przygody spacerowe

Przygody spacerowe #3 frajerzy

Jeśli jest w życiu coś, czego nienawidzę to na pewno będą to frajerzy. Zakompleksieni ludzie, którzy bez powodu i ostrzeżenia wchodzą z buciorami w strefę osobistą innego człowieka i próbują zepsuć mu dzień. Takich sytuacji każdy z nas ma na pewno sporo – jakaś baba wydrze się w sklepie, jakiś koleś zaczepi o byle pierdołę.

Jednak mając psa musimy niestety przyjąć na klatę o wiele więcej takich wydarzeń i właśnie taka historia przydarzyła mi się w sobotę. Była bardzo krótka, ale wywołała ogromną falę emocji oraz przemyśleń. Jak to było?

”Panie, czemu on nie ma kagańca?!”

W weekendy chodzimy na działkę – my popracować, a psiaki się pobawić. Nadal wychodzimy osobno, ponieważ spacer ramię w ramię polega głównie na tym, że Levi ciągle zaczepia Legion i nie daje jej spokojnie iść :)

Idę sobie więc z moim owczarkiem na smyczy – Legion idzie całkiem grzecznie, czasami tylko wącha krzaczki. Ja mam spory plecak z potrzebnymi rzeczami i głównie planuję to, co trzeba dzisiaj zrobić na działce. Każde z nas więc idzie samodzielnie na autopilocie i nikomu nie przeszkadzamy.

Nagle ze spacerowego transu wyrywa mnie irytujący głos ”On nie ma kagańca?” (taka dziwna, wkurzająca forma – niby pytanie, ale jednak twierdzenie). Nie mam pojęcia jak koleś znalazł się tak blisko nas, a my go nie zauważyliśmy. Generalnie dialog wyglądał mniej więcej tak:

Koleś: On nie ma kagańca?

Ja: To ona, ale tak – nie ma kagańca

Koleś: On nie ma kagańca?! Dlaczego nie ma kagańca?

Ja: Dlaczego miałaby mieć kaganiec?

Koleś: On nie ma kagańca! Jakbym zadzwonił na straż miejską to byłby od razu mandat!

Ja: Nie byłoby mandatu – w naszym mieście nie ma obowiązku zakładania kagańca psu, jeśli jest na smyczy

Koleś: Byłby mandat!

Ja: (podając telefon) to proszę zadzwonić. Mam czas.

Koleś poczerwieniał ze złości, pomamrotał pod nosem ”na pewno byłby mandat, ale masz szczęście” i poszedł. Tak jak pisałem wcześniej – ”przygoda” bardzo krótka, ale z jakiegoś powodu nie dawała mi spokoju przez całą drogę. Pominę już tu fakt, że intensywnie myślałem nad lepszymi ripostami i nad tym jak mogłem mu ”dowalić”, ale ogólnie zastanawia mnie zawsze – dlaczego?

przygody spacerowe 2

A tu już mały brudas na działce :D

Jeżeli komuś naprawdę zależy na bezpiecznej okolicy to powinien reagować. Jeśli widzimy agresywnego psa bez kagańca, który stanowi realne zagrożenie to powinniśmy reagować – zwrócić uwagę właścicielowi, zadzwonić po odpowiednie służby. Jednak ten koleś tego nie chciał –  nie zależało mu na bezpieczeństwie, a po prostu na wyładowaniu emocji. I to jest właśnie najgorsze.

To taki typ człowieka, który jest na najniższym poziomie ”łańcucha pokarmowego” w swoim życiu. W pracy gnębi go szef, jak wraca wkurzony z pracy to gnębi go własna rodzina, a i sąsiedzi lubią dowalić. I wtedy taki ktoś wychodzi na ulicę i szuka swoich ”ofiar” – wyładowuje się na nich za zwykłe pierdoły.

Tego typu sytuacji ”nie ma kagańca” jest całkiem sporo. Zazwyczaj ”agresorem” jest starsza Pani lub koleś po 50tce. Staruszki robią to raczej z nudów (brak adrenaliny lub jakiejś rozrywki), ale mężczyźni to od razu widać, że takie przegrywy życiowe. Natomiast zawsze pojawia się argument ze strażą miejską, policją lub milicją (niektóre staruszki jeszcze żyją w zeszłej epoce) i zawsze, ale to zawsze oponent pęka, jak ktoś powie ”ok, to proszę dzwonić”. Jak ktoś rozumie, że przegrał to odejdzie lub coś tam powie pod nosem ”nie mam czasu na głupoty”. Natomiast ekstremalny przegryw jeszcze będzie szedł w zaparte ”ja sobie to potem sam zgłoszę!”.

Także jedyna rada ode mnie dla innych psiarzy – znajcie swoje prawa – dobrze znać ustawę o psach ze swojego miasta (wiedzieć jak wolno wyprowadzać psa, gdzie można puszczać luzem, kiedy musi mieć kaganiec) oraz ogólnie prawo z tym związane. W większości miast nie ma obowiązku stosowania kagańca, jeśli pies jest na smyczy i nie znajduje się w legendarnej liście ”psów agresywnych”.

Wydaje mi się, że takie osoby działają w taki sposób (wyładowywanie się na innych), ponieważ sami na to pozwalamy. Jeśli ktoś nie zna swoich praw i przyjdzie taki Janusz sobie pokrzyczeć to rzeczywiście może odnieść to swój skutek. Osoba zaatakowana zostanie poniżona i zacznie przepraszać, a Janusz poczuje się przyjemnie, bo w końcu ktoś się przed nim poniżył. To nic, że jak pójdzie na drugi dzień do pracy to nadal będzie takim samym, smutnym człowieczkiem, którego nikt nie szanuje.

Dlatego czytajmy o swoich prawach, a jak spotkamy ”frajera” to nie dawajmy mu sobie wejść na głowę. I absolutnie nie bać się gróźb zawiadamiania policji – jeśli jesteśmy pewni swojego to nie dajmy się szantażować.

A Wy mieliście ostatnio jakieś ciekawe wydarzenia na spacerze? Mam nadzieję, że przyjemniejsze od naszych :)

 

  Tagi: , ,
Życie z Psem
Życie z Psem
Główny autor bloga, psi fotograf-amator, poszukiwacz internetowego bullshitu, niekwestionowany autorytet w dziedzinie niczego :D