hodowcy psów

Hodowcy psów – dobrzy i źli

Dzisiaj porozmawiamy trochę o tym, jacy są hodowcy psów. Moim zdaniem wokół hodowli, stowarzyszeń oraz federacji kynologicznych dzieje się bardzo źle, a ludzie po prostu nie wiedzą, jak to naprawdę wygląda. Wpis napisany został na podstawie naszych doświadczeń z hodowcami, rozmów z innymi posiadaczami psów, rozmów ze szkoleniowcami, a nawet dyskusji z samymi hodowcami.

W natłoku biurokracji, wzorców ras, nowelizacji ustaw oraz innych zmian bardzo często można zapomnieć, że głównym obiektem zainteresowania powinny być psy. Niestety coraz częściej okazuje się, że są to jednak… pieniądze.

Kto co robi – rola hodowców psów

Najpierw zajmijmy się podstawami. Na trasie uzyskania psa rasowego mamy następujące punkty – hodowca -> związek kynologiczny krajowy -> międzynarodowa federacja kynologiczna.

Międzynarodowe federacje to np: FCI, UCI lub inne tego typu. Łączą one kilka lub kilkanaście Państw, które wszystkie razem mają dbać o dobro ras, którymi się zajmują. Te federacje w pocie czoła tworzą wzorce ras, prowadzą grube księgi, patronują międzynarodowym wystawom psów oraz generalnie zajmują się normowaniem wszystkiego, co mogą. Federacje te również ”zaklepują” sobie rasy i stwierdzają, które będą uznane, a które czeka rasowy ”czyściec”. Nie każda rasa jest uznawana przez każdą federację niestety. Dopiero jak ”fejm” psa się zgadza to często takie FCI ugina się i łaskawie podłącza rasę i jest ”spoko”.

Generalnie chodzi o to, że te federacje pełnią taką funkcję nadzorczą, ale globalną. Wymyślają rzeczy i przekazują je dalej – do krajowych związków. Krajowy związek to na przykład Związek Kynologiczny w Polsce, Związek Hodowców Psów Rasowych i inne organizacje działające pod oficjalną federacją. To najczęściej różni ”hodowlę” od ”pseudohodowli” – ta druga działa pod jakimś stowarzyszeniem (nierzadko zakładanym szybko i na kolanie) i nie ma wsparcia dużych federacji.

jak wybrać hodowlę psów

Związki te pełnią różne funkcje – dołączają hodowle do swoich spisów, organizują wystawy, kontrolują mioty, wystawiają różne pozwolenia (suka hodowlana/reproduktor) i generalnie robią biurokrację. Potem jest już hodowla – ona ma funkcję wykonawczą. Powinna zrobić to, co federacje i związki ustaliły. Owczarki Niemieckie mają mieć tyłki przy ziemi? Robi się szefie! Ogólnie hodowca powinien dbać, aby rasa była zgodna ze wzorcem. Czy jednak zawsze dobro psów stoi na pierwszym miejscu?

Hodowcy psów zazwyczaj są dobrymi ludźmi

Osobiście hodowców zawsze widziałem jako dobrych ludzi. W moim umyśle wyglądało to tak: Jakaś osoba miała dwa piękne psy, uwielbiała z nimi pracować, osiągała dobre rezultaty w wystawach i postanowiła założyć hodowlę. Psy były wspaniałe, więc szkoda byłoby nie przedłużyć ich fantastycznych genów. Hodowla była super – domowa, rodzinna, z wygodami. Szczeniaki sprzedawane są po normalnych cenach, ponieważ hodowca nie robi tego w celach zarobkowych – szuka więc dla nich dobrego domu, rozmawia z potencjalnym nabywcą i robi jakiś wywiad. Chce po prostu dla szczeniaków dobrze. Hodowca czuje jakieś powołanie i misje – dbanie o dobro rasy, którą się zajmuje.

I tak rzeczywiście jest w wielu przypadkach. Dzwoniąc po hodowcach, obserwując ich strony internetowe oraz facebook widać, że po prostu kochają psy, a sama hodowla to dla nich po prostu hobby, które pielęgnują. Jestem pewien (chcę tak myśleć przynajmniej), że każdy hodowca tak zaczynał. 

Generalnie rozmawiając z hodowcami często można mieć wrażenie, że szczeniaki są dla nich ważne. Czasami przyjmuje to dziwny obrót, gdzie zwrócenie uwagi hodowcy na jakiś temat skutkuje jego wybuchem i obrazą majestatu w stylu ”Tak? To ja Panu szczeniaka nie sprzedam”. Mam nadzieję, że jest to spowodowane troską o psy i pewnymi nerwami, a nie pewnymi dziwnymi wyobrażeniami o swojej osobie.  Ogółem zakup/sprzedaż szczeniaka to bardzo często stres dla obu stron – nie tylko dla nabywcy.

jak wybrać hodowlę psów porady

Pamiętam, że w zeszłym roku wstępnie chciałem zainteresować się hodowlami Owczarków Szwajcarskich. Jednego z hodowców zapytałem, czy jest możliwość odbioru szczeniaka w 10 tygodniu, a nie 8. Czytałem wtedy badania, że po 10 tygodniu szczeniak jest lepiej socjalizowany przez matkę i w 90% eliminuje to gryzienie przez malucha oraz inne problemy w rozwoju. Byłem ciekawy, więc zapytałem hodowcy. Jego odpowiedź była bardzo dziwna – pytał skąd takie pomysły i jak tak, to mi szczeniaka nie sprzeda.

