Legion standardowo padła na pyszczek w domu i słodko zasnęła. To był dobry dzień.