akcje charytatywne

HateON #8 – bezczelne akcje charytatywne

Ostatnio sporo się dzieje rzeczy, które mnie po prostu wkurzają, a najnowsza akcja charytatywna ”pewnej firmy” to już przegięcie ostatniego czasu. Ja z jednej strony rozumiem, że biedne pieski siedzą w schronisku i tam umierają z tego głodu i choroby. Nikt ich nie kocha i są takie biedne i przecież trzeba pomóc, tak? No TRZEBA, bo jak nie my to kto – biedule zginą tam w tym złym, ciemnym i chłodnym więzieniu…

I ludzie jak im się taki obrazek wciśnie to zrobią wiele głupot ku uciesze firm brandingowych, viralowych, reklamowych, zbierających leady. I te firmy – nie wiem czy mi uwierzysz – mają w dupie te pieski. Chcą po prostu dostać coś bardzo, bardzo tanio. Bo życie psa to jest warte bardzo mało, ale zainteresowanie ludzi, PR marki i nasze dane osobowe – o wiele więcej.

Dlatego dzisiejszy wpis będzie tylko i wyłącznie o bezczelności bezdusznych firm i prowadzonych przez nie akcjach ”charytatywnych”. Hurr durr! Łapcie za widły!

Akcja charytatywna, ale czy na pewno?

Nie będę wymieniał nazw firm, bo przede wszystkim liczy się koncepcja i pewien schemat działania. Akcja w prosty sposób wygląda tak: Daj nam X to pieski dostaną Y. W X można wstawić różne rzeczy – swoje dane osobowe, zakup jakiegoś produktu, polajkowanie jakiegoś wpisu i tak dalej. Y to również różne rzeczy – pieniądze na schronisko, karma dla piesków i generalnie wszystko, co tam takiemu biednemu pieskowi potrzebne. Jaka jest narracja takiej akcji? Oczywiście, że pieski w schronisku są biedne, głodują, mają generalnie przesrane i tylko TY możesz im pomóc.

W przypadku obecnej akcji wygląda to następująco. Fundacja otwiera nową kampanię charytatywną, która polega na tym, że spośród wielu biednych piesków można wybrać wybrać swojego faworyta, czyli tego jednego, najbiedniejszego. Klikamy go i podajemy swoje dane osobowe, a jednocześnie wyrażamy zgody marketingowe. Jeżeli kilka osób kliknie tego samego pieska i poda swoje dane, to owy piesek dostanie ”posiłek”. Każdy psiaczek może tych posiłków zbierać całe mnóstwo, a dzięki temu nigdy już nie będzie głodny.

akcje charytatywne 1

Super, nie? Przecież nie trzeba nic robić, a pieski dostaną jedzenie! To jest FANTASTYCZNE! Jednak jest haczyk – w żadnym miejscu nie ma podanych szczegółów akcji. Nie wiemy:

  • kto jest sponsorem nagród i w jaki sposób zostaną przekazane
  • w jaki sposób szacuje się ”posiłek” dla jednego psa
  • jakie konkretnie produkty będą stanowiły ten ”posiłek”
  • w jaki sposób zostanie to zorganizowane logistycznie – jak pies dostanie 2 posiłki to ktoś rozerwie torbę z żarciem i wydzieli mu kawałek, a resztę wyrzuci?
  • w jaki konkretnie sposób zostanie udowodnione, że dany pies otrzymał zasłużony posiłek?

Tak naprawdę cała ta akcja to tak ogromna ściema, że aż mnie brzuch boli od głupoty samego pomysłu. I teraz najlepsze! Administratorem Twoich danych zostanie firma zajmująca się generowaniem leadów – generalnie to taki odłam marketingu.

Więcej informacji o tym znajdziesz tu, ale poniżej kilka szczegółów:

”Generowanie leadów to proces identyfikacji przyszłych klientów (konkretne osoby z konkretnych firm) oraz szacowania ich gotowości do zakupu (zanim jeszcze uruchomiony zostanie proces sprzedaży), w celu dostarczenia działowi sprzedaży danych, tak by można było maksymalizować wolumen sprzedaży.”

”Ale dlaczego ktoś ma w ogóle ujawniać swoje dane? Ponieważ dostaje coś wartościowego w zamian, np.: dostęp do wartościowej publikacji, wstęp na konferencję lub spotkanie, możliwość wzięcia udziału w webcaście, subskrypcję na newsletter, otrzymuje próbkę produktu”

Jak widać do tego ostatniego można jeszcze dodać ”wzięcie udziału w podejrzanej akcji charytatywnej”.

Oznacza to, że nie dajesz swoich danych konkretnej firmie, a dosłownie każdemu klientowi, który zechce je pozyskać. Będziesz otrzymywać maile z każdej branży, regularnie i do końca swojego życia. Nawet jeżeli w jakiś sposób wypiszesz się z listy firmy docelowej, to jeżeli już sprzedała je do kolejnej to nadal będzie mogła je wykorzystywać. Swoją drogą ta ”firma” docelowa jest również ekhm powiązana z samą fundacją organizującą tę akcję.