Zaznaczam, że nie nalegałem na ten termin, po prostu zapytałem czy jest ewentualnie taka możliwość. Hodowcy psów są czasami dziwni :)

Hodowcy psów nie zawsze są kryształowi

Niestety jednak poza dobrymi hodowcami są też źli. Są to osoby, które w pewnym momencie zauważyły, że szczeniaki są drogie i dobrze się sprzedają. Jest to moment, kiedy człowiek zamiast psa zaczyna widzieć pieniądze.

Nie możemy się oszukiwać, że ktoś kto zajmuje się psami automatycznie jest dobrym człowiekiem. Pieniądze mogą zniszczyć każdego, a sprzedaż psów rasowych to spore kwoty. Wystarczy zobaczyć ceny niektórych ras – 4 000 – 6 000 zł za szczeniaka? To nie jest absurd, a realia.

Osobiście nie znam się na kosztach – wiem, że suka jest w ciąży ok. 2 miesiące, że wymaga opieki weterynarza, a szczeniaki trzeba wykarmić. Wiem też, że związki pobierają od hodowców jakieś kwoty od każdego miotu. Trzeba też zapłacić czasami reproduktorowi, jeżeli nie jest on naszym psem. Jednak czy rzeczywiście wychodzą z tego takie kwoty, czy niektórzy hodowcy po prostu chcą zarobić? Wielu hodowców do ceny szczeniąt dolicza ”koszty” wystaw i osiągnięć tytułów, które zdobyły ich psy. Teoretyczne powinni robić to dla siebie, a nie na koszt nabywców :)

Oczywiście rozumiem, że hodowla to cały czas biznes. Jednak firmę można prowadzić w sposób ludzki, a można również być tzw. januszem biznesu, który tylko liczy zarobione pieniądze. Nie twierdzę, że za pracę (a tym na pewno jest opieka nad stadkiem szczeniaków oraz ich matką) nie należy się płaca, ale czasami hodowcy żądają naprawdę absurdalnych kwot.

kupujemy szczeniaka jak wybrać hodowlę

Dam Wam przykład z życia. Poznałem niestety hodowcę, który w psach widzi tylko zarobek. Ma on razem 3 hodowle – dwie drogich psów oraz jedną kotów, które również nie uchodzą za tanie. Sprzedał on jednego szczeniaka, który niestety po pewnym czasie został zwrócony (problemy zdrowotne). Zwrot oczywiście bezpłatny, ponieważ w umowie zapisek o zakazie odsprzedaży oraz zapisek o prawie pierwszeństwa hodowcy w przypadku chęci oddania psa. Co teraz robi ten hodowca?

Szuka kupca w celu ponownej sprzedaży psa. Ewentualnie może go oddać na tzw. warunek, gdzie zastrzega sobie prawo do 2 szczeniaków z miotu przyszłego hodowcy. Czyli chce dwa razy zarobić na tym samym psie lub dostać dwa szczeniaki do dalszej odsprzedaży. Kiedy zwróciłem mu uwagę, że chyba nie jest to do końca etyczne zachowanie to skomentował to w ten sposób ”nie jestem instytucją charytatywną”. To idealnie podsumowuje jakim typem ludzi są tacy hodowcy.

Czy etyczna jest sprzedaż drugi raz szczeniaka, który z jakiegoś powodu trafia do nas od właściciela? Zapytałem na jednym z for i  niektórzy hodowcy niestety odpowiedzieli, że tak – takie zachowanie jest ich zdaniem etyczne. A jak umowa się komuś nie podoba to nikt nie zmusza podpisywać. Nie chce mi się w takie coś wierzyć – może ja mam inny poziom moralności, ale nie uważam, żeby zarabianie dwa razy na psie było w porządku. Jeżeli hodowca nie ma możliwości zająć się psem to powinien pozwolić poprzedniemu właścicielowi samodzielnie znaleźć mu nowy dom, a nie odbierać szczeniaka w celach zarobkowych.

Umowa, umowa i jeszcze raz umowa

Ostatnio pisałem na blogu o podpisywaniu umowy z hodowcą. Niedawno poruszyłem ten temat również na jednym z for, gdzie odzew naprawdę mnie przeraził. Wyraziłem tylko swoje zastanowienie, czy wszystkie zapiski na umowach są zgodne z prawem, a większość hodowców zareagowała bardzo agresywnie. Ogólnie były dwa argumentu: ”jak ci się nie podoba to nie podpisuj” oraz ”wszystkie zapiski są spowodowane troską o szczeniaka”. Czy na pewno tak jest?

Mnie najbardziej zastanawiają 3 legendarne zapiski w umowach hodowców psów:

  • zakaz odsprzedaży
  • prawo pierwszeństwa
  • klauzula, że wszelkie wady niewidoczne w momencie odbierania psa nie będą podstawą do roszczeń wobec hodowcy

I teraz rozumiem oczywiście, że dla troskliwego hodowcy ważne jest, aby nabywca nie sprzedawał dalej szczeniaka lub nie oddał go do złego domu. Rozumiem, że niektóre zapiski mają wyłącznie na celu ochronę małego psiaka. Tak jest wyłącznie w przypadku dobrego, troskliwego hodowcy psów.

hodowcy psów jacy są

Jednak jest i druga strona medalu – takie zapiski mogą zostać wykorzystane przez nieodpowiedniego hodowcę do zarabiania. Wyobraźmy sobie taką sytuację – kupujemy szczeniaka, ale z jakiegoś powodu nie możemy go zostawić. Mieliśmy wypadek, straciliśmy pracę, jakakolwiek zła sytuacja losowa. Kochamy malucha, ale po prostu nie możemy. Chcemy go oddać dobrym znajomym, aby oni zajęli się psem, a jednocześnie my będziemy mogli go czasem odwiedzać.

