HateON #6 – w królestwie darmoszek

Dzisiaj temat, który denerwuje mnie od bardzo dawna, ale trudno ubrać tę nienawiść w słowa w taki sposób, aby pewna grupa ludzi nie odebrała tego jako atak na swój styl życia. Dzisiaj będziemy rozmawiać o ulubionej rzeczy większości blogerów, czyli o tzw. darmoszkach.

”Darmoszka” to gratis od firmy, która wysyła go w zamian za link/recenzję/pierwsze wrażenia/unboxinb/haul zakupowy czy jakkolwiek inaczej to nazwiemy. W skrócie chodzi o zapłatę barterową za wpis. Bloger dostaje dany przedmiot za napisanie o nim wpisu. W teorii wszystko jest super – firma może dotrzeć do nowych klientów, a bloger ma jakąś zapłatę za swój czas.

Wszystko jest dobrze w takich branżach jak life style, moda, gadżety i innych, gdzie testujemy rzeczy dla siebie i na sobie. Natomiast trochę inaczej wygląda to w psich blogach, gdzie otrzymane produkty testuje się zazwyczaj na swoich psach. Jeszcze można zrozumieć testowanie legowiska, smyczy lub nowej szczotki, ale jakoś mało się mówi o ciągłych testach nowych karm lub suplementów. To był wstęp, a teraz do szczegółów!

Wszystko jest dobre, co za darmo

Z jednej strony rozumiem, że wielu psich blogerów nie ma możliwości założenia działalności gospodarczej, która pozwalałaby na otrzymywanie normalnego wynagrodzenia za reklamę. Znaczy możliwość taką ma każdy, ale często się po prostu to nie opłaca, ponieważ nie wystarczyłoby na sam ZUS. Rozumiem więc, że wynagrodzenie barterowe jest często jedynym rozwiązaniem i szansą na otrzymanie czegoś za swoją pracę.

Jednak z drugiej strony wielu blogerów w żaden sposób nie weryfikuje przedmiotów, które ma otrzymać. Z regularnych recenzji na blogach widać, że testują wszystko i w każdej ilości. Jednego dnia wciskają psu glukozaminę, a następnego suplementy dla psów trenujących. W tym tygodniu karma bezglutenowa, a w przyszłym zwykła marketówka. 

I to wszystko mnie trochę przeraża, bo gdzie tu jest pies? W psich blogach raczej jest tak, że najpierw mamy psa, łapiemy bakcyla i wpadamy w prawdziwą pasję, a  z tego wszystkiego rodzi się blog. Nie słyszałem jeszcze, aby ktoś zdecydował się na psa tylko i wyłącznie po to, aby móc prowadzić takiego bloga. Czyli wydaje mi się, że prawdziwym jest tok myślenia, że w psim blogu najważniejszy jest pies, ponieważ to właśnie taki czynnik zapalny i motywator do prowadzenia swojej strony.

Skąd więc taka fala ciągłych recenzji na wielu blogach? Firmy bardzo chętnie korzystają z tej formy promocji, ponieważ koszty są bardzo niskie. Wystarczy rzucić kilka worków karmy i w sieci pojawia się sporo recenzji. Natomiast po ilości recenzji na niektórych blogach można odnieść wrażenie, że pies jest karmiony tylko i wyłącznie tym, co otrzyma do recenzji. Firma zadowolona, bo ma linki. Bloger zadowolony, bo dostaje coś za swoją pracę, a jednocześnie ma mniejsze koszty żywienia psa. Wszystko wydaje się idealnie, prawda?

Czy darmoszki szkodzą psu?

Problem jest jednak taki, że to rozwiązanie niekoniecznie jest dobre i zdrowe dla naszego psa. Bardzo dużo mówi się o tym, że nowe bodźce i urozmaicenie są ważne dla psa i oczywiście jest to prawda. Jednak zawsze są od tego wyjątki.

Przykładowo karmiąc psa BARF ważne jest, aby dieta nie była monotonna – nie składała się wyłącznie z indyka, ale czasami również z innych rodzajów mięs. Jest to ważne, ponieważ każde mięso się od siebie różni w zakresie zawieranych składników, aminokwasów i tak dalej. Karmiąc psa gotowymi produktami również warto od czasu do czasu zmienić karmę, chociażby po to, aby nie zanudzić psa podawaniem ciągle tego samego jedzenia. Jednak nie powinniśmy robić tego zbyt często, a jednocześnie zwrócić uwagę, aby nowa karma była podobnej lub wyższej jakości niż poprzednia.

