HateON #6 – w królestwie darmoszek

Dzisiaj temat, który denerwuje mnie od bardzo dawna, ale trudno ubrać tę nienawiść w słowa w taki sposób, aby pewna grupa ludzi nie odebrała tego jako atak na swój styl życia. Dzisiaj będziemy rozmawiać o ulubionej rzeczy większości blogerów, czyli o tzw. darmoszkach.

”Darmoszka” to gratis od firmy, która wysyła go w zamian za link/recenzję/pierwsze wrażenia/unboxinb/haul zakupowy czy jakkolwiek inaczej to nazwiemy. W skrócie chodzi o zapłatę barterową za wpis. Bloger dostaje dany przedmiot za napisanie o nim wpisu. W teorii wszystko jest super – firma może dotrzeć do nowych klientów, a bloger ma jakąś zapłatę za swój czas.

Wszystko jest dobrze w takich branżach jak life style, moda, gadżety i innych, gdzie testujemy rzeczy dla siebie i na sobie. Natomiast trochę inaczej wygląda to w psich blogach, gdzie otrzymane produkty testuje się zazwyczaj na swoich psach. Jeszcze można zrozumieć testowanie legowiska, smyczy lub nowej szczotki, ale jakoś mało się mówi o ciągłych testach nowych karm lub suplementów. To był wstęp, a teraz do szczegółów!

Wszystko jest dobre, co za darmo

Z jednej strony rozumiem, że wielu psich blogerów nie ma możliwości założenia działalności gospodarczej, która pozwalałaby na otrzymywanie normalnego wynagrodzenia za reklamę. Znaczy możliwość taką ma każdy, ale często się po prostu to nie opłaca, ponieważ nie wystarczyłoby na sam ZUS. Rozumiem więc, że wynagrodzenie barterowe jest często jedynym rozwiązaniem i szansą na otrzymanie czegoś za swoją pracę.

Jednak z drugiej strony wielu blogerów w żaden sposób nie weryfikuje przedmiotów, które ma otrzymać. Z regularnych recenzji na blogach widać, że testują wszystko i w każdej ilości. Jednego dnia wciskają psu glukozaminę, a następnego suplementy dla psów trenujących. W tym tygodniu karma bezglutenowa, a w przyszłym zwykła marketówka. 

I to wszystko mnie trochę przeraża, bo gdzie tu jest pies? W psich blogach raczej jest tak, że najpierw mamy psa, łapiemy bakcyla i wpadamy w prawdziwą pasję, a  z tego wszystkiego rodzi się blog. Nie słyszałem jeszcze, aby ktoś zdecydował się na psa tylko i wyłącznie po to, aby móc prowadzić takiego bloga. Czyli wydaje mi się, że prawdziwym jest tok myślenia, że w psim blogu najważniejszy jest pies, ponieważ to właśnie taki czynnik zapalny i motywator do prowadzenia swojej strony.

Skąd więc taka fala ciągłych recenzji na wielu blogach? Firmy bardzo chętnie korzystają z tej formy promocji, ponieważ koszty są bardzo niskie. Wystarczy rzucić kilka worków karmy i w sieci pojawia się sporo recenzji. Natomiast po ilości recenzji na niektórych blogach można odnieść wrażenie, że pies jest karmiony tylko i wyłącznie tym, co otrzyma do recenzji. Firma zadowolona, bo ma linki. Bloger zadowolony, bo dostaje coś za swoją pracę, a jednocześnie ma mniejsze koszty żywienia psa. Wszystko wydaje się idealnie, prawda?

Czy darmoszki szkodzą psu?

Problem jest jednak taki, że to rozwiązanie niekoniecznie jest dobre i zdrowe dla naszego psa. Bardzo dużo mówi się o tym, że nowe bodźce i urozmaicenie są ważne dla psa i oczywiście jest to prawda. Jednak zawsze są od tego wyjątki.

