pies ciągnie na smyczy

Dlaczego pies ciągnie na smyczy?

”Dlaczego pies ciągnie na smyczy?” – ha! To dopiero pytanie. Filozoficzne wręcz :) Zawsze zachwalam Leviego, że jest taki grzeczny i spokojny, a wczoraj dostałem karę za te przechwałki. Młody wchodzi chyba w ”ten” wiek i zaczął bezczelnie ciągnąć na smyczy.

Oczywiście wiek buntowniczy każdemu szczeniakowi w końcu przechodzi – ważne jest, żeby ciągle ćwiczyć i postępować konsekwentnie, a nie powinno to finalnie odbić się na zachowaniu psa. Także jestem przekonany (a przynajmniej mam taką nadzieję), że uda się Leviemu z tego wyjść i nie będzie smyczowym furiatem. Niemniej jednak tytułowe pytanie się pojawiło w mojej głowie, a z nim rozważania na ten temat.

Pies ciągnie na smyczy? Niemożliwe!

To pytanie zadaje sobie wiele osób – zazwyczaj w różnych formach. Jedni pytają retorycznie, ponieważ wierzą, że ”ich typ tak ma” i nic nie mogą z tym zrobić. Inni pytają raczej błagalnie szukając w niebiosach jakiejś mitycznej odpowiedzi w stylu ”daj mu więcej kiełbasy, a będzie Ci dane!”. Jeszcze inni pytają tylko po cichu w swojej głowie, bo tak naprawdę nie mają czasu – muszą mocno trzymać smycz i nie dać psu zaciągnąć się  byle gdzie.

pies ciągnie na smyczy owczarek

Heheszki heheszkami, ale wiadomym jest, że problem z psim parciem do przodu na smyczy to nie jest mały problem. Naprawdę wiele osób ma taki kłopot, przez który wspólne spacery nie są w ogóle przyjemne. Raczej nikt nie decyduje się na własnego psiaka marząc o porannym rodeo. Zazwyczaj myśli się o rześkich spacerach w piękną pogodę. Wiatr we włosach, pies przy nodze i te sprawy.

Zazwyczaj jednak życie pisze inne scenariusze i musimy przyzwyczaić się do wersji ”dual wielding”. Pamiętam, że w najgorszym okresie z Legion miałem smycz trzymaną oburącz i jeszcze obwiązaną wokół dłoni dla lepszego chwytu. Do tego dobre, przyczepne buty i dopiero wtedy mogliśmy iść. Dobry trening na każdą partię ciała, jeśli ktoś lubi przeciągać się z 40 kg owczarkiem niemieckim :)

Od tamtego okresu minął już rok, a ja nadal czasami budzę się w nocy z koszmarami :D Dlatego też z taką wdzięcznością przyjąłem delikatne, dziewicze wręcz spacery z Levim. Młody chodził przy nodze – zawsze chętny na smaczka. Nawet jak chciał coś szybko obwąchać to jego krótkie nóżki uniemożliwiały mu osiągnięcie zawrotnych prędkości.

Dlatego też dzisiaj oblał mnie zimny pot, jak wyszliśmy razem i ”gówniak” za przeproszeniem zaczął odpierdzielać sceny w parku. Raz biegł tu, potem tam i koniecznie chciał szybko przeć do przodu. I to nie tak ”ja tylko na chwilę powąchać”, a ”robimy wyścig kto pierwszy dobiegnie do końca świata, ale tak, że ja zawsze biegnę z przodu aż nie umrzesz ze zmęczenia”. I nawet teoretycznie jego plan mógłby się udać, ale zapomniał, że ma w porywach 25 kg, krótkie nóżki i nie ma szans.

