pies obronny

HateON #11 – kasa kontra pasja

W ostatnich dniach coraz częściej myślę o tym, co dzieje się z psią branżą. Lubię być na bieżąco, więc czytam te wszystkie przykre newsy o kolejnych psich hodowlach, znęcaniu się nad zwierzętami, testach na zwierzętach i tak dalej. Gromadzą się we mnie te emocje, ale finalnie chciałem zrzucić to na ”tak widocznie musi być”.

Jednak ostatnio opublikowałem wpis o Nosework, jego niskiej popularności i ograniczonym dostępie do materiałów. Większość wpisu opowiada o samym sporcie, jego pozytywnych aspektach oraz pojawia się kilka linków do ciekawych treści rozwijających ten temat. Jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że organizacje zajmujące się nosework powinny dać od siebie więcej. W takim kontekście, że powinny się po prostu bardziej postarać. Jakieś akcje uświadamiające, zrozumiałe porady jak zacząć i tak dalej.

Kilka osób jednak postanowiło całkowicie zignorować cały przekaz wpisu i skupić się tylko i wyłącznie na tym końcowym stwierdzeniu. I proszę Państwa co za piękna gównoburza z tego wyszła – aż miło czytać. Te osoby stanęły w obronie organizacji twierdząc, że nie ma nic za darmo i nie można oczekiwać od tych organizacji żadnej pracy ani materiałów za darmo.

Finalnie te wcześniejsze moje przemyślenia i obecna sytuacja spowodowały, że zacząłem myśleć o kwestii pieniędzy i pasji. Jak to jest? Czy naprawdę nie da się zarabiać pieniędzy będąc jednocześnie pełnym pasji i chęci pomocy innym? Jak to się dzieje, że ludzie pracujący z psami nagle stają się agresywni, kiedy pojawia się kwestia kasy?

Jeszcze od razu komunikat do osób, które nie czytają/czytają tylko nagłówki/nie czytają ze zrozumieniem:

Absolutnie nigdy i nigdzie nie twierdzę, że ktokolwiek jest zobowiązany do świadczenia jakichkolwiek usług za darmo. Nie ma takiego obowiązku. Jednak to, że nie ma takiego obowiązku nie oznacza, że nie warto być po prostu dobrym człowiekiem i dać coś od siebie. Nie dużo, ale cokolwiek. Nie każdy musi być prawdziwym altruistą, ale jeśli każdy z nas dałby chociaż coś od siebie to cała psia branża byłaby lepsza.

Dzisiejsze grafiki w tym poście zostały sponsorowane przez memiczną społeczność tworzącą memy :D Tak dla kontrastu dla smutnego przekazu samego wpisu :)

Prolog

Zanim przejdziemy do samego wpisu warto opowiedzieć trochę moją historię. Teksty głównie piszę ja, a blog nigdy nie jest medium obiektywnym, a przekaz zawsze w pewien sposób spowodowany jest doświadczeniami autora. Nie da się więc pisać o moim stosunku do pasji i pieniędzy, jeśli mniej więcej nie wytłumaczę mojego stanowiska.

Pracować zacząłem już w bardzo młodym wieku i jak wiadomo w tym czasie nie ma zbyt wielu opcji. Miałem ”szczęście” pracować przy rozdawaniu ulotek, telemarketer, jako wykładacz towaru w marketach, a nawet jako sprzedawca karpi w Tesco w okresie świątecznym (jak ludzie potrafią się drzeć i wyrywać sobie największego karpia to szok :D). Potem były zajęcia związane bardziej z moim zawodem (technik elektryk spec. klimatyzacja i chłodnictwo :D), czyli był etap pracy w delegacjach, na budowach i tak dalej. Później były prace techniczne i biurowe – od osoby robiącej oferty i zgłoszenia przetargowe, poprzez pomoc w projektowaniu instalacji wentylacyjnych aż nawet w pewnym etapie prowadziłem dwie małe budowy.