Schemat wygląda tak: Fundacja ”Kochamy pieski” robi akcję -> Fundacja dostaje Twoje dane -> Fundacja przekierowuje je do swojej ”firmy matki” -> Firma może dowolnie czerpać korzyści z akcji. Tak naprawdę fundacja powinna sama z siebie, z powodu celów statutowych brać aktywny udział w ich realizowaniu. W teorii nie powinna móc czerpać korzyści materialnych z powodu realizowanych przez siebie kampanii. Jednak mając ”podpiętą” firmę mogą to zrobić.

akcje charytatywne 4

Najfajniejsze w tym jest to, że tak naprawdę nie mamy pojęcia co dokładnie dostanie wybrany pies i czy w ogóle. Na jednym ze zdjęć widać dumną torbę gównianej, marketowej karmy, więc nie jestem pewien, czy psiaczek będzie zadowolony, że za Twoje dane osobowe i zgodę marketingową dostanie 100 g jakiegoś syfu. Zresztą nie mamy pewności, że w ogóle pies cokolwiek dostanie, bo jak niby to sprawdzimy? Nawet jeżeli firma opublikuje konkretne podsumowanie akcji i potwierdzi zakupioną karmę, to czy będziemy zadowoleni z jej jakości?

Nowoczesny marketing

Naprawdę takie rzeczy mnie wkurzają, bo firmy obecnie po prostu żerują na dobrej woli ludzi, którzy chcą pomóc. Liczą, że zaczniemy jak opętani publikować to w sieci, a to przyczyni się do masowego klikania. Psy w najlepszym wypadku dostaną porcyjkę karmy o wartości 5 zł, a firma otrzymania kilka nowych osób do dodania do swojej bazy – kilka osób na każdą taką porcyjkę. Mistrzowski marketing, doprawdy!

I niestety takie akcje są do dupy – przyczyniają się do poszerzania błędnego poglądu, że psy w schroniskach umierają z głodu. Poszerzają myślenie, że ilość karmy jest ważniejsza od jej jakości i w żaden sposób nie pełnią roli edukacyjnej. Nie uczą o potrzebach psów, o ich trudnej sytuacji – nic z tej rzeczy. Również w subtelny sposób oducza to empatii wśród ludzi.

akcje charytatywne 3

Bardzo łatwo jest kliknąć, podać swoje dane i czuć się dobrze ”pomogłem!”. Natomiast często takiego człowieka nie obchodzi rezultat jego działania. Liczy się samo poczucie ”dobrze w brzuszku, bo jestem dobrym człowiekiem”. Tak naprawdę oddajemy coś bardzo cennego w obecnych czasach, naszą osobowość internetową (reklamy e-mail, zapytania ofertowe, marketing telefoniczny) w zamian za samą obietnicę dania psu ”posiłku”, o którym nawet nie wiemy czym dokładnie jest.

I to wszystko, proszę Państwa, jest do dupy. Brzydzą mnie takie akcje i uważam, że to bezczelność w najczystszej postaci. Fundacja nawet nie udaje, że jej zależy. Na samym końcu podsumowuje to ”i tak codziennie dostajesz mnóstwo maili”, czyli brak jakiegokolwiek szacunku dla odbiorcy. Bo przecież co Ci szkodzi dostawać jeszcze więcej spamu od firm, których wcale nie znasz w sprawie oferty, której wcale nie chcesz znać? No, ale zrób to – piesek dostanie papu!

Podsumowanie

Czy ludzie naprawdę są takimi lemingami, że wierzą we wszystko? Czy ludzie naprawdę nie wiedzą jak cenne jest combo imię+nazwisko+mail i co można z takimi danymi zrobić?

Nie zrozumcie mnie jednak źle – nie hejtuję akcji charytatywnych samych w sobie, ale właśnie takie ”cichociemne” sprawy, z których nic dobrego nie wynika. Jeżeli firma zrobiłaby tak ”Hej, za każde X osób, które podadzą swoje dane zakupimy dla schroniska Y karmę Z w ilości A. Wasze dane będą obsługiwane przez firmę B, która należy do naszej fundacji” – nie ma problemu, bo każdy ma dostęp do pełnej informacji. Wiadomo co pies dostanie, w jakiej ilości, jakiej marki – dzięki temu każdy może ocenić, czy jest to warte poparcia.

Przykładowo, jeśli karma byłaby gówniana to możesz powiedzieć ”nie, dzięki – sam kupię schronisku lepszą” i jest ok. Jeżeli karma byłaby wysokiej jakości to możesz pomyśleć ”poprę akcję, bo to naprawdę dobra karma i dzięki mojemu poparciu schronisku będzie lepiej”.

Natomiast w tym momencie nie wiesz nic – ile karmy, jakiej, w jakim terminie. I to jest złe, bo akcja wydaje się być całkowicie fikcyjna, a to mnie wkurza. Oczywiście dopuszczam możliwość, że to ja się mylę – fundacja jest najlepsza, w wyniku akcji schroniska dostaną mnóstwo karmy wysokiej jakości, a przekazane dane osobowe nie będą nadmiernie eksploatowane. Wtedy super, ale co jeśli nie?