Nie można jednak powiedzieć, aby dieta darmoszkowa miała na celu urozmaicenie psu jedzenia. Nie będę tu wyróżniał konkretnych blogów, ale często widać bardzo drastyczne zmiany w recenzowanych produktach. Raz karma ze średniej półki, bezglutenowa, a w kolejnym tygodniu jakiś tani syf. Pominę już fakt, że niskiej jakości karma nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale takie ciągłe zmiany w diecie również mogą prowadzić do problemów zdrowotnych.

Ktoś może napisać ”Tak? Przecież ludzie też jedzą sporo syfu i ciągle inaczej, a żyją” – oczywiście ma rację. Jednak nasza osobista dieta to nasz wybór. My decydujemy co jemy, wiemy jak się po tym czujemy i mamy swoje powody wybierając dane produkty. Pies nie ma tego wyboru i jest skazany na nasze decyzje. Jeżeli Ty dostaniesz raka, bo jesz mnóstwo syfu to tylko i wyłącznie Twoja wina. Jeżeli pies dostanie raka, bo jest zmuszany do okropnej karmy to również jest Twoja wina.

Obecnie problem nowotworów u psów jest ogromny, tak samo jak inne problemy zdrowotne – psy są coraz grubsze, w młodym wieku dostają nowotowór, są osłabione i nie mają energii. 90% tego typu problemów spowodowane jest nieprawidłową dietą psa, a nie wyłącznie genami, jak wiele osób uważa.

Poniżej film, który każdy psiarz powinien zobaczyć:

Masowa suplementacja

Jakiś czas temu w psiej branży pojawiła ”nowinka”, która masowo zalała internety – oczywiście mowa o suplementach dla psów. Suplementacja sama w sobie nie jest naturalnie niczym złym, ale powinna być stosowana w prawidłowy sposób.

Suplementacja, jak sama nazwa wskazuje – ma tylko uzupełniać braki, których nie potrafimy zdobyć poprzez pożywienie. Teoretycznie wszystko można regulować dietą, ale nie zawsze mamy do tego głowę/umiejętności/fundusze/wstaw inną wymówkę. Fakt jest taki, że suplementacja to rozwiązanie często dla osób leniwych, ale nie da się ukryć, że swoje znaczenie ma i sama w sobie nie jest groźna.

Suplementacja działa głównie przy długotrwałym, regularnym stosowaniu. Nie wystarczy kilka tabletek, ponieważ nasz organizm potrzebuje witamin oraz minerałów cały czas, a nie z ”doskoku”. Z tego powodu działanie wielu blogerów, którzy korzystają głównie z ”darmoszek” może mieć swoje negatywne konsekwencje.

Jeżeli podaje się psu w większości to, co firmy nam dają to nie oszukujmy się – nie ma to na celu poprawienie zdrowia naszego psa. W tym tygodniu pies dostaje MSM na stawy (bo przecież trenuje!), ale po zakończeniu puszki raczej nie kupuje kolejnego opakowania – chyba, że je ponownie dostanie :) W przyszłym tygodniu glukozamina, potem jakiś pyłek na odporność i tak dalej.

psie darmoszki

Naprawdę nie można nie odnieść wrażenia, że ten sposób podawania produktów nie ma wcale na celu zdrowie psa blogera, a zwykłe testy do recenzji.

Skąd wiesz? Może wcale tego nie podaje psu?!

Oczywiście możliwe, że to wszystko tylko medialna szopka i zabieg marketingowy. Może sprytny bloger tak naprawdę nie podaje całego tego syfu swojemu psu tylko od zrobi kilka fotek, a potem biegnie na grupę FB i sprzedaje ”tanio, prawie pełne opakowanie”? Biorę takie rozwiązanie pod uwagę.

Jednak wtedy to wszystko jest jednym oszustwem. Bloger chwali w recenzji produkt, którego tak naprawdę nie sprawdził i poleca coś, czego sam nie ma zamiaru stosować. Jaki w tym sens i gdzie tu logika?