Niefortunnie opublikowaliśmy jakąś informację na facebook i hodowca to zobaczył. Zasłania się umową i odbiera nam szczeniaka w jakiś dziwny sposób (to sytuacja teoretyczna, nie wgłębiajmy się). Następnie po prostu sprzedaje tego szczeniaka ponownie. Horror, prawda?

Chcę po prostu pokazać, że te same narzędzia mogą mieć różne zastosowanie w zależności od tego kto je stosuje. Dobry hodowca broni szczeniaka, ale zły może w ten sposób działać na szkodę nabywcy, czyli prawowitego właściciela malucha.

Zastanawia mnie też, że często ci ”troskliwi” hodowcy jednocześnie zawierają w swoich umowach klauzulę, że niewidoczne wady nie mogą stanowić podstawy do roszczeń lub zwrotu szczeniaka. Czyli rozumiem, że jak nabywca chce oddać szczeniaka to wtedy hodowca się troszczy. Jednak jeżeli właściciel ma problem ze swoim szczeniakiem to hodowca nie chce nic o tym wiedzieć? Wybierając dobrego hodowcę nie musimy się o to obawiać – my też takie zapiski mieliśmy, ale w razie problemów zawsze mieliśmy możliwość porozmawiania z hodowcą. Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie sytuację, że druga strona mówi ”Widzisz umowę? To radź sobie sam!”.

Martwi mnie, że niektórzy hodowcy tak dziwnie reagują na wszelkie pytania odnośnie prawomocności lub zasadności tego typu zapisków. Uważam, że wielu hodowców to prawdziwe cwaniaki, które w tym biznesie czują się bardzo dobrze i w żaden sposób nie chcą, aby ktoś zakłócił ten wypracowany spokój w sprzedaży psów. Wydaje mi się, że osoba uczciwa jest w stanie logicznie wytłumaczyć pewne zapisku w umowie. Na forach jednak ”grupki adoracji” trzymają się mocno i reagują agresywnie na niewygodne pytania.

Argument ”nie podoba się to nie podpisuj” również jest idiotyczny. Prawie każdy hodowca stosuje takie zapiski bo pewnie mają wzór umowy z podobnego źródła. Na ten moment ”rynek” psów wygląda tak, że hodowcy uważają, że tylko oni mają prawa, a nabywca ma tylko się na nie zgodzić to łaskawie dostanie szczeniaka. Bardzo nie podoba mi się takie podejście. W ogóle często można zobaczyć, że hodowcy czują się górą – oni wymagają, chcą informacji (niektórzy najchętniej robiliby wizytację w domu oraz chcieliby mieć wgląd w sprawozdania finansowe z ostatnich 5 lat).

Generalnie wydaje mi się, że wielu hodowców psów tworzy toksyczne społeczności, gdzie oczerniają wszystkie hodowle, które lekko odbiegają od zamysłu większości. Wystarczy, że ktoś wybije się z tłumu i zacznie sprzedawać szczeniaki trochę taniej, a od razu znajdą się osoby, które chętnie podzielą się ”ploteczkami” o tym, jaka ta hodowla jest zła. Na jednym z for niejako rzucono się na mnie, że wybierając hodowlę Leviego niby nie kierowaliśmy się renomą hodowli – rzucono również kilka plotek, które ostatecznie okazały się kłamstwami. Niestety nie każda hodowla ma parcie medialne i umiejętności, aby zaistnieć w społeczności rasy – wiele hodowli to kameralne, domowe przedsięwzięcia, ale są łatwym celem do napastowania na forach.

wystawy z psem

O co chodziło z hodowlą Leviego? Ktoś gdzieś słyszał, że ta hodowla współpracowała kiedyś z inną hodowlą, która podobno (tak ktoś słyszał) mieszała husky z samoyedami i ogólnie syf tam i w ogóle ”Panie taki syf”. Kiedy poprosiłem o więcej informacji to oczywiście zaczęło się wykręcanie, że ”to w internecie jest, znajdź sobie” (nie znalazłem) lub ”a tak słyszałem tylko – nie wiem od kogo, ale to prawda!” (raczej nie była to prawda). Tak wyglądają plotki proszę Państwa :) Niestety w mniej popularnych rasach kółka wzajemnej adoracji mają się mocno i wiele osób na siłę stara się oczerniać innych.

Im bardziej niszowa rasa tym większa ”konkurencja” i agresja wśród hodowców. Tak przynajmniej mi się wydaje.

Pseudohodowla?

Od kilku lat bardzo modny stał się temat tzw. pseudohodowli. Generalnie z jakiegoś głupiego powodu można mieć wrażenie, że ludzie traktują tak każdą hodowlę spoza ZKwP. Prawda jest taka, że nie ma oficjalnie czegoś takiego jak pseudohodowla. W 2012 roku weszła nowa ustawa, które zabrania sprzedaży zwierząt poza hodowlą. Możemy mówić więc o hodowli lub o nielegalnej sprzedaży zwierząt.

