weekend z psami

Podsumowanie roku 2017

Nie jestem jakimś ogromnym fanem podsumowań, obietnic noworocznych, postanowień  i generalnie mydlenia sobie oczu, bo wszyscy wiemy jak to się kończy :D Natomiast czasami warto sobie przypomnieć jak spędziło się obecny rok, żeby móc wiedzieć nad czym popracować w kolejnym. Nie musi to być od razu wielkie postanowienie, ale lepiej zaplanować sobie coś już teraz, żeby potem nie być w przysłowiowej dupie :)

Dla nas rok 2017 był bardzo nierówny. Z jednej strony udało nam się zrobić wiele ciekawych rzeczy z psami, spróbować tropienia, pójść na wystawy z Levim, uruchomić nową markę i kończyć prace nad kolejną. Jednak z drugiej strony druga połowa roku wiązała się z problemami zdrowotnymi Legion, ciągłym okresem rekonwalescencji, dużą ilością pracy i małą ilością spacerów.

Psie aktywności w 2017

W 2017 roku udało nam się z psami zrobić mega ciekawe rzeczy i z tego jesteśmy naprawdę zadowoleni. Odkryliśmy miłość Legion do aktywności węchowych – spróbowaliśmy tropienia oraz nosework. Maty węchowe robiliśmy już wcześniej, ale dopiero w tym roku spróbowaliśmy bardziej zaawansowanych zabaw węchowych.

agresja smyczowa u owczarka niemieckiego

Na początku byłem sceptyczny i nie chciałem uwierzyć, że Legion nagle będzie chciała szukać obcego człowieka. Jak bardzo się zdziwiłem :) Legion od razu rozpoczynała poszukiwania i szło jej to fantastycznie. Naprawdę polecam tropienie, ponieważ satysfakcja z obserwowania pracującego psa jest ogromna. Jedynym minusem jest fakt, że trzeba znaleźć odpowiednią grupę szkoleniową. My mieliśmy z tym sporo problemów, bo niektóre wymagały zamykania psa samego, a tego nie chciałem. My braliśmy udział w zajęciach Dog Everest w Katowicach i naprawdę było super.

Trochę o naszym tropieniu dowiecie się tutaj: tropienie użytkowe.

W tym roku nauczyliśmy się również odpuszczać, jeśli chodzi o niektóre aktywności. Zawsze chciałem biegać z psem i niejako namawiałem do tego Legion. Jej entuzjazm do tej dyscypliny był ”taki sobie” – czasami biegała, czasami nie chciała. Postanowiliśmy, że spróbujemy jednego startu na zawodach canicross i wtedy zdecydujemy co dalej.

W marcu biegliśmy w Lubieszowie i nie byłem jakoś wybitnie zadowolony – nie podobała mi się atmosfera, a i Legion nie udzielił się klimat zawodów. Postanowiliśmy oficjalnie, że nie będziemy psa zachęcać do biegania, jeśli tego nie chce. Od tej pory już nie biegamy, a Legion realizuje się w innych aktywnościach :)

zawody canicross

Nasza relacja ze startu tutaj: zawody canicross.

W 2017 zaliczyliśmy również dwa zajęcia PT, które gdzieś tam nam wisiały (przerwaliśmy szkolenie pod koniec z powodów zdrowotnych Legion). Legion szło bardzo dobrze, chociaż trochę się irytowała, jak jakiś pies zbyt blisko obok niej przechodził. Ogólnie byłem zadowolony, ponieważ nie robiliśmy specjalnie jakichś treningów obedience, a na tle innych psów wypadła bardzo dobrze.