I w sumie to przeraża najbardziej, że obecnie takie opinie w sieci są gówno warte. Kiedyś jak człowiek chciał dowiedzieć się czegoś więcej o produkcie to szukał na blogach – opinie na stronie producenta przecież mogą być przekłamane, a na blogu mamy konkretną informację od użytkownika. Natomiast teraz trudno być pewnym.

Recenzje wypruwane są z szybkością karabinu maszynowego, więc tak naprawdę nie mamy nawet pojęcia czy produkt był sensownie testowany. Już pominę fakt zasadności recenzowania samych suplementów, gdzie rzadko widzimy jakiekolwiek zmiany w zachowaniu lub zdrowiu psa. Zresztą, aby osiągnąć jakiś efekt potrzeba często kilkumiesięcznego stosowania. Nie oszukujmy się – żaden suplement nie zrobi różnicy w tydzień :)

I co z tego?

Tak naprawdę to nie wiem. Może taki apel, aby niektórzy się uspokoili i przestali traktować swoje psy jako króliki doświadczalne dla dużych koncernów? Może, żeby bardziej racjonalnie podchodzić do kwestii testowanych produktów i decydować się tylko na takie, które rzeczywiście będą dla nas dobre, a dla psa zdrowe?

Dziwi mnie często to takie podejście ”na siłę” – dają to biorę. I coraz częściej zastanawiam się co zmieniło się w tych psich blogach i na którym miejscu obecnie jest pies. Jestem przekonany, że na początku był najważniejszy, ale czytając niektóre blogi obecnie trochę to przeraża.

Sami otrzymujemy ogromne ilości zapytań o ”darmoszki” – cokolwiek, choćby najmniejszy gadżet. Czasami wchodzę na profile tych osób, aby zobaczyć co tam piszą i często prawdziwy szok. Zdjęcia, pełno zdjęć próbek produktów, worków karmy, puszek suplementów. Całe góry – wręcz stosy. I jak pomyślę, że to wszystko, całkowicie losowe produkty zostaną wepchnięte w tego psiaka to się słabo robi.

 

Znęcanie się nad zwierzętami ma różne formy. Jedną z nich jest również głupota. Pamiętajmy, że podstawowym obowiązkiem właściciela psa jest zapewnienie mu takich warunków, które pozwolą mu na zdrowe i szczęśliwe życie. Testowanie wszystkiego na swoim pupilu na pewno zdrowe nie jest i nigdy nie będzie.

Mam tylko nadzieję, że to nie jest złośliwe i celowe działanie, a po prostu pewien brak logicznego myślenia lub mała wiedza na temat diety zwierząt. Może ten wpis kogoś przekona, aby surowiej podchodził do wybierania produktów do testów? Nie wiem, ale taką mam nadzieję.

Oczywiście nic się nie stanie, jak ”od czasu do czasu” zrobimy recenzję, a produkty żywieniowe zastosujemy jako przysmaki. W rozsądnych ilościach i jako uzupełnienie obecnej diety psa. Natomiast losowe karmy i suplementy nigdy nie powinny stanowić podstawy jadłospisu naszego pupila. 

Jakie jest Wasze zdanie na temat ”darmoszek” i ciągłych recenzji na niektórych blogach? A może sam stosujesz takie praktyki i masz jakieś kontrargumenty?

 

  • Narvana i Julek

    Wczoraj myślałam, że z chęcią poczytałbym jakiś nowy Twój wpis i proszę jest. Dodatkowo na temat, który też ostatnio chodził mi po głowie. :)
    Ostatnio zaczęłam brać udział w różnych konkursach psowatych na Facebooku i Instagramie i mam zasadę, że jeśli karma jest słabsza niż ta, którą Julek dostaje teraz, to udziału nie biorę. Natomiast rozmawiam z ludźmi i jak ktoś mi mówi, że karmi psa np. Orijenem(jak się okazuje też z konkursu), ale teraz może przejdzie na Brita, bo wygrał w konkursie, no i szkoda, żeby się zmarnowało…. Serio? Oddaj to do schroniska, a najlepiej nie bierz udziału w takich konkursach. Pies to nie śmietnik i jak nie stać Cię, żeby kupić mu karmę, to nie powinieneś go w ogóle mieć.