Oznacza to, że każdy sprzedawany pies musi należeć do hodowli. W związku z tym, że nie tak łatwo dołączyć do związków kynologicznych to wiele osób po prostu założyło własne hodowle pod jakimś stowarzyszeniem. Założenie stowarzyszenia nie jest takie trudne, więc cała czynność jest prostsza niż dołączenie do ZKwP lub ZHPR. I właśnie takie hodowle określane są często mianem ”pseudo”, chociaż ich istnienie jest całkowicie legalne.

psi behawiorysta jak wybrać

Jednak wielu hodowców odłączyło się od związków i federacji w ramach pewnego buntu i pokazania, że praca związku im się nie podoba, a nakładane koszty są bezpodstawne. Nie jest więc tak, że każda hodowla spoza oficjalnych związków kynologicznych jest zła.

Można znaleźć wspaniałe hodowle zarówno w ZKwP, ZHPR lub ”pseudo”. Jednocześnie w każdej organizacji można znaleźć również hodowców złych, którzy traktują zwierzęta tylko i wyłącznie w celu produkcji szczeniaków.

Ostatnio widziałem ogłoszenie, gdzie hodowca sprzedaje sukę w wieku 7 lat. Dlaczego w tym wieku? Ponieważ wtedy zgodnie z regulaminem ZKwP dana suka nie powinna już mieć potomstwa. Jak można określić człowieka, który sprzedaje psa od razu w momencie, kiedy przestaje przynosić dochody? Jak można żyć 7 lat z psem i oddać go tylko dlatego, że nie można już sprzedawać miotów?

Czym jest więc pseudohodowla? Definicji jest wiele, a każda różni się w zależności od blogera, forum lub danej społeczności. Dla niektórych będą to wszystkie hodowle spoza ZKwP (głupota). Natomiast większość zgadza się, ze pseudohodowla to po prostu hodowla, która nie zapewnia psom odpowiednich warunków, a właściciele nie mają odpowiedniej wiedzy i umiejętności. Mowa tu więc o masowym rozmnażaniu suk, odrażających warunkach sanitarnych, ale również o rozmnażaniu nieidealnych zwierząt. Tego typy hodowle można znaleźć wszędzie – zarówno w ZKwP, jak i poza tą organizacją.

Jacy są hodowcy psów?

Absolutnie nie chcę tu krytykować pasjonatów, miłośników oraz prawdziwych hodowców psów. Chcę po prostu pokazać, że nie każdy hodowca jest wspaniałym człowiekiem.

Na świecie żyją różni ludzie i to, że ktoś jest hodowcą psów nie oznacza automatycznie, że je kocha. Sprzedaż psów to dla niektórych po prostu biznes i tu liczą się tylko pieniądze. Oczywiście są również wspaniałe osoby, które kochają psy, ale warto zauważyć, że źli hodowcy psów to nie są pojedyncze przypadki.

Federacje trzęsą dupami i nie wprowadzają śmiałych zmian właśnie dlatego, że boją się lobby hodowców, którzy pilnują swoich interesów. To często oni hamują różne zmiany, ponieważ dostosowanie się do nich oznaczałoby stratę części dochodów.

pierwszy miesiąc ze szczeniakiem Levi

Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że wyżywam się teraz na hodowlach, ponieważ tak nie jest. Chcę po prostu zwrócić uwagę, że hodowcę trzeba sobie wybrać. Zawsze pytajmy, zadawajmy pytania, prośmy o dokumenty i badania. Jeżeli hodowca coś kręci to spieprzajmy po prostu i nie zawracajmy sobie głowy. Szczeniaki są cudowne, ale nie powinniśmy wspierać fabryk psów, którym zależy tylko i wyłącznie na kasie.

Osobiście wolę małe, rodzinne hodowle, gdzie wszystkie psy żyją razem z domownikami. Jeżeli widzę, że jakiś hodowca ma 3-4 rasy w jednym momencie to zapala mi się lampka ostrzegawcza. Można kochać psy, ale kilka hodowli jednocześnie? Brzmi jak przesada? Brzmi jak dobry biznes.

Hodowcy psów – podsumowanie

Podsumowując – mamy dobrych hodowców, którzy naprawdę kochają swoje psy i chcą dla nich jak najlepiej. Czasami są dziwni, czasami przesadzają, ale po prostu dbają o swoje zwierzaki.

Są jednak również hodowcy psów, którzy znaleźli w tym swój sposób na życie oraz zarobek. Nie ma znaczenia czy hodowla jest pod ZKwP, ZHPR, jest pseudo czy należy do jakiejkolwiek innej federacji lub organizacji. Wszędzie można znaleźć ”czarne owce”. Trzeba się ich wystrzegać i przede wszystkim informować o nich innych. Mówić, że nie wszystko jest super i tęczowe. Decydując się na psa powinniśmy przede wszystkim sprawdzić hodowlę, a nie do jakiego związku należy. Kierujmy się rozmową z hodowcą, psami, opiniami, a nie nazwą federacji :)

pies w sylwestra wybuchy

Bo kiedy hodowca widzi w swoich psach pieniądze, a nie ukochane zwierzaki to znaczy, że jest po prostu źle. Na ten moment nie widzę za bardzo możliwości naprawy systemu jakim są hodowle oraz federacje. Ich toksyczna współpraca wypacza po prostu wiele ras psów i nikt nie wie jak to zatrzymać. Wystarczy zobaczyć jak wyglądają teraz ”top” Owczarki Niemieckie, championy w swojej klasie. Wyglądają po prostu obrzydliwie – upośledzone stworzenia bez jakiejkolwiek koordynacji ruchowej. Niestety nie wszyscy hodowcy psów chcą zauważyć problem i coś z nim zrobić.