O ile szczeniaczek waży niewiele, tak spacer z psem, który cały czas idzie na napiętej smyczy nie jest zbyt komfortowy. Nawet jego ukochane przysmaki (kiełbaska!) nie działały (powtarzam: kiełbaska!). Także ”intro” spaceru było takie sobie i polegało na szybkim sprawdzeniu wszystkich metod, które pamiętałem. Drzewko, zawracanie, zmiana kierunków i tak dalej. Pomęczyliśmy się tak z 10 minut, a potem szczeniaczek się zmęczył i zaczął iść bardziej ogarnięcie.

pies ciągnie na smyczy samoyed

Szczerze mówiąc mam nadzieję, że to tylko jednorazowy wyskok. Może wczorajsze gorąco mu odwaliło i dlatego tak się zachowywał? Kto wie :)

Dlaczego pies ciągnie na smyczy?

Wróćmy jednak do tego ”filozofowania”. Tak naprawdę warto zwrócić uwagę na fakt, że z punktu widzenia psa takie coś jak ”ciągnięcie” nie istnieje. Ciągnięcie nie jest celem psa, a jedynie metodą. Pies nie chce ciągnąć człowieka, ale chce dotrzeć do swojego celu jak najszybciej to możliwe. Nie jest więc tak, że pies ciągnie ”bo lubi”, lub robi nam na złość.

Teoretycznie są rasy zaprzęgowe, które mogą mieć tego typu hobby, ale jeszcze nie widziałem psa, który ciągnie bez powodu. Zazwyczaj jakiś jest, nawet jeśli dla nas trudno widoczny :)

Przede wszystkim jednak – pies średniej/dużej rasy idzie szybciej od człowieka. Dla niego normalne, komfortowe tempo prowadzi do ”ciągnięcia”, ponieważ przewodnik po prostu za psem nie może nadążyć. Psisko idzie szybciej, człowiek wolniej. Smycz się napręża, pies czuje nieprzyjemny dyskomfort i jeszcze bardziej przyspiesza, żeby nie zostać zatrzymanym. Człowiek również napina smycz, bo nie ma innej możliwości. I tak rodzi się ”ciągnięcie” na smyczy.

To pierwsza sprawa. Druga to sytuacja, kiedy my chcemy iść drogą A, a pies zobaczył coś ciekawego na drodze B i koniecznie chce to zobaczyć. Człowiek idzie prosto, a pies wyrywa gdzieś na bok. Tutaj znowu pies ciągnie na smyczy, ale nie dla samego ciągnięcia, a po prostu jego interesy znajdują się w innym miejscu niż nasze. Przewodnik chce iść prosto do parku, a pies najchętniej zrobiłby rundkę wokół osiedla, bo tam ”ładniej pachnie”.

pies ciągnie na smyczy dwa psy

Teoretycznie wszystko jest logiczne, ale często zauważam, że ludzie skupiają się na czymś innym niż istota problemu. Nie powinniśmy skupiać się na tym, aby ”pies nie ciągnął na smyczy”. Powinniśmy skupić się na tym, aby:

  • szedł wolniej i dostosował się do naszego tempa
  • potrafił zrezygnować z ciekawszych jego zdaniem miejsc/zapachów na rzecz spaceru z nami

I to w sumie tyle. Jak tak o tym pomyślimy to jest to o wiele łatwiejsze. ”Pies ciągnie na smyczy” to takie trochę mityczne stwierdzenie, z którym trudno sobie poradzić. Za mało danych – gdzie ciągnie, po co ciągnie? Prościej do tego podejść poprzez rozbicie problemu na mniejsze, bardziej strawne kawałki.

Pies ciągnie na smyczy – co dalej?

W teorii nauczenie psa grzecznego chodzenia na smyczy jest super, extra łatwe i można to załatwić w prosty sposób. Wystarczy być dla psa ciekawszym niż wszystko inne! To jest ta legendarna ”atrakcyjność dla psa”. I nie mówimy tu o pójściu do fryzjera i ubraniu ładnych ciuchów – na psa to nie działa niestety. Próbowałem :D

pies ciągnie na smyczy legion

Niestety nie zawsze działają też wygłupy i dobre jedzenie. Tak naprawdę nie można tego również załatwić w krótkim czasie ”ot tak”. Uważam, że budowanie atrakcyjności u psa to zadanie długofalowe. Nie da się nagle stać najciekawszym człowiekiem świata dla psa w ciągu jednego dnia. Z totalnego przeciętniaka w ”Miss Universe” w 2 godziny :)

Im szybciej zaczniemy tym będzie nam łatwiej. Najczęstszy błąd to popuszczanie psu za szczeniaka, kiedy jest jeszcze słodki i uroczy. Biega wszędzie, gryzie smycz, szarpie się, wyrywa do przodu i podskakuje? Uroczy szczeniaczek. Jednak jak zrobi to samo mając 40 kg to już uroczy nie jest – jest psem problemowym.