Do czego dążę? Pracowałem głównie w firmach nastawionych tylko i wyłącznie na zysk. Toksyczne środowiska, pełne mobbingu, sztywnej atmosfery i prawdziwej, obrzydliwej gonitwy za pieniędzmi. Przetargi były często na milionowe kwoty, budowy również były swoje warte, więc ciśnienie całkiem spore. Jeden błąd może sporo kosztować, więc dyrekcja oraz pracownicy zawsze napięci. Szefowie z nierealnymi oczekiwaniami i tak dalej.

Prawdopodobnie takie doświadczenia spowodowały, że mam obecnie takie, a nie inne podejście. Kiedy w końcu udało mi się podjąć decyzję o zwolnieniu i pójściu ”na swoje” postanowiłem, że nigdy priorytetem nie będą pieniądze. Nie będę brał udziału w wyścigu szczurów i poświęcał ludzi oraz ich godność dla kilku złotych.

Z powodu tego wszystkiego wierzę, że są jeszcze branże, gdzie może liczyć się prawdziwa pasja i miłość do swojej pracy. Myślę, że jest możliwość, żeby pieniądze były tylko przyjemnym efektem ubocznym, a nie celem samym w sobie.

Od ponad 3 lat piszę tego bloga i przyznam, że największą motywacją są dla mnie maile typu ”dzięki! Rady na blogu nam pomogły” – nic nie liczy się dla mnie bardziej. Czy zarabiam na blogu? Szczerze mówiąc to nie, bo rzadko zgadzamy się na jakieś recenzje. Jeśli coś wpadnie i nam przypadnie do gustu to jak najbardziej jestem zadowolony, ale nigdy celem bloga nie było zarabianie na nim.

Czy zarabiam na Pawesome lub Matach Węchowych? Oczywiście. Jednak nie przeszkadza to nam, żeby tworzyć ciekawe treści poradnikowe, wspierać psie bazarki, fundować nagrody na różne konkursy i tak dalej. Gdyby zależało mi tylko i wyłącznie na pieniądzach to skupiłbym się na branży IT, gdzie możliwości i zarobki są o wiele większe. Jednak tego nie chcę, ponieważ nasza obecna praca sprawia mi najwięcej satysfakcji i to tutaj mogę się realizować.

Podsumowując ten długi prolog: Szczerze wierzę, że w życiu liczy się przede wszystkim pasja, a właśnie branża psia zawsze kojarzyła mi się jako skupisko pasjonatów. W końcu jest to praca przy współpracy i dla fantastycznych zwierząt, jakimi są psy.

Kasa kontra psie hodowle

Hodowanie psów zawsze wydawało mi się najlepszą pracą świata. W końcu co może być lepszego niż codzienna opieka nad cudownymi szczeniaczkami i ich rodzicami? Zawsze zazdrościłem, ponieważ możliwość poświęcenia swojego życia dla psów to moim zdaniem coś wspaniałego. Nadal mam takie marzenia, że może kiedyś uda nam się założyć własną hodowle. Jedynym problemem jest fakt, że prawdopodobnie wszystkie szczeniaki zostawialibyśmy dla siebie :D

Z tego powodu każda informacja o znęcaniu się nad zwierzętami w hodowli, tragicznymi warunkami i inne tego typu historie po prostu są dla mnie koszmarne. Ostatnio czytałem takiego newsa. Psy były hodowane w bloku (prawie 40 psów w małej kawalerce). Szczeniaki z parowirozą, martwe lub bardzo chore. Okropne warunki i sprzedaż tylko i wyłącznie dla pieniędzy.

Zawsze w takiej sytuacji zastanawiam się – co do tego doprowadziło? Czy Ci hodowcy byli kiedyś pasjonatami, po czasie wyczuli pieniądze i nagle to zaczęło być najważniejsze? Może jednak było to tak ”Grażyna potrzebujemy hajsu, co się teraz dobrze sprzedaje? Cziułała? Co to ta Cziułała? Dobra, wchodzimy w to!”

.

Takie tragedie jak wyżej opisana nigdy nie powinny mieć miejsca w żadnej branży, ale jednak zawsze uważałem, że psami zajmują się ludzie z ogromną empatią. Nie mam pojęcia jak takie sytuacje się pojawiają. Jakim chorym bydlakiem trzeba być, żeby tak okrutnie traktować psy?