”Co nas obchodzi jak wyglądają championy” – ktoś mógłby zakrzyknąć. Pewnie, że nas bezpośrednio to nie dotyczy, ale najwyżej oceniane psy są ”wzorem” dla hodowców – teoretycznym ideałem, do którego trzeba dążyć. Wystarczy zobaczyć co się stało na Crufts 2016 w rasie ”Owczarek Niemiecki” – polecam ten artykuł.

Bardzo polecam zawsze poznać hodowcę, zanim zdecydujemy się na jego psy – nie wierzmy ślepo w ZKwP, ponieważ to stowarzyszenie nam nie pomoże w razie problemów. Hodowcy psów powinni dążyć do tego, aby pokazać siebie i swoje psy z jak najlepszej strony. Za dużo osób na dźwięk słowa ”Związek Kynologiczny w Polsce” dostaje udaru i przestaje myśleć bo ”przecież to ZKwP, więc musi być super”. Zawsze sprawdzajmy, czytajmy i rozmawiajmy. Nie chcę promować pseudohodowli – po prostu na ZKwP świat kynologiczny się nie kończy.

A jakie Wy macie doświadczenia z hodowcami i hodowlami? Podzielcie się przemyśleniami w komentarzach :)

  • Moi rodzice hodują i co nieco o hodowcach wiem od kuchni. Trochę odcięłam się od tematu, niemniej, wiadomo, będąc w domu, w którym jest ileś psów, co chwilę szczeniaki i wyjazdy na wystawy trudno w pełni to „olać”. Nawet zeszłoroczne urodziny spędzałam na jakiejś zagranicznej klubówce: nawet nie wiedziałam, że rodzice zaplanowali z innymi tort dla mnie i jakaś szycha z głównego zarządu FCI składała mi życzenia, o czym dowiedziałam się po fakcie XD
    Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że NIE DA się prowadzić hodowli, nie myśląc o pieniądzach, zwłaszcza tej średniej/dużej – ktoś za karmę zapłacić musi, wystawy kosztują (2-3k na weekend? To norma. I nie, tego nie robi się do końca dla siebie… hodowla, która się nie wystawia nie istnieje w towarzystwie hodowców i nic nie znaczy…), wszystkie akcesoria są drogie, wychowanie szczeniaka też tanie nie jest… ktoś, kto ma 2-3 psy może kwestie funduszy olać, osoba z większą ilością zwierząt nie. A by stworzyć linie hodowlaną trudno jest mieć tylko te kilka „sztuk”. Dlatego grunt, to znalezienie dobrej równowagi między zwierzakiem-pupilem, a zwierzakiem-towarem, co akurat nie każdemu wychodzi, bo to i proste nie jest.
    Wiem, że w naszym przypadku zostawienie szczeniaka dłużej nie jest problemem (zdarza się, że np. ludzie chcą odebrać psa po wyjeździe wakacyjnym, albo po świętach), tylko wtedy już za szczepienia płaci właściciel zazwyczaj. Aczkolwiek nie powiedziałabym, że to poprawnie wpłynie na psychike psów. W przypadku hodowli moich rodziców, już średniej, suka zwykle po 6-7 tygodniu do szczeniaków tylko zagląda: gdy szczeniak zaczyna sukę gryźć, ta od niego po prostu ucieka i nie chce go widzieć z reguły XD Nie każda, ale większość.
    Nie znam cen ras na rynku obecnie (moi rodzice się orientują i to też tylko w cenach swojej rasy), ale po pierwsze, 4-5k za psa to norma, jeśli się bierze zwierzaka do hodowli w przypadku naszej rasy (gdzieś tyle kosztowały nas piesły z Włoch, jak się doliczy całą wycieczkę wychodzi nawet ok. 10k XD), także mnie ta cena nie przeraża. Nie wiem o jakich rasach w Polsce mówisz, ale weź poprawkę, że niektóre takie ceny są uzasadnione. Rasy miniaturowe rodzą po 1-4 szczeniaki i to sprawia, że kosztują więcej, czasem sporo więcej. Niektóre są też po prostu rzadkie, sprowadzane z zagranicy, bo w Polsce nie było dobrych, albo nie było wcale psów tej rasy. A psy kupowane za granicą są drogie.
    Zakaz odsprzedaży jest głupotą, prawo pierwszeństwa odkupienia jest stosowane też np. w przypadku koni (tam się lepiej sprawdza, jeśli np. sprzedajemy sportowego konia) i uznaje go za normę. My chyba tego w umowie nie mamy, ale wiem, że zwykle jest to kwestia dogadania się po prostu no.
    Klauzura też jest istotna, bo już nam się zdarzało, że ludzie robili burdy o coś, co było ich winą, a co zrzucali na nas. Niemniej, mimo umowy wiem, że u mnie da się zawsze dogadać no i hodowca jest po to, by zawsze pomóc w miarę możliwości. Zwłaszcza, że weterynarze też często pierdolą bzdury niestety…
    Toksyczne społeczności to akurat niestety fakt… do dziś pamiętam sytuacje w której pewna osoba A zawsze wypowiadała się na temat osoby B, by po śmierci osoby B jako pierwsza publicznie informować, że jest jej smutno…
    Pseudohodowle zwykle rozumie się jako każdą hodowlę, która nie jest w FCI, a mierząc je w ten sposób popełnia się wielki błąd: oni też muszą dbać o jakość „towaru”, by utrzymać się na rynku, inaczej szybko zbankrutują. Dla mnie pseudohodowla to po prostu ta hodowla, która źle traktuje psy, a nie ta, która nie jest zapisana do tegoż związku, który tak na marginesie jest jedyną, ale dość kiepską alternatywą międzynarodową ;/