Mieliśmy tak z Legion, której odpuszczaliśmy wszystko. Na spacery chodziliśmy tam, gdzie chciała – przecież szczeniaczek musi poznawać świat po swojemu. Jak szła za szybko z tymi słodkimi, krótkimi łapkami to się zazwyczaj przyspieszyło lub podbiegło. I w taki sposób ona rosła, łapki były dłuższe, chodziła coraz szybciej, a my ją przyzwyczailiśmy, że się dostosowujemy do niej, a nie ona do nas. Dopiero po długim czasie zaczęliśmy mocno, regularnie pracować i teraz mogę powiedzieć, że jest OK. Nie idealnie, ale OK :) Końcowy wpis z serii ”uczenia” możecie zobaczyć poniżej:

Jak nauczyć psa chodzić na smyczy – koniec

Z Levim od razu robiliśmy inaczej. Od pierwszych dni były przysmaki i przyzwyczajanie szczeniaka, żeby chodził przy nas. To prosta sprawa przy szczeniaku – są przysmaki, więc będzie blisko, żeby je dostać. Za grzeczne chodzenie były pochwały i w ogóle.

To my pokazywaliśmy mu ciekawe rzeczy i miejsca, to my dawaliśmy mu dobre jedzonko. Nie miał powodu, aby szukać rozrywek na własną łapę. Jednak nawet początkowe sukcesy nie powinny powodować, że odpuszczamy. Pies rośnie, a z wiekiem jego potrzeby. To, co interesowało go jeszcze miesiąc temu niekoniecznie będzie pasjonujące dzisiaj.

Przykładowo Levi świetnie ignorował wszystkie psy. Wystarczyło mieć coś dobrego w kieszeni, a szczeniak patrzał w człowieka jak w obrazek. Psy? Na co one komu? Są głupie i w ogóle! Teraz jednak sporo się zmienia. Przysmaki nie są już tak pasjonujące, a Levi zaczyna zwracać uwagę na inne zwierzaki – zatrzymuje się, patrzy, czasami nawet szczeknie.

Nie jest to oczywiście nic złego, ale trzeba mieć świadomość takich zmian. Tak mi się przynajmniej wydaje. Chodzi o to, że wiele osób jak zauważa, że pies jest ”grzeczny” to bierze to za pewnik i odpuszcza. Potem nagle pojawia się rowerzysta i szok, że pies zaczyna wariować. Z drugiej strony jednak trudno, aby każdy spacer był ”rollercoasterem” atrakcji i niespodzianek.

pies ciągnie na smyczy samojed

Trzeba więc wszystko wyważyć. Nie robić z siebie idioty w stroju małpy, aby tylko zainteresować psa, ale jednocześnie nie iść jak słup przed siebie ze wzrokiem utkwionym w smartfona.

W teorii wszystko jest łatwe, bo tak naprawdę problem nie jest taki złożony. Pies nie dostosowuje się do nas podczas spaceru, ponieważ tak go wychowaliśmy i po prostu nie wie, że chcemy czegoś innego. Samo szarpanie smyczą i krzyczenie ”wolniej!” to nie jest dla psa sygnał, a raczej nieokreślony dyskomfort. Jednak w praktyce nauczenie psa, że ciągnąć nie powinien jest trudne.

Przez dłuższy czas utrwalaliśmy konkretny model spaceru w stylu ”pies ciągnie, przewodnik ciągnie”. Trudno zmienić nawyki i dlatego z oduczeniem takiego działania jest duży kłopot.  Poniżej pierwszy wpis z naszej nauki – może komuś to pomoże.

