hodowcy psów

HateON #5 – kiedy hodowca psów jest dupkiem

Dzisiaj prawdziwa gównoburza! Kilka dni temu pod wpisem Umowa z hodowcą psów pojawił się komentarz Aurelii, która ma ogromny problem ze swoim hodowcą. To, co tam się wyprawia to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą spotkać psiarza.

Wyobraźmy sobie sytuację, że czekamy na swojego wymarzonego psiaka lub nawet po prostu jedziemy zobaczyć do hodowcy i akurat jeden maluch totalnie nas zauroczy. I jesteśmy pełni takich pozytywnych emocji, nie możemy się doczekać, żeby wziąć psiaka już do domu. Hodowca podsuwa nam jakiś papierek, który podpisujemy bez czytania, a nawet jak czytamy i coś dopytujemy to dostajemy tylko takie uśmieszki ”a to taki standard, Państwo się tym nie przejmują, będzie super”. I dopiero po jakimś czasie okazuje się, że nie jest super, a jest problem.

hodowcy psów 2

Z hodowcą Leviego mamy całkiem dobry kontakt – piszemy od czasu do czasu i jest ok :)

Oczywiście wszyscy dobrze wiemy, że umowy powinniśmy czytać, a jeśli się z nimi nie zgadzamy to nie powinniśmy podpisywać, ale są takie typy zakupów, gdzie podchodzimy do całości bardzo emocjonalnie. I wielu hodowców okropnie wykorzystuje nasze uczucia.

Jednak do rzeczy – Aurelia podpisała taką umowę, że tylko usiąść i zapłakać, naprawdę. Hodowca ułożył wszystko tak, że może mieć wpływ na każdy element życia psiaka. Przede wszystkim zabrania, absolutnie zabrania (pod groźbą kary i odebrania psa) publikowania jakichkolwiek informacji związanych ze zdrowiem psa. Właścicielka również została zobowiązana, aby tylko i wyłącznie u hodowcy dokonywać zabiegów pielęgnacyjnych. To swoją drogą ostateczny poziom Janusza Biznesu. Sprzedawać ludziom szczeniaki i jeszcze ”załatwić” sobie regularnych klientów swojego salonu groomerskiego.

Hodowca domaga się również regularnych informacji o życiu psa, zdjęć, a nawet zastrzega sobie możliwość wizytacji w domu nabywcy w celu sprawdzenia warunków mieszkaniowych. Oczywiście jakikolwiek brak dostosowania się może skutkować pozbawieniem przyjaciela.

Chyba nic bardziej mnie nie wkurza niż właśnie takie cwaniaki żerujące na ludzkich emocjach. Ja dobrze wiem, że trzeba umowy czytać, ale jednak zakup psa to nie jest zakup pralki i wielu hodowców dobrze o tym wie. Pokazują szczeniaczka, pozwalają się bawić, a po cichu dają umowę. Człowiek szczęśliwy, bo przecież maluch takich pocieszny, więc pewne procesy myślowe są blokowane. Jeśli ktoś potrafi podejść urzędowo przy zakupie psa to mu zazdroszczę nerwów ze stali :)

Ktoś może napisać ”było prosić o wzór umowy wcześniej i sobie poczytać!” – pewnie, ale w internecie jest sporo historii, gdzie hodowca w ostatnim momencie zmienił umowę, bo ”coś tam”. I co wtedy zrobisz? Czekasz na swój wymarzony miot kilkanaście miesięcy i zrezygnujesz trzymając malucha na ręce, bo hodowca zmodyfikował lekko zapiski? Nie wydaje mi się.

hodowcy psów 3

Z hodowcą Legion na początku kontakt był bardzo ok – pytaliśmy o różne rzeczy i dostaliśmy odpowiedzi. Teraz raczej nie rozmawiamy, ale to głównie dlatego, że nie mamy pytań :D

I wszystko mnie to wkurza, bo kiedyś wplątałem się w gównoburzę na forum właśnie odnośnie ”podejrzanych zapisków w umowach” – zleciało się kilku hodowców i po mnie jechało, że to przecież ”dla dobra psa!”, ”jak się nie podoba to nie kupuj!” i tym podobne. Naprawdę nie wierzę, że ”dla dobra psa” jest zmuszanie do korzystania z własnego salonu lub jakiekolwiek ograniczanie dysponowania swoim psem.