    • Wiesz – ja generalnie nie mam problemu, że ktoś wygra/dostanie 2 kg worek karmy i zastosuje go jako przysmaki. Smakołyki treningowe powinny być czymś innym niż to, co pies jada codziennie, więc takie coś działa dobrze. Oczywiście zakładając, że jest to karma dobrej jakości.

      Natomiast nie rozumiem jak niektórzy mogą karmić psa 100% darmoszkami, a tym samym gwarantować psu non stop rewolucje żołądkowe. Niektóre psy mają delikatne brzuszki i od razu widać, że im to nie pasuje (biegunki itd.), natomiast inne wydają się ok i dopiero po latach mogą pojawić się problemy.

      Konkursy są spoko – można spróbować czegoś nowego i tak dalej, ale nie jako źródło ciągłego karmienia psa.

  • kalyna

    Czyli nie tylko ja zauważyłam ten dziwny trend, który ostatnio się pojawił. Ja z racji alergii zmieniałam karmę, co worek, ale tylko dlatego, aby pies nie wpadł w monodietę aby nie doszło nam uczulenie na kolejny rodzaj białka. Ale wszystkie karmy były albo jednej marki (Brit Care) albo zmieniałam na podobny poziom inne.
    Jednak nie rozumiem zmieniania karmy co worek, w totalnie różne. Bo chyba właśnie tylko pod potrzeby testów. Tak samo suplementy. Jeśli udałoby mi się dostać te suple, które stosuję to super, ale na pewno nie zmieniałabym wszystkiego,tylko dlatego, że mam okazję testować. Ba, ja nawet do konkursów nie zgłaszam się tam, gdzie nagroda mi nie pasuje czy to składem czy użyteczność. Chyba, że od razu z nastawieniem, ze jak wygram to zawiozę do schroniska. Jak wygrałam karmę, która miała być super, a nie była, bo pies nie tolerował jej dobrze to też ją oddałam.
    Teraz jesteśmy zalewani recenzjami, wręcz wszystkiego.

    Nie powiem, bo fajnie jest coś przetestować, dostać coś fajnego za napisanie recenzji. Coś co nam się przyda i jest w moim mniemaniu dobre. Ale to zaczyna się przeradzać w tańsze utrzymanie zwierzaka i lans w mediach.

    • Wiadomo, że fajnie potestować, ale bez przesady. Powinno się testować to, co nam się podoba, a nie ”bo dają” :)

      Legion też ma alergię, więc wszelkie propozycje testowania karm od razu odrzucamy :)

  • bayushi

    Mam wrażenie, że Haker to malamut z żołądkiem chihuahua. Za długo wybierałam karmę, żeby kombinować. Poza tym ja jestem na ty;le świeżą blogerką, że nikt się nie zabija żeby nam coś wcisnąć ;) Temat znam jednak z wcześniejszej pracy i z produktów dla dzieci. I też lekko mnie przerażało, co można brać do testów, bo dają… Ale to tak naprawdę niestety kwestia człowieka i etyki. Czy trzymamy się jakiś własnych wartości czy mamy nową wartość „ilość lajków” i „oszczędzanie”. Dołączyłabym do apelu o rozsądne wybieranie produktów. Cenienie siebie i też siebie jako marki, bo masa recenzji wszystkiego jak leci nieco obniża dla mnie wiarygodność. I żeby nie było, lubię czytać recenzje, kilka skusiło mnie na różne zakupy, zazwyczaj byłam zadowolona – nie tylko w kwestii psa, ale też rzeczy domowych, dzieciowych. Ale też były to raczej rzeczy, których zakup rozważałam wcześniej. U siebie jednak będę się trzymać tego, że piszę o rzeczach, które mam, używam, sprawdziłam i polecam lub nie. Jak będę mogła zrecenzować inne rzeczy, które faktycznie chcę sprawdzić – zwłaszcza akcesoria, to jak najbardziej chętnie przygarnę. (Dorota, https://psowaty.blog)

    • W ogóle wiele większych ras ma problemy ”z brzuszkiem”. Zarówno Legion jak i Levi bardzo szybko mają problemy jak zjedzą coś innego, dlatego na dietę zwracamy ogromną uwagę.