Generalnie resztę czasu spędzaliśmy na ukochanej aktywności Legion, czyli frisbee. Ona za dyskiem może biegać praktycznie w nieskończoność i praktycznie bez jej dysku nie można mówić o udanym spacerze.

psy się gryzą pies

Samojed w 2017

Na samojeda był trochę inny plan w tym roku. Przede wszystkim nie chcieliśmy z nim popełnić tych błędów, które popełniliśmy przy Legion. Legion jest świetnym psem, ale bardzo nadpobudliwym, nerwowym i borykającym się z agresją smyczową. Trudno mi określić na ile to nasza wina, a na ile cechy rasowe (wiele owczarków niemieckich zachowuje się podobnie do niej), ale jednak chcieliśmy zrobić co możemy, aby Levi takich problemów nie miał.

wychowujemy drugiego psa

Postanowiliśmy pierwszy raz w życiu wziąć udział w wystawach, które miały zapewnić młodemu odpowiednią socjalizację. Przyzwyczajenie do psów, do obcych ludzi, hałasów, tłoku i tak dalej.

Informacje o wystawie Leviego znajdziecie tutaj: wystawy z psem.

Ogólnie wzięliśmy udział w 3 wystawach i jeżeli chodzi o kwestie socjalizacyjne to jesteśmy bardzo zadowoleni. Levi poradził sobie super i nie można mu nic zarzucić. Natomiast jeśli chodzi o same wystawy to  raczej taka zabawa nie jest dla mnie – dziwna atmosfera i niepotrzebne dramy :)

wystawy z psem Levi wystawa

Jeśli chodzi o Leviego to postanowiliśmy, że zastosujemy u niego całkowicie inne podejście niż do Legion. Na Legion chuchaliśmy i dmuchaliśmy. To był nasz pierwszy pies, więc sporo panikowaliśmy. Jak był jakiś problem to od razu na szkolenie – od pierwszych dni treningi w domu, było przedszkole, pt, zajęcia grupowe i indywidualne. Jeździliśmy na wszelkie spotkania z psami, żeby zapewnić jej jak najwięcej pozytywnych emocji związanych z innymi zwierzętami i generalnie robiliśmy wszystko tak, jak przeczytaliśmy w internecie. Chcieliśmy dla niej jak najlepiej.

Finalnie wyszło jak wyszło. Trudno mi sobie coś zarzucić, chociaż mam pewne wrażenie, że przegięliśmy z nią i może to jest powodem jej problemów. Może gdybyśmy tak nie naciskali na spotkania z psami to byłaby lepsza? Może za dużo tych szkoleń, a za mało prawdziwej komunikacji? Teraz już tego nie zmienimy. Jednak zauważyłem, że od kiedy przestaliśmy z nią jeździć na szkolenia, a zaczęliśmy pracować nad poprawieniem naszych relacji to Legion jest o wiele lepszym psem.

życie z samoyedem

Z tego powodu postanowiliśmy, że Levi będzie się wychowywał sam, a nie przy pomocy specjalistów. Będziemy również stawiać na komunikację, a nie ćwiczenie sztuczek. I naprawdę, naprawdę uważam, że to najlepsze wyjście dla nas i obecnie Levi jest najlepszym psem świata. Z poleceń zna tylko ”zostaw”, ”siad” i ”leżeć” – to polecenia, które sami go uczyliśmy. Nawet nie potrafi ich w jakimś świetnym stopniu – po prostu je rozumie.

Wszystkiego innego nauczył się sam z siebie, z własnych doświadczeń i obserwacji. Przykładowo Legion przywołania uczyła się zgodnie z poleceniami szkoleniowców – na metody pozytywne, nagrody i tak dalej. Dobre przywołanie uzyskaliśmy dopiero w ok. 2-3 roku. Levi wcale nie był uczony przywołania, a mogę go spokojnie puszczać luzem już teraz. Na początku chodził na długiej lince i po prostu jak się oddalił to się go wołało miłym słowem, a po przybiegnięciu chwaliło. Bez przysmaków, bez specjalnych metod.