Przykładowo karmiąc psa BARF ważne jest, aby dieta nie była monotonna – nie składała się wyłącznie z indyka, ale czasami również z innych rodzajów mięs. Jest to ważne, ponieważ każde mięso się od siebie różni w zakresie zawieranych składników, aminokwasów i tak dalej. Karmiąc psa gotowymi produktami również warto od czasu do czasu zmienić karmę, chociażby po to, aby nie zanudzić psa podawaniem ciągle tego samego jedzenia. Jednak nie powinniśmy robić tego zbyt często, a jednocześnie zwrócić uwagę, aby nowa karma była podobnej lub wyższej jakości niż poprzednia.

Nie można jednak powiedzieć, aby dieta darmoszkowa miała na celu urozmaicenie psu jedzenia. Nie będę tu wyróżniał konkretnych blogów, ale często widać bardzo drastyczne zmiany w recenzowanych produktach. Raz karma ze średniej półki, bezglutenowa, a w kolejnym tygodniu jakiś tani syf. Pominę już fakt, że niskiej jakości karma nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale takie ciągłe zmiany w diecie również mogą prowadzić do problemów zdrowotnych.

Ktoś może napisać ”Tak? Przecież ludzie też jedzą sporo syfu i ciągle inaczej, a żyją” – oczywiście ma rację. Jednak nasza osobista dieta to nasz wybór. My decydujemy co jemy, wiemy jak się po tym czujemy i mamy swoje powody wybierając dane produkty. Pies nie ma tego wyboru i jest skazany na nasze decyzje. Jeżeli Ty dostaniesz raka, bo jesz mnóstwo syfu to tylko i wyłącznie Twoja wina. Jeżeli pies dostanie raka, bo jest zmuszany do okropnej karmy to również jest Twoja wina.

Obecnie problem nowotworów u psów jest ogromny, tak samo jak inne problemy zdrowotne – psy są coraz grubsze, w młodym wieku dostają nowotowór, są osłabione i nie mają energii. 90% tego typu problemów spowodowane jest nieprawidłową dietą psa, a nie wyłącznie genami, jak wiele osób uważa.

Poniżej film, który każdy psiarz powinien zobaczyć:

Masowa suplementacja

Jakiś czas temu w psiej branży pojawiła ”nowinka”, która masowo zalała internety – oczywiście mowa o suplementach dla psów. Suplementacja sama w sobie nie jest naturalnie niczym złym, ale powinna być stosowana w prawidłowy sposób.

Suplementacja, jak sama nazwa wskazuje – ma tylko uzupełniać braki, których nie potrafimy zdobyć poprzez pożywienie. Teoretycznie wszystko można regulować dietą, ale nie zawsze mamy do tego głowę/umiejętności/fundusze/wstaw inną wymówkę. Fakt jest taki, że suplementacja to rozwiązanie często dla osób leniwych, ale nie da się ukryć, że swoje znaczenie ma i sama w sobie nie jest groźna.

Suplementacja działa głównie przy długotrwałym, regularnym stosowaniu. Nie wystarczy kilka tabletek, ponieważ nasz organizm potrzebuje witamin oraz minerałów cały czas, a nie z ”doskoku”. Z tego powodu działanie wielu blogerów, którzy korzystają głównie z ”darmoszek” może mieć swoje negatywne konsekwencje.

Jeżeli podaje się psu w większości to, co firmy nam dają to nie oszukujmy się – nie ma to na celu poprawienie zdrowia naszego psa. W tym tygodniu pies dostaje MSM na stawy (bo przecież trenuje!), ale po zakończeniu puszki raczej nie kupuje kolejnego opakowania – chyba, że je ponownie dostanie :) W przyszłym tygodniu glukozamina, potem jakiś pyłek na odporność i tak dalej.

psie darmoszki

Naprawdę nie można nie odnieść wrażenia, że ten sposób podawania produktów nie ma wcale na celu zdrowie psa blogera, a zwykłe testy do recenzji.

Skąd wiesz? Może wcale tego nie podaje psu?!