Kasa kontra psi szkoleniowcy

Zawsze myślałem, że psi szkoleniowcy to tacy współcześni superbohaterowie. Znają psychikę psów, potrafią się z nimi komunikować i tak naprostować współpracę z człowiekiem, że życie dla nich staje się prostsze. Nie mam pojęcia ile czasu, energii i doświadczenia trzeba mieć, żeby być dobrym szkoleniowcem lub behawiorystą, ale podejrzewam, że ogromnie dużo.

Obecnie jednak często wygląda to tak, że niektórzy zobaczyli w tym dobry biznes. Nowe szkółki powstają bardzo często, wielu ”szkoleniowców” jest po krótkim szkoleniu w Canidzie lub w ogóle są samoukami bez jakiegokolwiek wykształcenia lub doświadczenia.

Sam mam bardzo złe doświadczenia z niektórymi szkoleniowcami. Mieliśmy etap, że z Legion nie dawaliśmy rady i szukaliśmy pomocy. Dzwoniłem chyba do każdego szkoleniowca na śląsku i wiele rozmów mnie przerażało. Nie chcą odpowiadać na pytania, szczegóły dopiero po szkoleniu, proponowanie treningu z obrożą elektryczną/kolczatką bez zapoznania się z psem i jego problemem, nieprzyjemne, a nawet agresywne reakcje na pytania o szczegóły.

Myślałem, że człowiek zostaje szkoleniowcem, ponieważ kocha psy i chce pomóc innym. Ja nie jestem szkoleniowcem, ale sporo czasu każdego dnia poświęcam na odpisywanie na Wasze maile. Macie sporo problemów, często takich, z którymi sami sobie radziliśmy. Nie udzielam rad szkoleniowych, nie daję konkretnych rozwiązań, bo po prostu się na tym nie znam. Mogę jedynie napisać w jaki sposób my sobie poradziliśmy i to robię.

Robię to bo wiem jakim dyskomfortem psychicznym jest problem z psem. Jak człowiek obwinia siebie za tę sytuację i jak czuje się bezsilnie. Dlatego staram się pomóc jak tylko mogę. Zawsze myślałem, że taki powinien być szkoleniowiec. Z ogromną empatią i chęcią pomocy. Ode mnie różnić go powinno tyle, że ma doświadczenie i specjalistyczną wiedzę, która daje mu podstawy do nauczania innych.

Oczywiście, że są wspaniali szkoleniowcy. Tacy, dla których nie liczy się tylko kasa, ale przede wszystkim pasja. Dają ciekawe materiały szkoleniowe na swoich blogach, stronach oraz facebook. Chętnie pomagają i odpowiadają. Oczywiście jeśli ktoś zapisze się na szkoleni to są szczęśliwi, ale nie wydaje się, żeby pieniądze były priorytetem.

Dla mnie takim pozytywnym przykładem jest Monika z Trik. Zawsze można ją o coś zapytać (kilka razy odpowiadała mi na szybko przez fb, głównie jak mieliśmy na początku problem z dotarciem się Legion i Leviego), na jej stronie można również znaleźć ciekawe i przydatne materiały, które dostępne są w sekcji ”notatki”. Jak widać można poświęcić czas i dać jakąś wartość innym, a jednocześnie prowadzić biznes.

Jednak często Ci świetni ludzie giną w gąszczu pozerów i januszy biznesu.

Kasa kontra psie firmy

Tworzenie firmy z psiej branży to ogromne wyzwanie. W końcu trzeba proponować produkt, który będzie bezpieczny i zdrowy dla psa, który jednak swojego zdania nam nie powie. Pies nie powie gdzie go boli i jak się czuje.