      Jednak to, że pies nie pokazuje komuś, że boli to nie znaczy, że takie ciągłe zmienianie karm nie ma wpływu na jego zdrowie i samopoczucie :)

      Też zawsze lubiłem recenzję i przed zakupem danego produktu zazwyczaj szukałem opinii na blogach, ale obecnie wszyscy wszystko recenzują i recenzują zazwyczaj pozytywnie, więc nie jest już to dla mnie zbyt wiarygodne :)

      • bayushi

        No teraz zanim zaufa się recenzji, to trzeba cały blog poprzeglądać ;) To zmienianie karm, tak teraz pomyślałam, może też być z niewiedzy, chęci urozmaicania psu menu, żeby biedak nie jadł w kółko tego samego…

        • Też chciałbym myśleć, że to nie jest tak specjalnie z chciwości, a po prostu niewiedza :)

          • bayushi

            To lepiej zostańmy z taką myślą i edukujmy. :)

  • Po co brać się za coś, czego się nie wykonuje albo manipuluje faktami. Wydaje się mi, że wprowadza się wtedy w bład czytelnika i może ‚zabija’ się nieświadomie kolejnego i kolejnego psa. Pies to takie dziecko, samo o siebie nie zadba. To my odpowiadamy za niego. Za to co je.
    Testować można ale z głową. Każdy pies jest inny ale o każdego trzeba dbać.

    pozdrawiam.

    • Trudno mi powiedzieć, bo nie jestem aż tak w ”środowisku” blogerów. Obie opcje są złe – albo faszeruje się psa różnymi karmami albo okłamuje czytelnika, a na boku sprzedaje ”fanty”.

      Jak jest naprawdę to nie wiem :)

  • Mnie najbardziej w tej kwestii denerwuje zachwalanie każdego testowanego produktu. Każdy jest innowacyjny, piękny, wytrzymały, a karmy dobrze zbilansowane. Nie mam nic przeciwko takiej formie marketingu – bo jeśli produkt jest dobry to niech świat się o nim dowie. Jednak chciałabym czytać recenzje, które oddadzą faktyczny stan rzeczy, a nie będą mydlić oczy.

    • Też rzadko widuję negatywne recenzje – głównie dlatego, że wykonanie takiej powoduje, że firma już raczej z usług takiego blogera nie skorzysta :)

      Na różnych platformach (np: Whitepress) wiele firm w ogóle zastrzega, że nie dopuszcza możliwości napisania negatywnej opinii :)

      • Nie wzięłabym do testów produktu, który ma słaby skład tylko po to, żeby napisać o nim negatywną recenzję. Mając spore rozeznanie w różnych produktach dla psów dość łatwo zorientować się czy proponowana do recenzji rzecz sprawdzi się u nas czy nie, więc jeżeli zakładamy, że będzie ok i ją bierzemy, okazuje się, że wszystko jest tak, jak przewidywaliśmy to mamy na siłę szukać czegoś negatywnego?
        Jasne, na pewno są osoby, które nie dostrzegają wad produktu (lub nie są one dla nich wadami) albo specjalnie piszą pozytywną opinię, żeby nie zrazić do siebie reklamodawcy, ale nie wrzucałabym wszystkich z wieloma pozytywnymi recenzjami do jednego worka :).

        • Wyraźnie zaznaczyłam, że ” jeśli produkt jest dobry to niech świat się o nim dowie”. Jednak wiele testowanych produktów, i nie mam na myśli tylko karm, ale i różne psie akcesoria, są mocno przeciętne, recenzje ograniczają sie do kilku zdań, które nawet nie dają do zrozumienia dlaczego ten produkt jest fajny. Właśnie takie „testowanie” mi sie nie podoba. Nie miałam ma myśli doszukiwania się wad na siłę ;)

          • Chyba, że tak :). Nie zaglądam na blogi, na których recenzje są pisane w taki sposób, jak mówisz, bo zwykle ich autorami są bardzo młode osoby z niedużym doświadczeniem i z góry wiem, że raczej nie znajdę tam rzetelnych informacji :D.

          • Ja znam kilka blogów teoretycznie dojrzałych osób – nawet zajmujących się psami zawodowo, którym wcale to nie przeszkadza, żeby swoje psy ładować różnymi karmami i suplementami :)

            Mi bardziej się nie podoba takie masowe branie wszystkiego i testowanie na psie niż sama rzetelność recenzji. Z tekstu każdy wyciągnie i tak to, co chce :)

        • Cały wpis dotyczy raczej osób, które biorą po prostu wszystko, wszystko recenzują i wszystko podają swojemu psu :)

          Nikt raczej nie ma problemu z rzetelnymi recenzjami produktów, które zostały wybrane do testów ze względu na swoją wysoką jakość.