Jak nauczyć psa chodzić na smyczy – dzień 1

Patrząc na nasze doświadczenia – udało nam się przejść z poziomu ”pies_ciągnie_jak_smok_o_jezu_moje_rece” do ”pies_chodzi_ok” w ciągu 23 dni. Czy to dużo, czy mało to już pozostawiam Wam do oceny. Także na pewno mogę napisać, że się da i nie jest to jakiś herkulesowy wysiłek. Trzeba być po prostu konsekwentnym i znaleźć metodę na swojego psa. Jedne lubią przysmaki, inne zabawki, a jeszcze inne uspokaja spacerowanie w nowym miejscu.

Pies ciągnie na smyczy – mówi się trudno, płynie się dalej

Nie jestem pewien jaki ma być morał tej opowieści. Czy chciałbym powiedzieć, że jak pies ciągnie to to jest całkowicie normalne i nie mamy się martwić? Nie. Chodzenie na spacer z takim psem to koszmar.

Jednak z drugiej strony czy taki pies to koniec świata? Również nie. ”Pies ciągnie na smyczy” to nie jest jakaś choroba genetyczna, której trzeba się obawiać. To nie jest aż tak poważna sprawa, jak może się wydawać. Warto tylko przestawić się z ”pies ciągnie na smyczy” na ”pies idzie szybciej ode mnie” i pracować z tego punktu.

Poniżej krótki film z naszego powrotu z parku. Psy idą pięknie, bo są zmęczone bieganiem, więc nie dajcie się oszukać! W tle piękne dźwięki miasta, jeśli ktoś lubi :)

Na pewno wiem co to znaczy mieć psa, który ciągnie. 40 kg to spora waga, a walczyłem z tą ”bestią” prawie 2 lata zanim w końcu wzięliśmy się w garść. Myślę, że nasz epizod z psem, który ciągnie na zawsze w pewien sposób zdefiniował nasze życie z Legion. Zawsze będzie tym psem, z którym był koszmar na spacerach. Teraz już tego nie widać aż tak. Oczywiście czasem się zdarzy, że przeciągnie mnie kilka metrów – bo akurat jest w złym humorze lub coś specjalnego wyczuła. Jednak zazwyczaj spacery z nią są udane i mogę nawet powiedzieć, że je lubię :) Nikt więc nie może mi napisać tradycyjnego ”g*wno wiesz, w d*pie byłeś” (nie jestem pewien czemu dałem tu cenzurę, ale niech zostanie dla podsycenia wyobraźni :D).

Z jednej strony jestem dobrym człowiekiem i życzyłbym Wam, żebyście nie mieli takich problemów, a jak macie to żebyście szybko sobie z nimi poradzili. Jednak z drugiej strony jestem też człowiekiem jak każdy inny, więc też fajnie jakbyście nie mieli wszyscy zbyt różowo z tymi Waszymi psami :D Poczujcie mój ból! Na tym zakończymy :)

EDIT!!!!!!!

Dzisiaj młody już idzie grzecznie – dzięki Psim Bogom! :D

  • monil

    Morał z tego jest taki, że:
    1. Są psy, które ciągną z powodów, o których piszesz i kilku innych, oraz takie, którym się nie chce.
    2. Zachowanie psa zmienia się w trakcie jego dorastania. Co innego robi roczny „nastolatek”, a co innego trzyletni „trzydziestolatek”.
    3. Większość psów ma swój charakter i osobowość (nie mylić z samoświadomością, chociaż może tez mają?), albo po psiemu: rządzą nim instynkty, między którymi balans jest wypadkową charakteru.
    4. Człowiek ma na to wszystko jakiś wpływ, ale nie przeceniałabym go za bardzo. Może się za parę lat okazać, że wszystko, co mówią tzw. behawioryści, psu na budę się zda. Im więcej rad słyszę, tym bardziej mam wrażenie „podręcznikowości” tej, powiedzmy, wiedzy, nie popartej obserwacją ani doświadczeniem.
    I mój własny wniosek oraz odkrycie kynologiczne: nie smaczki, zabawa, małpowanie mają wpływ na zachowanie psa, a KOMUNIKACJA, jaką z nim wypracujemy. Psy komunikują się w dużym stopniu za pomocą mowy ciała i taką komunikację świetnie rozumieją.
    ps. a propos krzyczenia „wolniej”, ja na przykład nauczyłam psa takiej komendy i moje psie słysząc ją zwalnia :)

