jak nauczyć psa chodzić na smyczy dzień 14

Jak nauczyć psa chodzić na smyczy – dzień 14

Zbliżamy się do półmetku naszego miesięcznego wyzwania. Idzie nam bardzo dobrze, a i Legion wydaje się zadowolona. Nadal wyrabiamy w psie taki nawyk chodzenia bliżej, wręcz przy nodze. Ogólnie chodzi o to, żeby na polecenie Legion szła bliżej, a po komendzie ”ok” może dopiero sobie dowolnie zwiedzać.

Dzisiaj zrobiliśmy dwa dłuższe spacery do parku, gdzie w trakcie drogi mocno trenowaliśmy. Legion teraz już nawet przy dłuższej trasie ładnie się trzyma – czasami się rozkojarzy jakimś krzaczkiem, ale to nic. Generalnie jednak się trzyma.

Trochę gorzej w nowych miejscach i na nowych trasach – tutaj musimy popracować nad generalizowaniem. Przy kotach i psach to wiadomo – zero posłuchu. To jest jednak temat na osobne szkolenie i za jednym spacerem takich rzeczy nie naprawimy niestety ;)

Tak czy inaczej – staramy się ogarnąć Legion tak, żeby była dobrym wzorem dla małego Leviego :)

  • moni.l

    „Generalnie rozwiązaniem (podobno) jest wypracowanie mocnego posłuchu u psa – na przykład wypracować bardzo dobry siad w każdej sytuacji i wymaganie wykonania tego polecenia kiedy zbliża się inny pies.”
    No musze się pochwalić, choć może za wcześnie, że Twoja rada z tym siadaniem i w ogóle metoda z rozdawaniem smakołyków zaczyna działać na mojego psa :) To znaczy robiłam do tej pory błąd, że tylko przywoływałam psa, dostawał smakołyk i z powrotem akcja i rozproszenie. A teraz stosuję podczas każdego spaceru oraz gdy widzimy psa metodę „do mnie”, potem „siad” i skupienie uwagi na mnie oraz pochwały/smaczki na zmianę. A następnie komenda „idziemy” i ruszamy w pełnym skupieniu na mnie. No i dzisiaj podczas pół godzinnego powrotu z wybiegu moja Nuka szła spokojnie obok mnie, minęłyśmy rozszczekanego jack russelka, obok przejechał chłopak na rozklekotanej hulajnodze i wszystko ok!! Dzięki za radę i w ogóle za opis postępów Legion. Więcej mi to dało niż pokazy behawiorystów z psami, które już wszystko potrafią.
    A, może komuś się przyda informacja, że na ciągnięcie na smyczy u nas bardziej niż zatrzymywanie i zmiana kierunku sprawdziła się metoda „na wspinaczkę” (czyli zatrzymujemy psa, gdy napręży smycz i powoli podchodzimy jakby wspinając się po smyczy i dopiero, gdy się z nim zrównamy, może ruszyć). Teraz wystarczy lekka korekta smyczą.

    • Super, że moja rada działa – szkoda tylko, że nie u nas :) Mimo wszystko warto cieszyć się z każdego, nawet najmniejszego sukcesu. Psy nie są złe z natury, po prostu potrzebują pomocy człowieka – nie robią nic złośliwie.

      Cieszę się naprawdę, że u Was to działa. Też musimy się zmotywować i zacząć lepiej nad tym pracować, bo cały czas odkładamy to na potem ;)