  • Zastanawiam się czasami jak często blogerzy kupują produkty, które wcześniej dostali do recenzji i wystawili im pozytywną opinię. Mówię tu głównie o jedzeniu i suplementach właśnie, bo dziwne, żeby ktoś kupował taką samą zabawkę, skoro ta z testów nadal jest jak nowa. Sama bardzo często odmawiam firmom, kiedy z góry wiem, że jakiś produkt nie sprawdzi się u nas np. ze względu na nieakceptowalny przeze mnie skład albo brak sensu w zastosowaniu go akurat na moim zwierzaku. Natomiast wiele produktów, które testowałam później normalnie kupuję i polecam znajomym :).

    Do zarabiania na wpisach nie jest potrzebna działalność gospodarcza. Jeżeli nie robi się tego zbyt często wystarczą umowy o dzieło.

    • Też mnie to zastanawia – dla mnie produkty, które dostajemy do recenzji to raczej takie ciekawostki właśnie, których sam bym nie kupił,ale chętnie sprawdzę. Przykładowo książka, którą ostatnio otrzymaliśmy ”Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów” – w życiu bym nie kupił, bo to poziom bardzo podstawowy, ale byłem ciekawy w jaki sposób jest napisana i czy będzie zrozumiała dla takiego początkującego.

      Zapewne jak produkt jest naprawdę ekstra to kupują :)

      Co do ostatniego to niestety nie mogę się zgodzić, ale to dość skomplikowana sprawa. Żeby wystąpiła konieczność założenia działalności gospodarczej muszą być zrealizowane dwa elementy:
      – ”zarobkowa działalność wytwórcza”, czyli trzeba robić coś, za co otrzymuje się pieniądze
      – ”wykonywana w sposób zorganizowany i regularny”, czyli trzeba w jakiś sposób dać znać, że wykonuje się taką działalność i trzeba to robić regularnie

      Finalnie wszystko zależy od interpretacji urzędu skarbowego. Nie ma definicji ”regularności” – regularnie to nie musi być kilka razy w miesiącu, może być również kilka razy w roku. Do ”sposób zorganizowany” wystarczy jakakolwiek informacja na blogu, że oferuje się możliwość recenzji (np: zakładka ”Współpraca”.

      Trzeba również wiedzieć, że nie trzeba zarabiać realnie pieniędzy, aby wystąpiła konieczność założenia działalności gospodarczej – wystarczy prowadzić takie działania, które mają na celu uzyskanie tego zarobku (np: oferowanie się w różnych portalach, informacje na blogu).

      Teoretycznie jest tak jak mówisz, bo prawo umożliwia realizowanie zleceń dla firm na podstawie umowy o dzieło – wtedy ta firma na czas realizacji zatrudnia wykonawcę. Natomiast jest dostępnych sporo interpretacji, gdzie urząd skarbowy zakwestionował wykonywaną w ten sposób pracę zarobkową i zakwalifikował ją jako prowadzenie działalności gospodarczej.

      Pamiętajmy, że umowa o dzieło również musi cechować się konkretną strukturą i nie każdy tym pracy może być realizowany w ten sposób.

      Jedną z furtek jest zakwalifikowanie pracy zarobkowej jako ”praca twórcza i artystyczna”, ale tu również w wielu wypadkach urząd skarbowy zakwestionował niektóre działalności realizowane w ten sposób.

      Wybacz, że się tak rozpisałem, ale wolę informować innych, bo prowadzę działalność i naprawdę rozpatrywałem wiele innych możliwości. Nikogo płacenie ZUSu raczej nie bawi, więc jeśli byłyby inne opcje to każdy by z nich korzystał.

      Ostatecznie dużo zależy od skali działalności oraz szczęścia. Niektórzy latami jadą na ”umowa o dzieło” i nic im się nie dzieje. Natomiast ktoś inny sprzeda kilka książek na allegro i już go dowalą :) Nie ma więc znaczenia jak często się to robi, a w jaki sposób i jak zinterpretuje to urząd skarbowy, jeżeli dojdzie do kontroli.