Jestem ogromnym zwolennikiem mądrych, ciekawych i pożytecznych kampanii, które mają na celu przede wszystkim dobro zwierząt, edukację społeczeństwa i ogólne polepszenie stanu schronisk. Jednak trzeba to robić mądrze i w sposób przemyślany. Marka finansująca/nagradzająca powinna dać od siebie. Nigdy nie powinno wyglądać to jak sprzedaż ”coś za coś”, a tak wygląda obecna akcja. Dasz dane to pieski dostaną posiłek.

akcje charytatywne 2

Dla mnie wzorem idealnej kampanii byli Frontmani Dla Schronisk, serio. Frontline wydał kasę ”w ciemno” – dał niezbędne preparaty dla schronisk, zachęcił wolontariuszy, zadbał o poparcie znanych osób (Marcin Dorociński). W wyniku akcji uczono o roli wolontariatu oraz o wadze zabezpieczeń przeciw kleszczom i pchłom. W wyniku schroniska otrzymały nie tylko same preparaty, ale również dodatkową pomoc w normalnych, codziennych zadaniach (malowanie bud, drobne naprawy, sprzątanie terenu).

Do tego sama marka nie promowała się w sposób chamski – nie była na pierwszym tle, a raczej gdzieś tam w oddali. Widoczna i każdy wiedział kto za tym stoi, ale nie było to nikomu wpychane ”IN YOUR FACE”. Takie przynajmniej były moje odczucia.

Natomiast tu? Liczą się tylko nasze dane do budowania bazy – tylko tyle. Pomoc psom jest gdzieś na drugim planie, ponieważ bardziej skupiono się na wyjaśnieniu kto będzie administratorem danych i konieczności zaznaczenia ”zgody marketingowej” niż na informacji czym jest posiłek i w jakiej formie zostanie przekazany. Nie ma w tym żadnej edukacji ani jakiegokolwiek pozytywnego skutku merytorycznego.

Takie jest moje zdanie. Jeśli się mylę to zapraszam organizatorów do kontaktu ze mną i wyjaśnienie ”myśli”, która stała za całą akcją. Może mieliście super plan, ale nie potrafiliście go odpowiednio wyjaśnić? Może gdzieś tam w głębi czai się większe dobro? Naprawdę zapraszam, a wtedy na pewno o tym napiszemy. Jednak na ten moment? Bezczelna akcja mająca na celu wyłącznie pozyskanie danych ”dobrych ludzi” z internetu. Niestety tego typu sytuacje dobrze pokazują, że ”non profit” jest najczęściej tylko głośnym, ale pustym hasłem. Non profit.

Jakie jest Wasze zdanie na temat tym podobnych ”charytatywnych” akcji?

  • Beryl i spółka

    Na palcach jednej ręki mogę policzyć takie akcje, w których faktycznie wzięlam udział, i nawet nie doliczyłabym do końca tych palców. Zgadzam się w całej rozciągłości. O Frontmanach akurat nie słyszałam, ale z Waszego opisu wynika, że wydarzenie było bardzo okej. Oby więcej tych dobrych!

    • Frontmani bardzo ok – w końcu mnie zaprosili :D Ale tak serio chwalę ich nie tylko dlatego, ale za całokształt twórczości.

      Generalnie myślę, że nikt nie jest dzieckiem i podświadomie wszyscy wiemy, że w każdej akcji i kampanii chodzi o zarobek dla jakiejś firmy (pośrednio lub bezpośrednio). Jednak można to zrobić dobrze z wartościami dla ludzi i zwierząt, a może też to zrobić z dupy :)

      Mnie też wkurza zaprzeczanie idei non profit. Fundacja powinna wszelkie fundusze przeznaczać na realizację celów statutowych. Natomiast w tym przypadku fundacja pomyślała ”kurcze, chcemy zarobić, ale nie możemy jako fundacja, co by tu zrobić? Wiem! Przeniesiemy profity (dane osobowe) na naszą firmę, a ona już zajmie się monetyzacją tych profitów!” :D

      Wybacz przydługi komentarz, który w sumie nie jest związany z Twoją wypowiedzią, ale hejt mocno :D

  • Powiem szczerze, że jeśli o mnie chodzi, jestem nieufna takim akcjom szczególnie jesli się okazuje, że np. nie mają numeru konta albo za bardzo cisną, chcą za dużo moich danych.
    Szczerze wolę zajechać sama do schroniska i wtedy faktycznie pomóc. Kupić lub podarować koce – które faktycznie są potrzebne.
    Stawiam się jak taki ‚niewierny Tomasz’. Muszę zobaczyć, ‚dotknąć’, ocenić sytuację a wtedy pomogę. Za dużo jest wyłudzaczy.

    No i oczywiście jestem za tym, że jeśli kampania jest jak najbardziej w porządku podpinam się obiema rękoma.

    • Mam bardzo podobnie i to chyba najlepsze podejście. Podjechać do schroniska i po prostu spytać czego potrzeba. Czasami jest konkretny piesek, który ze względu na chorobę musi otrzymywać konkretną karmę i akurat można mu pomóc. W takiej sytuacji żadna ilość ”czapi” nie pomoże :)