życie z samoyedem i owczarkiem

Naprawdę muszę napisać, że wychowywanie psa na ”relacje i zaufanie” jest o wiele lepsze i łatwiejsze niż stosowanie wymyślnych metod szkoleniowych. Z Levim po prostu żyjemy, a on sam się uczy. Nie zna poleceń, ale rozumie sytuacje. Wydaje mi się, że jeśli od małego stosuje się metody pozytywne to szybko pies przyzwyczaja się, że ma pracować za nagrodę. Zmienia się wtedy psu podejście i cały czas jest w trybie pracy. Bardzo długo walczyliśmy z tym, że Legion bez przysmaków nie chciała pracować. Jak widziała saszetkę to rozumiała, że idziemy na treningi. Nie było saszetki? Znaczy, że spacer jest free for all i nie trzeba słuchać.

Levi nie pracuje, on po prostu żyje. Nie musi znać konkretnego polecenia – po prostu wie jak działa świat. Oczywiście na samym początku stosowaliśmy przysmaki jako zachętę, ale to wydawało nam się potrzebne. W końcu czemu pies miałby coś zrobić dla obcego człowieka? Zanim nie wyrobi się zaufania z psem to trudno skupić go na sobie bez czegoś dobrego. Jednak jak tylko zauważyliśmy pierwsze oznaki psiego zaufania to od razu przestaliśmy stosować przysmaki jako nagrodę.

przygody spacerowe 2

Naprawdę jestem ogromnie z Leviego zadowolony, bo wyszedł nam z niego po prostu dobry pies. Bez żadnych konkretnych metod osiągnęliśmy z nim w rok to, co z Legion zajęło nam 3 lata. Obecnie jestem raczej przeciwnikiem metod awersyjnych lub pozytywnych. Myślę, że najlepszą metodą na wychowanie psa jest metoda, którą stosowało się dawniej, czyli brak metod.

Kiedyś psy po prostu żyły i nikt nie zawracał sobie głowy treningami. Psy były odważne, czujne, sprytne i mądre. Teraz wszyscy chodzą na szkolenia i mamy plagę psów lękliwych. Bardzo dobrze to widać w okresie sylwestrowym, gdzie wszyscy krzyczą i płaczą na grupach, żeby zakazać strzelania, bo się psy boją. Oczywiście nie zawsze to wynik szkolenia i wina właściciela, ale jednak widać pewną tendencję, że im bardziej rozpieszczamy te nasze psy tym więcej z nimi problemów.

Podsumowanie roku 2017

W tym roku udało nam się bardzo dużo – z Legion w końcu jesteśmy na etapie zdrowej relacji i udało nam się wyjść z takiego szkoleniowego szoku. Wydaje mi się, że zbyt duże ”ciśnienie” na wychowanego psa odbiło się na nas tym, że Legion przez pewien czas funkcjonowała jako ”pies robot”. Zaprogramowana przez szkolenia, gdzie nie potrafiła sama myśleć. W sytuacji stresowej, na którą nie przygotowało ją szkolenie reagowała agresywnie. Dopiero jak wyluzowaliśmy ze szkoleniami i postawiliśmy na relację pies-człowiek to Legion zaczęła się otwierać.

konkurs idealeash

Obecnie Legion ma cały czas luz i nie ciśniemy jej zbędnymi oczekiwaniami. Jest dobrym psem taka jaka jest. Staramy się stawiać na spacery luzem, ponieważ smycz powoduje u niej dziwne spięcie i reakcje agresywne. Dużo rzucamy dyskiem, bo to lubi. I tak sobie żyjemy spokojnie i jest naprawdę lepiej :)

Z Levim również nie pracujemy, bo nie ma za bardzo nad czym. Kiedyś jak czytałem sporo blogów to trochę zazdrościłem umiejętności psów. Niektóre potrafią kilkadziesiąt różnych sztuczek. Wskakiwanie na plecy, odbijanie się od drzewa, przynoszenie zabawek i tak dalej. Natomiast teraz się z tego mocno wyleczyłem. Mi sztuczki nie są potrzebne – Levi potrafi o wiele mniej od Legion, a żyje się z nim idealnie. Levi jest grzeczny, przyjazny, odważny i bardzo ciepły. Na spacerach trzyma się blisko, z innymi psami ma bardzo dobre relacje, a na smyczy nie ciągnie. Oczywiście jakieś tam mikroproblemy są, ale nauczyliśmy się, że nie można mieć wszystkiego.