    • I widzisz – Ty masz całkiem dobre podejście i dlatego tak ważne jest, aby dobrze poznać swojego hodowcę :) Twoi rodzice jak wnioskuję z komentarza prowadzą całkiem przyjemną hodowlę i super. Jednak jak na pewno sama wiesz – jest sporo hodowli, które wcale ok nie są :) Wy pomożecie w razie problemów, ale nie każdy hodowca jest taki chętny do udzielania informacji.

      Wydaje mi się, że każdy rozumie, że prowadząc hodowlę kwestie finansowe są ważne. Tak jak napisałaś – trzeba psy karmić, wychować i tak dalej. Jednak problem zaczyna się wtedy, kiedy hodowli zależy tylko i wyłącznie na pieniądzach. Tanie karmy, okropne warunki, zero wychowania, a ceny jak najwyższe, aby sprzedać.

      Zgodzę się również z Twoją definicją pseudohodowli. Również uważam, że to taka, która źle traktuje swoje psy i nie zapewnia im odpowiednich warunków. I nie ma znaczenia czy to FCI czy ”Klub Mydła i Powidła” :)

  • Osobiście staram się nigdy nie oceniać tego, jaką ktoś ustala sobie cenę za szczeniaka. Pewnie dlatego, że sama jestem w stanie zapłacić naprawdę dużo za wymarzonego psa w dokładnie takim typie, jakiego szukam. Są hodowle lepsze i gorsze, bardziej i mniej renomowane – nic z tego nie zmieni. Nie mam też nic przeciwko temu, by hodowca na hodowli zarabiał. O ile tylko ma do tego podstawy :).
    Do tego – stety czy niestety – zgadzam się z hodowcami, którzy mają podejście typu „jak ci się coś nie podoba, to kup szczeniaka gdzie indziej”. Pomijając nieliczne wyjątki, mamy w kraju przynajmniej kilka hodowli danej rasy. Nie wspominając nawet o możliwości importu psa z zagranicznej hodowli. Można szukać hodowli, która będzie odpowiadać nam w 100%.
    Dlatego popieram wszelkie zapisy w umowie, które ograniczają nieco samowolkę właścicieli w podstawowych sprawach (a do takich zaliczam właśnie zakaz odsprzedaży, prawo pierwszeństwa i tak dalej). Kurczę, gdybym była hodowcą, to wzięłabym przykład z nielicznych hodowli i umieszczała w każdej umowie nawet zalecenia dotyczące żywienia psa – może dobrze, że nie mam aktualnie na hodowlę warunków ;).

    • Oczywiście każdy ma swoje zdanie. Osobiście jednak nie jestem zwolennikiem sztucznego windowania cen szczeniaków, a również nie mam zakładam ograniczeń finansowych jeśli chodzi o psy. Pominę już fakt, że porozumienia odnośnie cen są nielegalne, a jednak wiele hodowli to robi :) Również nie mam nic przeciwko temu, żeby hodowca zarabiał – niech zarabia, ale tak jak napisałaś – musi mieć do tego podstawy.

      Odnośnie umów to tak jak napisałem – 99% hodowli ma taką samą konstrukcję umowy i się jej trzyma. Mnie takie stanowisko odpycha i tyle. Większość firm dorosło już do pewnej kultury kontaktu z klientami. Nie powinno być też tak, że na różne pytania i wątpliwości stosuje się tego typu argument, ale to oczywiście moje zdanie.

      Odnośnie ostatniego to ja zawsze jestem za pewnym kompromisem. Hodowca nie powinien w umowie zakładać, że nabywca to bandyta. Umowa nigdy nie powinna być jednostronna – powinna zabezpieczać interesy obu stron. I takie postępowanie jest fair. Maksymalne ograniczanie praw nabywcy wraz ze stosowaniem wielu furtek dla sprzedawcy nie jest fair moim zdaniem :)

      Dla mnie podejście hodowcy do nabywcy jest wyznacznikiem jego podejścia do psów. Jeśli odmawia tłumaczenia pewnych spraw, naciska na kwoty, pojawiają się argumenty typu ”no takie ładne szczeniaki muszą kosztować” lub ”nie jestem instytucją charytatywną” to jest to dla mnie pewien znak, że chyba jednak forsa jest tu najważniejsza. I nawet jeśli to byłby najpiękniejszy pies na świecie to ja osobiście takich biznesów wspierać nie zamierzam. Większość hodowców na szczęście ma normalne podejście – potrafią pogadać, wytłumaczyć, poprawić umowę jeśli brzmi głupio i naprawdę nie ma problemu. Życzę każdemu znalezienia dobrego hodowcy :)

      • Odpowiadając od końca:
        Okej, dotarło do mnie, że mówimy trochę o dwóch różnych rzeczach – przynajmniej w jednej kwestii. Jasne, jeżeli hodowca nie potrafi wyjaśnić najprostszych spraw i generalnie w zawoalowany sposób mówi osobie zainteresowanej szczeniakiem, że ma „wypie…”, to coś jest nie tak. Mi chodziło bardziej o to, że hodowca ma prawo umieścić co mu się podoba w umowie, a klient-przyszły właściciel może po zapoznaniu się z nią podjąć decyzję o tym, czy przedstawione warunki mu odpowiadają. Jeżeli nie, to droga wolna, można szukać innego hodowcy i innego miotu :).

