HateON #10 – psie handmejdy na fejsie

Kolejny HateON i to tuż przed świętami?! Coś wspaniałego! Dzisiaj taki mały jubileusz, bo to już 10 ”hejton”. Warto również zaznaczyć, że to jedna z najchętniej czytanych przez Was serii – jak widać wszyscy lubimy się czasami powkurzać :D

Dzisiaj temat bardzo zacny i godny uwagi w okresie świątecznym, czyli fejsbukowe handmejdy. Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam psi handmade. Uwielbiam produkty wysokiej jakości tworzone przez prawdziwych pasjonatów. Kocham możliwość bardzo indywidualnego kontaktu sprzedawca/klient i niesamowicie podoba mi się podejście wielu twórców.

Jednak niestety psi handmejd toczy taki mały rak, a jest nim moim zdaniem pewne specyficzne podejście przy oferowaniu swoich produktów wyłącznie przy pomocy fejsa. Dlaczego tak i gdzie problem? Zaraz się dowiecie!

Psi handmejd na fejsie

Idą święta, więc człowiek chciałby psy coś ładnego kupić. W końcu psiak to porządny przyjaciel, zawsze można na niego liczyć i w ogóle. Zasługuje na najlepsze. Nie będę brał z byle zoologicznego jakiegoś syfu, bo nie wypada – trzeba mieć czasami gest i wyłożyć kasę na coś lepszego. Co jest najlepsze? Wysokiej jakości, piękny, unikalny handmejd.

Tutaj zdjęcie po słynnej bitwie o polarowy szarpak. Wiadomo kto zwyciężył, a kto musi pogodzić się z porażką :)

Naprawdę uważam, że nie ma nic lepszego niż prawdziwe arcydzieła, które wielu sprzedawców wypuszcza ze swoich pracowni. Dopieszczone, z dobrych materiałów i tak dalej. Same cuda i tyle. Natomiast wkurza mnie, naprawdę mnie wkurza takie specyficzne podejście fejsbukowe. Jak ktoś kiedyś widział coś świetnego i próbował to kupić przez FB to wie, w czym problem.

Ile to kosztuje? PRIV!

Ja jestem z tych osób, które lubią wszystko robić w sposób komfortowy, czyli jak widzę fajny produkt to chcę móc sprawdzić cenę i go kupić. Bez problemów. Natomiast na fejsie tak nie ma, bo z jakiegoś dziwnego powodu większość sprzedawców wstydzi się swoich cen.

W informacjach mamy od razu tekst ”Chcesz poznać cenę? Napisz na priv!”. Ktoś pyta w komentarzu ile coś kosztuje – od razu ma odpowiedź ”PRIV”. A ile kosztuje większy rozmiar? ”PRIVV!!”. Wszystko na fejsie kosztuje ten priv, a ja nie mam pojęcia co to za waluta :(

Najgorzej jak się trafi na bardzo zakompleksionego sprzedawcę. Piszesz już ten priv, pytasz o cenę tego i tego, a otrzymujesz odpowiedź ”a ile by Pan dał?” – no ludzie… po to pytam, bo nie wiem ile to kosztuje. Nienawidzę czuć się jak na jakimś targowisku, gdzie teraz będziemy negocjować ceny czy coś takiego. Chcę kupić przedmiot i tyle.

Z jednej strony wiele świetnych produktów traci na tym, że nie mają konkretnej ceny. Wysokiej jakości własnoręczna robota musi swoje kosztować i nie można się tego wstydzić. Moim zdaniem lepiej sprzedać kilka produktów miesięcznie w wyższej cenie i dzięki temu mieć czas i pieniądze, żeby maksymalnie to dopracować niż dostać jakieś grosze i zwinąć interes ”bo się nie opłaca”.

Potem naprawdę świetny twórcy znikają z rynku i serio szkoda ich produktów, bo w innych warunkach mogłyby przynieść i pieniądze i satysfakcję, a jednocześnie szczęści dla nabywców. Myślę, że w handmade o to właśnie powinno chodzić.

Przy okazji pochwalę się moim prywatnym projektem. Uwielbiam ładne rzeczy i lubię organizację – zaznaczę, że to lubię, a nie że to robię :D Lubię mieć ładny notes i nigdy w nim nie pisać, bo zawsze się boję, że coś źle napiszę i trzeba kreślić, a nienawidzę tego typu bałaganu w notatkach – dziwak ze mnie :D Także tu widzicie własnoręcznie wykonany w 100% przeze mnie cover na oryginalny Field Notes. Kilka godzin farbowania, wycinania, szycia i wykańczania, ale warto było :D Teraz zrobiłbym pewnie go trochę inaczej (niepotrzebnie zrobiłem dwie mniejsze przegródki po lewej, mogłem zostawić jedną większą), ale i tak jestem zadowolony z efektów :)

Jednak z drugiej strony wydaje mi się, że jest sporo sprzedawców, którzy nie podają ceny, bo liczą, że ktoś się nie zna i da więcej niż przedmiot jest warty. Jak sprzedawca sam powie ”miljon monet” to klient może zakładać, że to coś warte swojej ceny. Jednak jeżeli nabywca sam zaproponuje zbyt wysoką cenę to w końcu może mieć pretensje tylko do siebie.

Nie lubię podchodów – chcę kupić to co mi się podoba, bez kombinowania i zbędnych problemów.

Paragon? Jaki paragon?!