mantrailing z psem szkolenie dla psa

Trudno mi tak naprawdę to wszystko określić. Zanim Legion pojawiła się w naszym życiu to marzyliśmy o byciu takim zaawansowanym psiarzem. Zawody obedience, agility, canicross, mnóstwo sztuczek, wystawy i tak dalej. Chcieliśmy robić z psem wszystko tak, żeby korzystać z tej relacji na 100%. Jednak Legion skorygowała nasze poglądy.

Teraz jednak takie podejście wydaje mi się głupie. Jak ktoś lubi brać udział w zawodach i jego pies również to super – powodzenia. Jednak nie zazdrościmy, bo wolimy po prostu poleniuchować z psami, posiedzieć na wiosnę na trawie, trochę porzucać dyskiem i tyle. Bez ciśnienia i zbędnych oczekiwań. Nam jest tak lepiej, a i psy wydają się bardziej zadowolone.

  Tagi: , ,
Życie z Psem
Życie z Psem
Główny autor bloga, psi fotograf-amator, poszukiwacz internetowego bullshitu, niekwestionowany autorytet w dziedzinie niczego :D
  • Wienio

    Ile kosztuje miesięcznie sam Samoyed ? Jaki jest koszt jedzenia ? Na pewno je mniej niż 40 kilogramowy pies.
    Na razie pewnie nie dostaje jakiś witamin dodatkowych bo w jedzeniu są witaminy.
    W ile się nauczył czystości czyli załatwiania się na dworze i ile chodzi na spacery. Czy taki rytm człowieka pracującego czyli rano wyjście na 10 minut po osiedlu żeby się załatwił a po pracy od razu dłuższy spacer i wieczorem taki trochę dłuższy niż rano po osiedlu mu wystarczy ?

    • Levi je bardzo podobnie do Legion. Ona się odchudza, więc nie dostaje ilości karmy na swoją obecną wagę :)

      Wszelkie koszty można znaleźć tutaj: http://zyciezpsem.pl/ile-kosztuje-utrzymanie-psa/

      Raczej samojed nie jest dobrym wyborem przy takim rytmie życia. Levi bardzo szybko się nudzi, jeśli nie ma konkretnego zajęcia. Rano ma długi spacer luzem w parku, gdzie sporo biega (ok. 30-60 minut), potem ok. 14 znowu musi wyjść na godzinę. Co 2-3 dni biegam z nim również ok. 20-30 minut. Także ruchu ma sporo :)

      Nie znam zbyt wiele innych samojedów, ale wydaje mi się, że potrzebują sporo fizycznej aktywności, w odróżnieniu od owczarka niemieckiego, który wymaga bardziej mentalnej stymulacji. Jak Levi nie wyjdzie na długi spacer to robi się nieznośny – zaczepia do zabawy i tak dalej.