        Hm, niby tak. Tylko że my patrzymy na sprawę z naszego punktu widzenia, czyli osób generalnie uczciwych i odpowiedzialnych (przynajmniej pod psim względem). A hodowla to specyficzny biznes, bo mowa o handlu żywym stworzeniem. Więc jednak osobiście wolę, by hodowca zabezpieczył szczeniaka w każdy możliwy sposób w razie gdyby nabywca okazał się jednak niezbyt fajnym gościem, niż gdyby pies miał później cierpieć. Inna sprawa, że należałoby zachować podstawowe zasady kultury :).

        Z tymi podstawami… Dobrze, gdy hodowca jest w stanie samodzielnie szczerze „wycenić” swoje psy, szczeniaki i włożoną w nich pracę. Ale z drugiej strony to właśnie nabywcy mają w tej kwestii dużą „władzę” – bo to oni koniec końców decydują o tym, która hodowla się utrzyma, która otrzyma status renomowanej, a o której słuch zaginie – której niestety często nie wykorzystują – bo wielu z nich to początkujący właściciele.

        • Myślę, że każdy ma trochę inne podejście. Nie mówię, że chcę być traktowany wyjątkowo, ale jednak jestem teoretycznie klientem i mam prawo oczekiwać normalnej obsługi. Wystarczy trochę dobrej woli i wszystko da się załatwić w sposób przyjazny.

          Po prostu nie godzę się na takie traktowanie, że pytając o szczeniaka czuję się jakby robiono ze mnie bandytę :)

  • kalyna

    Ostatnio pooglądałam sobie ceny szczeniaków różnych ras i mnie to trochę przeraziło.Fakt, że ostatnio orientowałam się w temacie jakiś czas temu, ale żeby przez raptem 3-4 lata, aż tak poszły w górę to byłam w szoku. To potem się nie dziwię, że ludzie biorą psy z stowarzyszeń, w końcu nie każdego stać, aby wydać tyle pieniędzy na szczeniaka.
    Obecnie nie jestem w stanie stwierdzić ile mogę maksymalnie dać za psa, ale nie są to na pewno kwoty rynkowe. No i kontakt z potencjalnym klientem też to miłych nie należy, także ostatnim czasy odechciało mi się. Kolejny raz się zniechęciłam. Toteż tym dziwniejsze jest to, że niektórzy właściciele psów z pseudo, czyli mają jednego pieska i go rozmnażają są o wiele milsi, bo chcąc nie chcąc i takich znam.
    Dla mnie najgorszy jest argument, że jak kogoś nie stać na wydanie kilku tysięcy za szczeniaka to nie będzie go stać na leczenie. I zastanawiam się czy to na prawdę piszą miłośnicy psów. Jakby leczenie kundelka było za darmo lub nikt by go nie leczył, bo za drogo. I największe dla mnie jest niezrozumienie, że jak ktoś napisze, że hodowla jest dochodowa to jest wielkie oburzenie.
    Z drugiej strony, płacąc tak dużo pieniędzy za psa, też mogę mieć jakieś wymagania, a nie robiąc łaskę, że w ogóle tego psa kupię,a takie odnoszę wrażenie.
    Nooo to trochu się wyżaliłam ^_^
    Może zmieni mi się pogląd za jakiś czas, zobaczymy ;)

    • Wiele osób by teraz rzuciło argument ”jak nie stać Cię na szczeniaka to jak chcesz go wychować? Przecież wszystko kosztuje”. Tak, kosztuje, ale nie 6 000 zł od razu :) Kwestia leczenia również się pojawia. Jednak łatwiej wydać 300-400 zł/ miesięcznie niż wydać gotówkę od razu.

      Ja mam właśnie też taki żal, że szukam szczeniaka za kilka tysięcy, a wielu hodowców traktowało mnie jakbym chciał go na rzeź. Wielu zadaje bardzo szczegółowe pytania, niektórzy to najchętniej robiliby kartkówkę z wiedzy o rasie :) Mieliśmy kiedyś wizytację o DT i nawet tam tak trudno nie było.

      Oczywiście każdy robi po swojemu – widocznie ludzie się godzą na takie traktowanie, skoro cały czas tak się robi.

      • kalyna

        Nie wiem co ten pies musiałby jeść i na jakie szkolenia musiałabym z nim pędzić, aby w końcu wydać na niego te 6 tysięcy ;) Baaa a 6 tysięcy to już można psa wyszkolić do IPO i jeszcze zostanie (czytałam podliczenia osób, które psy szkolą). Leczenie to w ogóle dla mnie drażliwy temat, bo mój kundel miał guza mózgu i był leczony i jakoś nikt nie patrzył na koszty. A dostałam go za czekoladę, więc pewnie nie powinnam go leczyć za tyle hajsów… porażką jest dla mnie takie tłumaczenie, nie wspominając, że biorąc rodowodowego psa, po przebadanych rodzicach, raczej powinno się niwelować ryzyko choroby. A nie z góry zakładać, jakie kosztowne może być leczenie takiego psa.