Największa zmora zakupów przez fejsa – plaga ludzi, którzy ”ja tylko trochę dorabiam”. Mają profesjonalną stronę na fb, mają logotyp, prowadzą całość jak najbardziej profesjonalnie. Mają sporo opinii, komentarzy, fanów. Nie mają tylko jednego – legalnej działalności gospodarczej.

Możecie myśleć, że przesadzam, ale dla mnie legalna sprzedaż to coś bardzo ważnego. Wiele razy naciąłem się na tego typu zakupy i potem zostawałem z bezużytecznym przedmiotem. Kupując od osoby prywatnej nie możemy nic – nie możemy zwrócić, nie możemy reklamować, nie mamy gwarancji.

Potem się okazuje, że na zdjęciach były produkty ściągnięte z internetu, a otrzymany w przesyłce przedmiot drastycznie różni się od tego na fotce. Rozmiar nie pasuje, wykonanie jest słabe. Potem jak piszesz na fb z nadzieją, że da się to jakoś rozwiązać to w najlepszym przypadku dostajesz odpowiedź ”niestety nie pozwalam na reklamacje, wszystko jest na zdjęciach – nie mam firmy, więc nie obowiązują mnie zasady gwarancji”. Zazwyczaj jednak nic nie dostajesz lub cię blokują i po problemie :)

Teraz zawsze przed zakupem pytam o możliwość otrzymania paragonu i wiecie co? Często sprzedawcy się oburzają. Bardzo trudno trafić na legalną firmę na fejsbuku. Na pytania zazwyczaj otrzymuję odpowiedzi w stylu:

”nie prowadzę firmy, płaszczyki dla psów to tylko poboczne zajęcie” – tak jakby poboczne zajęcie nie musiało być legalne.

”nie prowadzę firmy, ja wykonuję tylko kilka obróżek miesięcznie” – bo mała ilość zamówień automatycznie oznacza, że firmy mieć nie trzeba, nie?

”paragony będę dopiero wystawiać w przyszłym roku, mogę sprzedać teraz, a wystawić potem” – tu już nie mam pojęcia co to za tłumaczenie :D

Best. Foto. EVERRR! Tak wygląda przyjaźń proszę Państwa – to nie tylko tęcza, ale również kłótnie. Pamiętajcie, żeby nigdy nie pyskować do owczarka niemieckiego :D

Ogólnie chodzi o to, że rozumiem ”szarą strefę” i tego typu rzeczy. Jeżeli ktoś lubi przygody i chce tak kupować, bo zaoszczędzi kilka złotych to nie mój problem. Natomiast problemem dla mnie jest to, że na fejsie bardzo trudno znaleźć normalną firmę. Wszyscy wyglądają profesjonalnie, maja logotypy, mega opisy i  tak dalej – bardzo trudno odróżnić legalnego sprzedawcę od wyrobnika ”na czarno” i dla mnie to problem.

Ostatnio szukaliśmy płaszczyka przeciwdeszczowego dla Leviego. Spadł śnieg, psisko mokre po każdym spacerze, a suszenie samojeda jest czasochłonne. Znaleźliśmy piękny płaszczyk… ale oczywiście dupa. Ceny nie ma, paragonów nie ma.

Nie dla psa kiełbasa

Możecie się śmiać, że jestem tradycjonalistą, ale jednak wolę sklepy online. Mogę zobaczyć dokładnie produkt, zapoznać się z opisem i dokonać szybkiego zakupu. Jak coś z produktem jest źle to bez żadnego gadania mogę odesłać produkt w terminie 14 dni, skorzystać z gwarancji, rękojmi czy czegokolwiek tam chcę.

Ja rozumiem, że fejsbuk jest po prostu tani. Wykonanie sklepu internetowego, zakup domeny, serwera i tak dalej to są jednak koszty i nie każdy twórca może sobie na to pozwolić. FB jest więc świetnym miejscem, aby pokazać światu swoje produkty i coś sprzedać. Jestem jak najbardziej za.

Jednak z niewiadomego powodu niektórzy ”handmejderzy” starają się zrobić wszystko, aby potencjalnemu klientowi zakup utrudnić. Ceny są ukryte, możliwości zwrotu nie ma, a o każdą informację trzeba się prosić na tym magicznym ”priv”. Może jestem już za stary i nie nadążam za trendami oraz technologią, ale ja chcę po prostu kupić psu coś fajnego na święta, a nie mogę.

Taki Levi na koniec – dowidzenia :D

Wiadomo, że na fejsbuku można znaleźć prawdziwe perełki. Większość handmejdów psich ukrywa się właśnie na fb, etsy, olx i tego typu portalach. Wiadomo, że trzeba się trochę naszukać, wiadomo, że warto porozmawiać ze sprzedawcą, jeśli produkt ma być indywidualny. Jednak przy obecnym ogromnym wyborze jaki mamy to naprawdę trudno weryfikować każdą ofertę.

Niestety w tym przypadku nie dla psa kiełbasa, gdzie kiełbasą jest ”piękny produkt”, a psem ja, czyli potencjalny klient :D Nie zrozumcie mnie źle – fejsbuk to bardzo ciekawa alternatywa dla tradycyjnych zakupów i na pewno na tym portalu działa masa fantastycznych twórców. Natomiast wcale nie tak łatwo ich znaleźć i to wkurza :)

A jakie Wy macie doświadczenia z fejsbukowym hendmejdem? Może tylko ja mam takiego pecha? :)

  Tagi: , ,
Życie z Psem
Życie z Psem
Główny autor bloga, psi fotograf-amator, poszukiwacz internetowego bullshitu, niekwestionowany autorytet w dziedzinie niczego :D