  • Sylwia Smolińska

    Wspomnienia to dobra rzecz, warto podsumować minione miesiące. Więc spróbuję spojrzeć bez emocji, choć tych było dużo, czasami nawet za dużo.
    Mój rok 2017 zaczął się ciężką chorobą (PNN) i eutanazją adoptowanego bullteriera, który był z nami tylko pół roku. Walczyliśmy 2 miesiące, później już się nie dało nic zrobić i trzeba było pozwolić białasowi odejść bez bólu. Potem był przez chwilę inny pies, niestety wrócił do hodowcy z powodu ogromnych problemów z agresją i nie tylko, o których nie zostałam poinformowana w momencie zakupu. Złapałam mega doła i poczucie winy, że nie podołałam pracy z tym konkretnym zwierzęciem. Pojawiła się myśl, że i z każdym innym sobie też nie poradzę, że może się już nie nadaję do psa. Dzięki kilku mądrym osobom pracującym z trudnymi zwierzakami udało mi się ogarnąć psychicznie na tyle, że przestałam się bać przygarnąć kolejnego psa pod dach. I akurat w tym momencie okazało się, że posypało mi się zdrowie i już nie będę mogła opiekować się dużym i silnym zwierzęciem, bo zwyczajnie fizycznie nie dam rady. Zaczęłam się oswajać z myślą o małym psie. A ja nie lubię małych psów… no nie lubię.
    A potem pojechałam poznać jedną taką małą rasę i sprawdzić, czy się jednak aby nie przekonam, bo dom bez psa to nie dom. Ponieważ na zakochanie się nie ma rady – wróciłam z DonDonem, który mały jest tylko z „opakowania”, bo z charakteru to zupełnie nie. I poszło z górki, trzeba było dać z siebie więcej niż 100% przy młodym terrierku, który ma milion pomysłów na minutę i większość z nich do akceptowalnych nie należy. Okazało się, że spaceruje się z nim jak z wielkim brytanem, bo kondycyjnie jest nie do zdarcia. Że ma umysł jak brzytwa i wymaga mnóstwo zajęcia, więc nie mam czasu na użalanie się nad sobą, bo trzeba działać. Że spacerów w ciągu doby może być 3, 5, 20, 100 – im więcej tym lepiej a pora nieważna. Że Młody jest barfujący, więc muszę się na cito dokształcić w zakresie psiego zdrowego żywienia i ogarnąć lokalne miejsca zakupu mięsa. Don wpasował się w rodzinę doskonale, jest po prostu właściwym zwierzakiem na właściwym miejscu. A my odkrywamy uroki życia z małym puchatym terrorystą, który przez 8 miesięcy z nami zdążył zawojować całą rodzinę i wszystkich sąsiadów.

    • No widzisz – najważniejsze, że się dobrze skończyło (lub zaczęło, zależy jak na to spojrzeć) :D Ja też nie przepadam za małymi psami, nie mam pojęcia czemu. Dla mnie pies to musi być konkretny :)

      Życzymy wszystkiego dobrego z nowym psiakiem – w sumie już nie takim nowym, bo 8 miesięcy to sporo czasu!

  • Z perspektywy czasu i swoich doświadczeń mam wrażenie, że pierwszy pies jest niejako trochę „na zmarnowanie”. Może to za mocne określenie, ale wydaje mi się, że coś w tym jest. Natomiast istotnym jest, abyśmy uczyli się na swoich błędach, a każda kolejna relacja będzie coraz lepsza. Na szczęście pies to zwierzę, które wybacza człowiekowi jego błędy i pozwala korygować relacje :)

    • Niestety tak rzeczywiście jest :D Niby człowiek może poczytać w necie, kupić jakieś książki, a i tak pierwszy pies jest takim psem trochę testowym, na którym się trzeba uczyć.

      Oczywiście nie oznacza to od razu, że pierwszy pies będzie zepsuty, ale dopiero na nim widać popełnione błędy :)

      • Zdecydowanie tak! Nie ma jednego przepisu na PSA IDEALNEGO. Ale jak się kocha to nawet, gdy nabroi można mu to wybaczyć ;)

        • Pewnie, że można wybaczyć :D Legion ostatnio coś sobie ubzdurała i nagle zaczęła czaić się przy lodówce jak ktoś jest w kuchni. Wtedy jak ktoś otworzy to magiczne urządzenie to ona szybko się pojawia, porywa mięso z dolnej półki i szybko połyka…

          Świr :D

  • Agnieszka

    Twó wpis zwalił mnie z nóg!! Napiszę, no muszę – a nie mówiłam! Cieszę się, że poszedłeś po rozum do głowy i … po prostu – masz psy. Bomba! Fajnie jest mieć psa dla czystej przyjemności posiafania psa – nieprwwdaż?! Pozdrawiam Was serdecznie, Agnieszka – zwykły człowiek ze zwykłym psem. 😁

    • :D Oczywiście nadal staramy się coś tam robić, ale bez spinania się :D