        No właśnie, my psi zapaleńcy mamy problem, aby być dobrze potraktowanym, a przecież mamy wiedzę minimum podstawową. To co z osobami, które są totalnymi laikami w psim świecie i to ma być ich pierwszy pies.

        No dokładnie :( jeszcze wiele wody musi upłynąć zanim coś zacznie się zmieniać.

        A z innej strony, jest oburzenie, jak to człowiek może pytać na wstępie o m.in. cenę szczeniaka :P

        • Ja akurat jestem w stanie zrozumieć koszty – jak ktoś robi naprawdę dużo z psem to szybko się uzbiera. My z Legion już dawno przekroczyliśmy ten limit :D Nie rozumiem jednak dlaczego nabywcy mieliby to sponsorować hodowcy.

          Jeśli hodowca chce szkolić psa i wystawiać (bo np: chce tytuł) to powinien robić to dla siebie i tyle :) Co do ceny to właśnie też jest problem – nauczyłem się, że nie wolno pytać o cenę, bo to takie ”faux pas” w światku hodowlanym. Najpierw trzeba trochę pogadać :)

  • moni.l

    Nie mam doświadczenia w sprawach z hodowcami, bo nie doszłam do tego etapu. Znalazłam na olx ogłoszenie, że szczeniak potrzebuje pomocy, bo zginie (faktycznie okazało się to realnym zagrożeniem) i to był koniec szukania:) Ale przejrzałam ogłoszenia, żeby zobaczyć co i jak i moje wnioski: 1. mnóstwo ogłoszeń hodowli, pieski za kilka tysięcy, rezerwacja miotów – a ogłaszają się na olx? Coś tu nie gra. 2 Mnóstwo ogłoszeń, pieski za kilkaset zł, ale bez rodowodu, hmm… 3 Reszta ogłoszeń, pieski za kilkaset zł, ale hodowla nie w FCI. Tez dziwnie, bo jeśli dobra hodowla, tyle że nie w FCI, a psy zbyt tanie, to jednak może pseudohodowla. Potem poczytałam o umowach, postanowiłam szukać nie przez ogłoszenie, ale przez hodowle, ale po kilku telefonach i odpowiedziach, że miotu nie będzie, że zarezerwowane, że w przyszłym roku, dałam sobie spokój. Chodziło mi o setera tym razem, ale szukałam kiedyś hodowli pudli średnich, wtedy w Polsce była chyba tylko jedna i trudno było o szczeniaka. To nie na moje nerwy. Jest dużo innych psów, które potrzebują domu. Rozumiem, że ktoś chce konkretną rasę, o konkretnym wyglądzie i cechach, ale mnie aż tak na tym nie zależało, więc uratowałam kundelka :)

    • Muszę się zgodzić, że nie jest wcale łatwo znaleźć dobrą hodowlę. Szczególnie, że teraz mnóstwo ogłoszeń na portalach typu olx, allegro itd.

      Tak jak napisałaś, jeśli ktoś nie oczekuje konkretnej rasy i jej cech to potrzebujące kundelki to super opcja :)

  • Małgorzata Chudy

    Za pseudo hodowle powinno się uznać tez takie przypadki jak celowe namnażanie czystych kundelków. Sama znałam kobietę, która miała psa i suczkę kundelki, które specjalnie dobrane były do pary. Dbała o nie, miały jedzenie i posłanie oraz możliwość swobodnego rozmnażania. Ta pani musiała przerwać na jakiś czas swoją działalność ze względu czasowego braku czasu i wtedy szczeniaków nie było. Do momentu, kiedy czas znów się pojawił, suczka utraciła zdolność rozrodu i ta pani strasznie z tego powodu ubolewała. Oczywiście przy tej działalności nie liczyło się, że tych psów dosłownie nikt nie chciał. Ważne było tylko to, aby regularnie pojawiały się ciągle nowe i nowe.

    • Trudna sprawa – w ogóle moim zdaniem powinno być w pewien sposób karane rozmnażanie psów poza działalnością gospodarczą. Jednak trudno to zrobić – wiele osób po prostu puszcza swojego psa po osiedlu i jak są z tego szczeniaki to ”pech” i tyle.

      Nie mam pojęcia jak mogłoby to być kontrolowane…

      • Małgorzata Chudy

        Moim zdaniem też. Oczywiście wtedy schroniska też powinny by być, bo zawsze trafiłby się pies co miał pecha i potrzebował pomocy, ale było by ich mało i można byłoby im zapewnić lepszą opiekę i lepsze przygotowanie do adopcji. Nie wierze w taką gadkę gdzie schroniska przedstawia się jako zło wcielone i tak dalej. Ale to niestety taka utopia, bo ludzie są jacy są, sensowne przepisy tez trudno ułożyć i przede wszystkim komuś musi zależeć, aby powstały.

        Ja tez nie. Ale denerwuje mnie jak niektórzy wprost chwalą się, że oni stale te szczeniaki mają. A najlepszy numer jak dają komuś psa w pudełku, bo jest tak zdziczały, że nie da się wziąć na ręce.

        • Nic nie poradzimy – możemy tylko liczyć, że debile wyginą i będzie lepiej ;)

          • Małgorzata Chudy

            W jednym zdaniu istota rzeczy.