    • Mam bardzo podobne wrażenie. Kiedyś myślałem, że szkoleniowcy biorą swoje metody z jakichś rzeczywistych badań i doświadczenia. Natomiast teraz mi się wydaje, że urodziły się pewne teorie i wszyscy to powtarzają. Bez względu na to, czy rzeczywiście dana metoda jest skuteczna.

      Nam 2 lata zajęło dojście do podobnych wniosków jak Ty, że jednak komunikacja. Jak byliśmy mega ”noobami” z psem to łykaliśmy wszystko jak pelikany. Smaczki, bycie atrakcyjnym, psie przedszkola, psie wybiegi i inne atrakcje. Jednak dopiero jak skupiliśmy się na budowaniu relacji z psem, a nie samej motywacji na nagrody to zaczęliśmy odnosić jakieś efekty.

      Próbowałem uczyć zwalniania na ”wolniej”, ale chyba się nie zrozumieliśmy, bo jeszcze przyspiesza :)

      • moni.l

        Ja zrewidowałam poglądy wcześniej, bo mam przypadek psa ignorującego mądrości behawiorystów, a nawet, powiedziałabym, że rady działały odwrotnie proporcjonalnie do zamierzonego efektu. Trenerzy również nie potrafili pokazać, o co im chodzi i jak to zrobić na moim psie. Rady były więc czysto teoretyczne i wymierzone w bliżej nieokreśloną czasoprzestrzeń kilku lat pracy. A już kompletnie mnie rozwaliło zdanie, że trenerka ze swoim psem ma podobny problem i stale ćwiczy, smaczki daje, barowanie, skupianie uwagi, itd. No to chyba na tamtego psa to też nie działa, no nie?! Szkolenie szkoleniem (mój pies zna i wykonuje bardzo wiele komend, łapie wszystko w lot, dla zabawy latamy po torach agility, ćwiczymy posłuszeństwo, i_co_z_tego!), a fiksacja fiksacją.
        Bardzo się wciągnęłam w komunikację psią, dużo się naczytałam, naoglądałam, ale przede wszystkim dużo obserwuję psy i muszę powiedzieć, że daje to efekty. Dużo też pracuję z psem na gestach, choć to nie trenerskie, bo „celem jest, by pies znał komendy słowne”. Ale mój pies wraca zarówno na „do mnie”, jak i na nieznaczne kiwnięcie głową, reaguje na „w prawo”, ale wystarczy, że pokażę ręką. Oczywiście używam komend, mówię do psa, ale uznałam, że praca na gestach i mowie ciała jest dla psa czytelniejsza i … przyjemniejsza.
        Efektem ubocznym mojej cichej komunikacji jest czasem stado psów przy mnie na wybiegu, gdy kiwnę na własnego i robię zwrot w kierunku wyjścia :)
        Tak że polecam :)

        • Też już od jakiegoś czasu zwiększamy uwagę na pracę na gestach oraz bardzo cichych komendach. Działa, bo pies musi się bardziej skupić :)