      • Oczywiście masz rację, zgadzam się z Tobą, po prostu:

        „Rozumiem więc, że wynagrodzenie barterowe jest często jedynym rozwiązaniem i szansą na otrzymanie czegoś za swoją pracę.”

        zwróciłam uwagę na ten fragment, który sugeruje, że bez DS nie można zarobić na blogu, a generalnie istnieje taka możliwość :).

        • Teoretycznie jedyną bezpieczną możliwością, aby zarabiać na blogu prawdziwe pieniądze (nie barter) jest współpraca tylko z jedną firmą w oparciu o umowę o dzieło – wtedy ta firma staje się pracodawcą danego blogera.

          Wszelkie inne opcje polegają na wykorzystywaniu furtek i kruczków, ale często są kwestionowane przez urząd skarbowy. Nikomu bym tego nie polecił, chyba, że czuje się bardzo odważnie.

          Warto pamiętać, że urząd może sprawdzić nas nawet kilka lat wstecz, a kary są okrutnie wysokie, więc nie wiem czy takie ryzykowanie ma w ogóle sens.

  • Marta

    Przyglądam się temu środowisku z boku i dochodzę do wniosku, że zatrważająca ilość psiarzy ma totalnie wywalone na to czym karmi swojego psa. Dopóki pies jest w stanie pracować, dopóty będzie jadł możliwe najtańsze jedzenie, aby starczyło na treningi i seminaria. Wydaje im się, że karma za 100 zł jest spoko, bo przecież to nie Pedigree czy Chappi. Pies je i jest zdrowy. Nasuwa się tylko pytanie jak długo pies ten będzie cieszył się zdrowiem i czy przypadkiem to choróbsko, które go dopadnie nie będzie następstwem syfu jakim był raczony. W końcu jesteśmy tym co jemy, dlaczego tak ciężko to zrozumieć w przypadku psów?

    • Mam bardzo podobne wnioski niestety. Trening, szkolenie (koniecznie pozytywne) – to jest ważne. Wycieczki, podróże, socjalizacja i tak dalej. Mega ważne.

      Jedzenie? Od razu jest ”ludzie też jedzą syf i żyją!”, ”nie każdego stać na podawanie psu jagnięciny!” lub moje ulubione ”skoro jest w sklepach to przecież znaczy, że dobre – weterynarz też polecił!”.

      Prawda jest taka, że dieta to najważniejsza rzecz w życiu psa, która ma ogromne, największe znaczenie w zakresie jego zdrowia przez całe życie. Chemiczne dodatki mogą dać o sobie znać dopiero za kilka lat, a potem jest zdziwienie, że piesek nagle chory.

      • Małgorzata Chudy

        Bardzo ważne też jest, aby rozpowszechniać takie informacje, aby każdy kto chce mógł z nich skorzystać. Większość ludzi już tak ma, że informacje trzeba podać im na tacy to może po nią sięgną.

        Z weterynarzami to często jest tak, że stwarzają wrażenie takich troskliwych i dbających o zwierzęta chociaż nie zawsze zgadza się to z rzeczywistością. Posiadają też autorytet wynikający ze skończenia stosownych studiów, a przecież w naszym kraju panuje złudne przekonanie, że studia dają wiedzę. Jakżeby można spierać się z kimś takim ? Co tu wymagać od ludzi jak nawet w kwestii własnego zdrowia ślepo wierzą lekarzom.

        Marketing związany z karmami dla zwierząt jest tak zwodniczy i subtelny, że nawet weterynarze do pewnego czasu dawali się zwodzić. A niektórzy nawet do tej pory, więc co tu mówić o zwykłych ludziach. Pamiętajmy tez że wielkie koncerny mają wspaniałe możliwości finansowe, a za pieniądze można wiele kupić, na przykład cudza opinię i poparcie. Ale też przyznaję, że nie mam zrozumienia dla ludzi co mówią o „syfie i życiu”, ci nie powinni ponosić odpowiedzialności za nikogo oprócz siebie, i dla tych od jagnięciny, którzy nie wiedza o czym mówią, a zgrywają najmądrzejszych.

        • Gdzieś czytałem, że weterynarze naprawdę nie uczą się niczego (lub uczą się mało) z zakresu psiej dietetyki. Nadal największy nacisk kładzie się na zwierzęta gospodarskie, a nie domowe.

