jak zacząć nosework aktywność węchowa

Psie internety – Styczeń

Pierwsze psie internety w tym roku! Styczeń to specyficzny miesiąc w blogowym kalendarzu. Powoli wraca życie i wiele serwisów publikuje ciekawsze materiały, ale początek miesiąca jest mocno zdominowany przez podsumowania roku, plany, obietnice i postanowienia.

Jest również spory wysyp recenzji, głównie dla firm zgłaszających się w grudniu, ale dla których recenzji nie udało się opublikować. Naprawdę bardzo dużo firm budzi się w środku grudnia, że jednak warto byłoby zrobić jakąś promocję na święta, a potem dziwią się, że nie ma szans :)

Czy było coś ciekawego do czytania w styczniu? Pewnie, że tak!

Psie internety – Styczeń

Psowaty – znudzony malamut – dobry wpis pokazujący problemy z psem, który się nudzi. Generalnie to jest tak, że jak człowiek zdrowy i ma dużo czasu to i pies jest zadowolony. Sporo zabaw i spacerów gwarantuje rozrywki. Kłopoty zaczynają się jak coś wypadnie i przez pewien czas mamy mniej wolnego na psa. Psiaki nie zawsze są wyrozumiałe :D

Śledź też pies – agresywny szczeniak – wpis i pewnej tendencji właścicieli szczeniaków do przesadzania. Niby taka mała, słodka kuleczka, a potrafi zamienić życie człowieka w koszmar. Grupy na fejsie są pełne błagań o pomoc :) Znaczy wiecie… ja rozumiem problem ze szczeniakiem i wiem, że to nie są słodkie aniołki. Jednak z drugiej strony – czego się człowieku spodziewałeś od szczeniaka? :D

Filozof i pies – wykształcenie czy doświadczenie – bardzo ciekawy wpis odnośnie szkolenia psów. O różnicy pomiędzy różnymi szkoleniowcami oraz o kwestii wykształcenia oraz doświadczenia. Muszę napisać też, że to blog, który dopiero odkryłem i na pewno postaram się częściej czytać. Zazwyczaj nie lubię blogów powiązanych z psimi szkoleniowcami, bo zawsze wydaje mi się, że tak tworzą swoje wpisy, żeby dać jak najmniej wartości merytorycznej, a jak najwięcej zachęcić do wzięcia udziału w szkoleniu. Filozof i pies taki nie jest – tekst napisany bardzo merytorycznie i ciekawie.

Psi kawałek internetu – idealna rasa – tekst praktycznie wcale nie merytoryczny, bo w sumie nic tu nie ma :D (ale w sumie chyba taki miał być). Natomiast zadaje ciekawe pytanie, które przynajmniej mnie skłania do przemyśleń. Czy rzeczywiście trzeba szukać rasy idealnej? Praktycznie zawsze jak ktoś pyta o rasę dla siebie to ludzie zaczynają pytać o to jak dany człowiek żyje, jak pracuje, jak się rusza. Czy to takie ważne?

Oczywiście w wielu przypadkach tak, ale też nie zawsze. Jak ktoś pracuje na 3 zmiany 12 godzin 7 dni w tygodniu to na pewno malamuta nikt nie poleci. Jednak z drugiej strony…czy ktoś kto tyle pracuje na pewno chce i potrzebuje psa? Czy dobrym pomysłem jest mieć psa tylko na te kilka wolnych chwil? Człowiek wraca do domu, 2 godzinki posiedzi przed TV, pogłaska psa, coś zje, ogarnie się i w sumie już czas spać.

Wiele osób też ma tak, że jak już zdecyduje się na jedną rasę to potem wszystkie psy ma już takie same. Niby tłumaczy to miłością do rasy, ale często prawda jest taka, że ludzie nie lubią nowych i nieznanych elementów w życiu, więc zostają przy tym, co jest już poznane.

Co pies na to – klatka kennelowa – jak już autorzy napisali na wstępie – o klatce napisano już sporo. Ja jednak zauważam pewną tendencję i sprzeczność u psich szkoleniowców oraz psich przewodników. Bo to jest tak, że szkoleniowcy zawsze podają masę argumentów ”za” klatką kennelową, gdzie skupiają się na aspektach praktycznych tego rozwiązania. Natomiast po drugiej stronie są psi przewodnicy, których głównym ”przeciw” są aspekty emocjonalne wprowadzania klatki.

Właśnie z tego powodu nigdy nie będzie zgody w tym temacie, bo szkoleniowcy nie potrafią odnieść się do opornych przewodników. Przewodnicy mówią ”to więzienie psa!” (czynnik emocjonalny), a szkoleniowcy odpowiadają ”nieprawda, bo to dla psa bezpieczne miejsce, w którym może się wyciszyć i uspokoić”. Dla przewodnika to żaden argument, bo przecież w domu pies wszędzie czuje się bezpieczny, bo w końcu jest u siebie :)

Psi szkoleniowcy mają generalnie duży problem ze skupieniem się na człowieku. Tak bardzo uczą się komunikować z psami, że często nie potrafią rozmawiać z ludźmi i słuchać ich problemów. Mój główny problem z psią klatką jest właśnie taki, że nie widzę jej sensu. Jak Legion chce się położyć pod stołem to idzie pod stół, jak chce na łóżko to idzie tam. Co pies na to pisze – klatka jest azylem, a nie więzieniem. Prawda, ale po co psu azyl w tej konkretnej klatce, jeśli może być gdziekolwiek zechce?

W ciągu dnia większość czasu spędzam przy biurku, a Legion zazwyczaj leży obok. Natomiast teraz, jak piszę ten tekst to leży sobie z Levim w przedpokoju. Jak potrzebuje obecności człowieka to przychodzi, a jak potrzebuje tego swojego azylu i spokoju to idzie do innego pomieszczenia.

Nie chodzi mi teraz o to, że klatka jest zła – uważam, że każde rozwiązane ma swoje zastosowanie. Jednak czasami wydaje mi się, że klatka to taka współczesna kolczatka – polecana jest na każdy problem i w każdym przypadku. Kiedyś szło się do behawiorysty z problemem to słyszało się ”ciągnie? To polecamy kolczatkę!”. Teraz idziemy i słyszymy ”pies jest nadpobudliwy? Spróbujcie klatki!”.

Nie jestem ani zwolennikiem ani przeciwnikiem klatki. Na pewno jednak szkoleniowcy muszą potrafić odnieść się do czynnika emocjonalnego przewodnika, a nie tylko skupiać się na praktycznych zaletach.

Beryl i spółka – co to znaczy mieć psa – u Beryla zrobiło się filozoficznie :D Warto poczytać, szczególnie przed podjęciem decyzji o pierwszym psiaku. Przewodniczenie psu nie jest wcale takie łatwe, a wymaga również sporego poświęcenia.

A Wy czytaliście coś ciekawego w tym miesiącu? Dajcie linki w komentarzach :)