Oczywiście możliwe, że to wszystko tylko medialna szopka i zabieg marketingowy. Może sprytny bloger tak naprawdę nie podaje całego tego syfu swojemu psu tylko od zrobi kilka fotek, a potem biegnie na grupę FB i sprzedaje ”tanio, prawie pełne opakowanie”? Biorę takie rozwiązanie pod uwagę.

Jednak wtedy to wszystko jest jednym oszustwem. Bloger chwali w recenzji produkt, którego tak naprawdę nie sprawdził i poleca coś, czego sam nie ma zamiaru stosować. Jaki w tym sens i gdzie tu logika?

I w sumie to przeraża najbardziej, że obecnie takie opinie w sieci są gówno warte. Kiedyś jak człowiek chciał dowiedzieć się czegoś więcej o produkcie to szukał na blogach – opinie na stronie producenta przecież mogą być przekłamane, a na blogu mamy konkretną informację od użytkownika. Natomiast teraz trudno być pewnym.

Recenzje wypruwane są z szybkością karabinu maszynowego, więc tak naprawdę nie mamy nawet pojęcia czy produkt był sensownie testowany. Już pominę fakt zasadności recenzowania samych suplementów, gdzie rzadko widzimy jakiekolwiek zmiany w zachowaniu lub zdrowiu psa. Zresztą, aby osiągnąć jakiś efekt potrzeba często kilkumiesięcznego stosowania. Nie oszukujmy się – żaden suplement nie zrobi różnicy w tydzień :)

I co z tego?

Tak naprawdę to nie wiem. Może taki apel, aby niektórzy się uspokoili i przestali traktować swoje psy jako króliki doświadczalne dla dużych koncernów? Może, żeby bardziej racjonalnie podchodzić do kwestii testowanych produktów i decydować się tylko na takie, które rzeczywiście będą dla nas dobre, a dla psa zdrowe?

Dziwi mnie często to takie podejście ”na siłę” – dają to biorę. I coraz częściej zastanawiam się co zmieniło się w tych psich blogach i na którym miejscu obecnie jest pies. Jestem przekonany, że na początku był najważniejszy, ale czytając niektóre blogi obecnie trochę to przeraża.

Sami otrzymujemy ogromne ilości zapytań o ”darmoszki” – cokolwiek, choćby najmniejszy gadżet. Czasami wchodzę na profile tych osób, aby zobaczyć co tam piszą i często prawdziwy szok. Zdjęcia, pełno zdjęć próbek produktów, worków karmy, puszek suplementów. Całe góry – wręcz stosy. I jak pomyślę, że to wszystko, całkowicie losowe produkty zostaną wepchnięte w tego psiaka to się słabo robi.

 

Znęcanie się nad zwierzętami ma różne formy. Jedną z nich jest również głupota. Pamiętajmy, że podstawowym obowiązkiem właściciela psa jest zapewnienie mu takich warunków, które pozwolą mu na zdrowe i szczęśliwe życie. Testowanie wszystkiego na swoim pupilu na pewno zdrowe nie jest i nigdy nie będzie.

Mam tylko nadzieję, że to nie jest złośliwe i celowe działanie, a po prostu pewien brak logicznego myślenia lub mała wiedza na temat diety zwierząt. Może ten wpis kogoś przekona, aby surowiej podchodził do wybierania produktów do testów? Nie wiem, ale taką mam nadzieję.

Oczywiście nic się nie stanie, jak ”od czasu do czasu” zrobimy recenzję, a produkty żywieniowe zastosujemy jako przysmaki. W rozsądnych ilościach i jako uzupełnienie obecnej diety psa. Natomiast losowe karmy i suplementy nigdy nie powinny stanowić podstawy jadłospisu naszego pupila. 

Jakie jest Wasze zdanie na temat ”darmoszek” i ciągłych recenzji na niektórych blogach? A może sam stosujesz takie praktyki i masz jakieś kontrargumenty?