  • kalyna

    Hihihih u nas jest komenda „wolniej” i pies zwalnia.
    U mnie Ciap zawsze ciągnął, względny spokój miałam na flexi, jak szedł sobie swoimi ścieżkami i miał te 5-8 metrów.Ale to był Ciap i jemu prawie na wszystko pozwalałam. Sonia próbowała w młodości, ale potem skumała, że po co ciągnąć i lecieć i mieć nieprzyjemności jak można iść tempem z człowiekiem i smaczka jakiegoś dostać.Albo wynikło to z jej lenistwa. Za to Gandi od początku miał wpojone, że na smyczy się nie ciągnie i tak potrafił kozaczyć to psów, ale smycz luźno wisiała.Ahhh to był mój wielki sukces szkoleniowy. A potem nie chciałam tego popsuć i przerzuciłam go na luźne spacery na szelkach. Efekt był taki, że jak poszłam w miasto w szelkach to zachowywał się jak debil. Totalna rozpierducha, a na polach szedł ładnie i zachowywał się jak na niego dobrze. I co zrobiłam?wróciłam do spacerów „w miasto” na obroży, a szelki przeznaczyłam tylko na spacery w pola. I jak ręką odjął i pies grzecznie chodzi, już któryś miesiąc, czyli nie była to chwilowa naprawa. Aż nachodzi mnie myśl, jaki to człowiek czasem jest głupi :D Choć nie mówię,że nigdy i przenigdy mnie nie pociągnie, bo to jest niemożliwe, ale jak się zdarzy to jestem wielce zdziwiona :D

    • Chciałbym czasem psa, który ma tok myślenia ”po co robić X, skoro są nieprzyjemności – wyluzuję”. Legion ma myślenie ”zrobię X cokolwiek by się stało – niech się wali i pali, a zrobię!” :D

      • kalyna

        Hmm rzeknę tylko, że to jest wypracowane poprzez łzy i pot. Nie ma nic za darmo :P

  • Ja nigdy ze swoim psem nie potrafią chodzić tak aby mnie nie ciągnął. O dziwo wujek (2 razy większy i szerszy ode mnie) mojego kundelka prowadzi. Chyba się boi pies mojego wujka ;)

    • Może nie, że się boi, ale wujek może był bardziej konsekwentny i konkretny z psem :) Psy miewają tak, że z każdym chodzą inaczej.

  • Mój pierwszy bokser to był ideał <3. Pies, którego nigdy nie trzeba było uczyć chodzenia na smyczy, który nigdy nie ciągnął. Żył dwanaście lat i ani razu nie zdarzyło mu się napiąć smyczy :). Tayra… O matko, za szczeniaka to ona dosłownie latała na smyczy. Na szczęście szybko udało się to opanować i teraz chodzi tak jak powinna, czyli kilka kroków przede mną, ale na luźnej smyczy :D.

    • W ogóle wydaje mi się, że ”kiedyś” to psy były grzeczniejsze. Nie pamiętam, aby te 10-15 lat temu dużo mówiło się o podobnym problemie, ale wtedy oczywiście jeszcze tematyka psiego behawioru nie była tak modna.

      Znajomi i sąsiedzi mieli psy i nikt nie był ciągnięty :)

  • Narvana i Julek

    U mnie Julek sam ogarnął jakoś, że ciągnięcie jest bez sensu. Coś tam niby ja go próbowałam uczyć, ale nie byłam w tym szczególnie konsekwentna. I idę sobie pewnego dnia i coś jest nie tak… JULEK NIE CIĄGNIE. Nie wiem czy to się stało akurat wtedy, czy po prostu dopiero zauważyłam, ale… ;) Jasne, zdarza mu się pociągnąć do psa, czy kota, ale to dla mnie nie jest problem, chodziło mi tylko o to, żeby cały spacer nie polegał na przeciąganiu. Czasem włącza mu się opcja „ciągnik” po szczególnie emocjonującym zdarzeniu (najczęściej spotkanie jakiejś agresywnej bestii) i później ciężko jest go wyciszyć, ale pracujemy nad tym.
    Co ciekawe – inaczej niż u większości psów – na szelkach idzie grzecznie, a na obroży ciągnie tak, że kiedyś się udusi.

    • To zazdroszczę, że pies tak sam z siebie postanowił, że nie będzie Cię męczyć :) Legion teraz chodzi w miarę ok, tylko jak kota lub psa zobaczy to włącza jej się tryb ”pociąg” :D