Już dawno przestałem się łudzić, że ogromne koncerny zoologiczne mają na celu dobro psów. Testy na zwierzętach, dodawanie do karm szkodliwych polepszaczy i tym podobne zagrania powodują, że zaufanie do tego typu firm ciągle się zmniejsza. Każde kolejne doniesienie o nieprawidłowościach w psich karmach mnie przeraża. Ile było już historii o RC, Purina i tego typu markach. O substancjach rakotwórczych, o obecnościu aflatoksyny B1 i tak dalej. Takie firmy zrobią wszystko dla kasy i dlatego ładują polepszacze, konserwanty i inny syf.

Z drugiej strony są prawdziwi pasjonaci, którzy próbują edukować na temat zdrowej diety dla psa. Są grupy BARF’iarzy, grupy informujące o dobrych karmach i tym podobne. Oczywiście ktoś może się nie zgadzać z założeniami konkretnej diety i nie ma w tym problemu. Każdy musi decydować na swój rozum. Nie można jednak nie zauważyć ile pracy, całkowicie za darmo takie osoby wkładają w kwestię edukacji.

W czasach, gdzie 99% weterynarzy na każdą chorobę poleci RC to naprawdę dobra sytuacja, którą powinno się chwalić. Powstają również nowe firmy, które przygotowują domowe jedzenie dla psów oraz domowe przysmaki. Są na pewno zdrowsze niż ten marketowy syf, chociaż i tu trzeba uważać i dokładnie czytać skład.

Kasa kontra psie blogi

O blogach będzie krótko. Każdy prowadzi swojego bloga z innego powodu, ale chciałbym myśleć, że większość robi to dlatego, że chce się podzielić czymś z innymi. Naturalnie na naszym blogu również pojawiło się kilka wpisów, z których nie jestem dumny lub podjęliśmy jakieś współprace, z których wyniku nie jestem zadowolony.

Nikt nie jest nieomylny i wpadki się zdarzają. Jednak moim zdaniem podstawą bloga powinna być chęć dzielenia się czymś – swoją wiedzą, doświadczeniem, przemyśleniami. Często jednak widzę blogi, które w 99% składają się z testów i recenzji. Podobnie wiele jest takich fanpage na fb lub profili instagram.

Testują i zachwalają wszystko. Nawet jakąś badziewną wodę dla psów (wtf?). Myślę, że nie tędy droga. Pamiętajmy, że nawet mały blog może kierować pewnym nurtem myślowym. Jeśli na 5 blogach ktoś zobaczy pozytywną recenzję wody to jest szansa, że ją kupi. Może nie uda mu się dotrzeć do tej 6, prawdziwej recenzji, gdzie jest informacja o spowodowaniu przez tę wodę biegunek u psa :)

Podsumowanie

Każdy człowiek chce żyć w komfortowych warunkach i to nie jest żadna tajemnica. Każdy pracuje na siebie i na swoje życie. Wydaje mi się jednak, że poczucie satysfakcji, pasja i samorealizacja są równie ważne w naszym życiu.

Chciałbym wierzyć, że wraz z upływem czasu konsumenci zaczną zauważać takie elementy i będą świadomie wybierać firmy, marki oraz osoby, które reprezentują sobą coś więcej niż ślepą pogoń za pieniędzmi. Mam nadzieję, że ludzie coraz częściej będą wybierać produkty i usługi, za którymi stoją jakieś wartości.

Jeszcze raz powtórzę to, co napisałem na początku. Absolutnie nie wymagam od nikogo pracy za darmo. Nie wymagam niskich cen, darmowych próbek, darmowych szkoleń, bezpłatnych materiałów czy czegokolwiek innego. Nie wymagam niczego. Jednak od osób pracujących w psiej branży, z psami i przy współpracy z psami oczekuję czegoś więcej. Prawdziwej pasji, chęci dzielenia się wiedzą i prawdziwych wartości.

Naturalnie nikt nikogo zmusić nie może, bo tak to nie działa. Mogę jedynie zachęcić Was do wspierania takich firm, marek, produktów, szkoleniowców oraz blogów, które kierują się pasją, a nie samymi pieniędzmi.

A jakie jest Wasze zdanie? Na co zwracacie uwagę wybierając usługi i produkty dla psów? Na ile ważna jest dla Was pasja i szczera chęć pomocy?