          • Małgorzata Chudy

            Pewnie dalej mają program z czasów PRL. Teraz jest na odwrót : zwierząt gospodarskich prawie nie ma w stosunku do dawnych czasów, a domowych jest coraz więcej. Jak nikomu nie zależy na zmianach to po prostu ich nie będzie, ale weterynarze jakby chcieli to mogliby się dokształcić po studiach na własną rękę. Ale bardzo mało jest takich.

          • Mają mało czasu po prostu – chętnych nie brakuje raczej :)

          • Małgorzata Chudy

            W trakcie studiów i zaraz po to rzeczywiście trudno o czas, ale jak ma się już jako taką stabilizację to można go trochę znaleźć. Tez zależy pewnie na kogo się trafi i jakie ma podejście do tematu.

  • Małgorzata Chudy

    Skąpstwo nie zawsze idzie w parze z głupota, ale z zaślepieniem już tak. Może część z nich to po prostu skąpiradła, którym miłość do pieniędzy przysłania uczucie do psa. Chociaż nie wiem po co takim ludziom jakiekolwiek żywe stworzenie. Co ciekawe tacy ludzie na sobie zazwyczaj nie oszczędzają. Tak wiec niekoniecznie są to głupcy.

  • VukoBorderCollie

    To jest tak bardzo prawdziwe. Nie wyobrażam sobie zrobić z psa królika doświadczalnego bawiąc się każdym możliwym suplementem. W przypadku karm, jeśli pies szybko się nudzi jakimś smakiem, do tego nie ma alergii i dobrze znosi zmiany karmy, a my wybieramy do recenzji tylko te, które ewentualnie rozważylibyśmy aby sami kupić, nie jest to jeszcze złe, daje nam okazje sprawdzić coś co i tak byśmy być może kupili. I oczywiście w rozsądnej ilości, raz na jakiś czas. Zmieniając karmę co miesiąc możemy zaserwować psu niezłe braki. Zapychania psa suplementami, gdy nie ma takiej potrzeby nie rozumiem i nie zrozumiem. Psy sportowe ok, psy chore, które tego potrzebują ok, intensywniejszy czas ok, osłabienie odporności ok, ale to wszystko po konsultacji z weterynarzem. Zabawki, akcesoria i inne bajery to niech sobie każdy testuje do woli, bo krzywdy to psu nie zrobi :)

    • Nikt nie mówi, że zmiana karmy jest zła – pewne urozmaicenie jest jak najbardziej wskazane. Jednak powinno to działać na zasadzie ”chcę zmienić karmę -> próbuję nowa karmę”, a nie ”dostaję nową karmę, więc daję psu nowa karmę” :)

      Czyli tak jak Ty robisz wydaje się ok :)

  • Nata Lia

    Bardzo dobrze napisany post! Przyznaję się bez bicia, że sama kiedyś wpadłam w „takie towarzystwo”, gdzie to ile pies wygrał i jakiej firmy było wyznacznikiem wartości tego psa – bo przecież nikt nie wybierze pierwszego lepszego psa i pierwszego lepszego bloga, c’nie?
    Na szczęście wyszłam z tego, Xena też ma się dobrze i cieszę się, że poszłam po rozum do głowy. Wydaje mi się, że takie zachowania wynikają z chęci przynależności do grona „tych znanych i lubianych”, sam pies jest wtedy tylko pewnego rodzaju rekwizytem, który jest bo jest, ale tak naprawdę liczy się nasze ego i jego podbudowanie poprzez różne testy itp. – bo przecież im więcej, tym „jestem lepsza” … no nie do końca. Ale nie każdy to rozumie i jest to przykre, jak bardzo chęć „bycia lepszym” jest ważna dla kogoś by móc narazić zdrowie (i o zgrozo życie!) swojego niby „najlepszego przyjaciela” …

    • Do wszystkiego trzeba ”dorosnąć” jak to mówią – myślę, że każdy miał w sowim życiu jakiś etap, z którego nie jest dumny :D

      Natomiast ja osobiście nie widzę blogów recenzenckich jako ”popularnych”. Widać na FB jak te grona przerzucają się linkami, jakie firma daje za darmo, gdzie można dostać próbki i w gdzie napisać, żeby coś wygrać. Nie ma to nic wspólnego z popularnością bloga :)