ZKwP to już w ogóle są dupki, bo na takie coś przyzwalają często. Niby się troszczą i są elitarnym stowarzyszeniem, które ”jako jedyne” ma legalne, prawdziwe hodowle, ale jak przyjdzie co do czego to większość tego typu kwiatków jest z ZKwP właśnie. Prawdziwe hodowle, ale Januszy Biznesu :)

Co jednak można zrobić, jeżeli ma się podobny problem? Głowa do góry. Przede wszystkim warto poczytać o klauzulach niedozwolonych na UOKiK, szczególnie fragment:

”Dlatego kodeks cywilny stanowi, że postanowienia, które nie zostały uzgodnione indywidualnie, nie wiążą konsumenta, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco naruszający jego interesy. Przykładem są klauzule wyłączające odpowiedzialność przedsiębiorcy za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania.”

Jestem bardzo pewien, że tak duże ograniczenie dysponowania swoim mieniem (pamiętajmy, że przez prawo zwierzęta domowe traktowane są w taki sam sposób jak przedmioty – nie ma więc różnicy czy kupujesz krzesło czy samojeda) są bardzo sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco naruszają interesy nabywcy. Generalnie chodzi w tych zapisach o to, że kupujący rzadko ma realną możliwość negocjowania zapisków w umowie. Sprzedający podaje i ”kupujesz albo spadaj”. Klauzule niedozwolone mają więc na celu wyeliminowanie bardzo jednostronnych umów.

hodowcy psów 4

”O nie! Kąpiele w stawie były zabronione w umowie! Już jedziemy hodowcomobilem odebrać psa! – typowy Janusz hodowlanego półświatka :D

Jeżeli nasz hodowca robi nam problemy i naciska na wykonanie nieprzyjemnych zapisków umowy to warto napisać na porady@dlakonsumentow.pl – w ciągu 5-10 dni roboczych otrzymamy odpowiedź. Warto również poszukać punktów darmowej porady prawnej w swoim mieście. Na pewno ktoś pomoże.

Generalnie nie powinniśmy podpisywać takich umów, ale jak już wcześniej pisałem – rozumiem, że nie zawsze myśli się trzeźwo odbierając szczeniaka. Na pewno jednak w razie czego warto walczyć, bo nie może być tak, że byle Janusz lub Grażyna ładują nam się z butami w życie i pomimo zaksięgowania ”sporej ilości hajsu” za szczeniaka jeszcze żądają wielu dodatkowych elementów.

Pamiętajmy jeszcze o jednym – nikt nie ma prawa przyjść i po prostu odebrać nam psa. Umowa sprzedający-nabywca to umowa cywilnoprawna. Jeżeli jakaś strona nie zgadza się z czymś (uważa, że druga nie wywiązuje się z umowy) to może iść do sądu. Nie ma żadnego straszenia policją i ”wjazdu na chatę” – nie ma. Jeżeli hodowca próbuje nas nachodzić w domu to sami możemy wezwać policję ze względu na ”naruszenie miru domowego”.

Rozumiem wysłanie zdjęcia psiaka do hodowcy – tak od siebie, żeby pokazać i się pochwalić. Rozumiem fajny kontakt z hodowcą, wymiana opinii, rozmowy i ogólnie każdemu takiego hodowcy życzę, który interesuje się psem, ale nie jest w tym natarczywy i nieuprzejmy. Natomiast nie rozumiem jakichś żądań ze strony hodowcy, wizytacji w domu, nakazywania zabiegów w konkretnym miejscu i tak dalej…

hodowcy psów 5

Młody to taki czołg wodny – jakby go nie trzymać to już dawno by odpłynął :D Na pewno to przez te wszystkie gównoburze w internecie ”Hur Dur! Płynę Wam wpier*lic!” :)

Oczywiście nie każdy hodowca jest takim dupkiem i złamasem, ale jak widać tacy również są. Mam nadzieję, że Aurelii uda się załatwić sprawę i będzie miała spokój, a z tego hodowcy ktoś powinien wyciągnąć konsekwencje za takie zabiegi biznesowe… Nie jest to zgodne z etyką, moralnością i ogólnymi zasadami życia społecznego. Shame!

A jakie Wy macie doświadczenia z hodowcami?